W parafii pw. św. Jana Kantego w Malcu podczas wielkopiątkowego kazania doszło do sytuacji, która wywołała poruszenie wśród uczestników liturgii. Miejscowy duchowny postanowił odnieść się do sposobu przyjmowania Komunii Świętej i zrobił to w sposób, który część parafian uznała za zdecydowanie zbyt daleko idący.

Kazanie, które miało szokować

Wszystko wydarzyło się podczas nabożeństwa w Wielki Piątek. Ksiądz już na początku dał wiernym do zrozumienia, że za chwilę zrobi coś, co może ich zbulwersować. Nie były to puste słowa. Duchowny zszedł z ambony i publicznie pocałował dłonie nastolatki obecnej w kościele. Gest był częścią jego przekazu dotyczącego przyjmowania Komunii Świętej na rękę, ale zamiast skłonić do refleksji, wywołał szok i konsternację.

Dla części osób obecnych w świątyni ten moment był trudny do zaakceptowania. Nie chodziło wyłącznie o sam pocałunek dłoni, ale również o to, że cała sytuacja rozegrała się publicznie i dotyczyła konkretnej, młodej osoby.

Duchowny wyjaśnił sens swojego zachowania

Po powrocie na ambonę ksiądz wytłumaczył, dlaczego zdecydował się na taki krok. Jak mówił, chciał zwrócić uwagę na zmianę praktyki jednej z parafianek, która wcześniej przyjmowała Komunię na rękę, a później z tego zrezygnowała. W jego ocenie był to przykład właściwej postawy wobec Eucharystii.

Kapłan przekonywał, że po zakończeniu pandemii nie ma powodów, by nadal utrzymywać formę przyjmowania Komunii na dłoń. W trakcie kazania odniósł się szerzej do zmian zachodzących w Kościele i zasugerował, że współczesne odejście od tradycyjnych form jest oznaką pychy, a nie rozwoju. Wypowiedź miała wyraźnie krytyczny ton i pokazywała, że temat ten traktuje nie jako drobny spór liturgiczny, lecz jako poważny problem dotyczący kondycji Kościoła.

Wierni mówią o zawstydzeniu i przekroczeniu granic

Największe emocje wzbudziło jednak to, że ksiądz posłużył się przykładem konkretnej osoby. Według oburzonych parafian nastolatka została publicznie wskazana, a całe zdarzenie miało wymiar zawstydzający. Niektórzy uznali, że doszło do naruszenia jej przestrzeni osobistej, a sama ambona została wykorzystana do napiętnowania zachowania, które przecież w Kościele jest dozwolone.

Wśród wiernych szybko pojawiły się głosy sprzeciwu. Część z nich podkreśla, że nawet jeśli duchowny chciał przekazać ważną dla siebie myśl, sposób, w jaki to zrobił, był niewłaściwy. Zdaniem parafian granica między kazaniem a publicznym wywołaniem konkretnej osoby została przekroczona.

Do mediów trafił list, a parafianie zapowiadają dalsze kroki

Sprawa nie ucichła po zakończeniu nabożeństwa. Do mediów trafił list opisujący całe zajście i wyrażający sprzeciw wobec zachowania duchownego. Autorzy pisma zwracają uwagę nie tylko na sam gest, ale również na to, że chodziło o osobę niepełnoletnią, która znalazła się w centrum publicznego wystąpienia bez wyraźnej możliwości obrony czy reakcji.

Parafianie zapowiadają, że nie chcą zostawić tej sprawy bez odpowiedzi. Wśród wiernych pojawiły się deklaracje o skierowaniu skargi do kurii. Oczekują oni jasnej reakcji i oceny, czy takie zachowanie podczas nabożeństwa rzeczywiście mieści się w granicach duszpasterskiej praktyki.

Spór dotyczy także Komunii na rękę

Cała sytuacja odbiła się szerokim echem również dlatego, że dotyka tematu od dawna budzącego emocje. Komunia Święta przyjmowana na rękę jest w Kościele katolickim w Polsce dozwolona. Potwierdzają to oficjalne stanowiska Konferencji Episkopatu Polski. Dla wielu wiernych jest więc oczywiste, że wybór tej formy nie powinien prowadzić do publicznego oceniania ani stawiania kogokolwiek w niezręcznej sytuacji.

Właśnie dlatego wydarzenie z Malca zostało odebrane nie tylko jako kontrowersyjny epizod z jednego kazania, ale jako sygnał głębszego napięcia między różnymi sposobami przeżywania wiary i liturgii. Z jednej strony stoi przywiązanie do tradycyjnych form, z drugiej obowiązujące zasady Kościoła, które dopuszczają większą różnorodność praktyk.

Parafia w centrum lokalnej dyskusji

To, co miało być symbolicznym komentarzem do liturgii, przerodziło się w sprawę, o której mówi dziś wiele osób nie tylko w samej parafii. Dla jednych gest księdza był wyrazem stanowczości i obrony tradycji. Dla innych stał się przykładem zachowania, które nie powinno mieć miejsca podczas nabożeństwa, zwłaszcza wobec młodej osoby.

Jedno jest pewne: wydarzenia z Wielkiego Piątku w Malcu wywołały debatę, która nie skończy się wraz z końcem świąt. Teraz uwaga skupia się na tym, czy sprawa rzeczywiście trafi do kurii i czy kościelne władze zdecydują się odnieść do zachowania duchownego.