Szybko okazało się jednak, że internetowa mobilizacja nie zakończy się na jednej zbiórce. Po sukcesie Maksa przyszła pomoc dla Adasia, a teraz pieniądze płyną już na kolejne dziecko. Nowa zbiórka ma już 1,1 mln zł.
Łatwogang nie zatrzymał się po pierwszym sukcesie
Rowerowa trasa z Zakopanego do Gdańska miała nagłośnić zbiórkę dla Maksa Tockiego, chłopca chorego na dystrofię mięśniową Duchenne’a. Celem było zebranie 12 mln zł, czyli brakującej kwoty potrzebnej na kosztowną terapię. Według doniesień medialnych Łatwogang osiągnął ten cel w niedzielny poranek, będąc nadal w trasie.
Na tym jednak akcja się nie skończyła. Organizatorzy wcześniej zapowiadali, że ewentualna nadwyżka zostanie przeznaczona na pomoc kolejnym dzieciom. Gdy pieniądze dla Maksa zostały zebrane, uwaga widzów szybko przeniosła się na Adasia, który również choruje na DMD.
Dla Adasia brakowało 3,5 mln zł
Kolejnym celem była zbiórka dla Adasia. Do leczenia chłopca brakowało 3,5 mln zł. Łatwogang ogłosił nowy cel podczas transmisji, a reakcja internautów była natychmiastowa. Pieniądze zaczęły wpływać w ogromnym tempie.
Według informacji podawanych przez Bankier.pl potrzebną kwotę dla Adasia udało się zebrać w niedzielę po południu. To oznacza, że w ciągu jednej akcji internetowa społeczność pomogła już nie jednemu, ale dwóm chłopcom walczącym z tą samą ciężką chorobą.
Teraz trwa zbiórka dla Wojtusia
Po sukcesie zbiórki dla Adasia pomoc została przekierowana dalej. Tym razem chodzi o 2-letniego Wojtusia, który również potrzebuje kosztownego leczenia. Według doniesień medialnych w jego przypadku potrzeba aż 15 mln zł.
Nowa zbiórka już nabrała tempa. Aktualnie na jej liczniku jest 1,1 mln zł. To dopiero początek drogi, ale pierwsze wpłaty pokazują, że widzowie Łatwoganga nie traktują tej akcji jak jednorazowego zrywu. Po Maksie i Adasiu nadal chcą pomagać.
Jedna transmisja zamieniła się w łańcuch pomocy
Najbardziej niezwykłe w tej historii jest tempo, w jakim zmieniały się cele. Najpierw cała uwaga była skupiona na Maksie. Gdy udało się zebrać potrzebne 12 mln zł, Łatwogang nie zakończył transmisji symbolicznym sukcesem. Zamiast tego pokazał widzom, że są kolejne dzieci, które również walczą z czasem.
Tak powstał łańcuch pomocy. Jeden licznik został zamknięty, potem drugi, a teraz rośnie trzeci. Dla rodzin dzieci chorych na DMD takie nagłośnienie może mieć ogromne znaczenie, bo koszt terapii przekracza możliwości większości domowych budżetów.
DMD to choroba, w której liczy się czas
Dystrofia mięśniowa Duchenne’a prowadzi do stopniowego zaniku mięśni. Rodziny dzieci z DMD często walczą o terapię, która jest bardzo droga i musi zostać podana w odpowiednim momencie. Jak wskazywano przy zbiórce dla Maksa, czas ma znaczenie, ponieważ leczenie mogą przyjąć dzieci pozostające w odpowiedniej kondycji fizycznej.
Dlatego każda kolejna wpłata to nie tylko liczba na ekranie. Dla rodziców oznacza większą szansę na zbliżenie się do leczenia, które może zmienić przyszłość dziecka.
Łatwogang znów pokazał siłę internetu
Łatwogang już wcześniej udowodnił, że potrafi poruszyć ogromną społeczność. Jego wcześniejsza akcja dla Cancer Fighters zebrała ponad 251 mln zł i została uznana za jedną z największych internetowych zbiórek charytatywnych w Polsce.
Teraz influencer wykorzystał ten zasięg w zupełnie innej formule — jadąc rowerem przez Polskę i utrzymując uwagę widzów na kolejnych dzieciach potrzebujących leczenia. Efekt jest imponujący: 12 mln zł dla Maksa, 3,5 mln zł dla Adasia i już 1,1 mln zł na nowej zbiórce dla Wojtusia.
Pomoc nie skończyła się po jednym celu
Historia tej akcji pokazuje, że internetowa mobilizacja może działać jak fala. Kiedy jeden cel zostaje osiągnięty, energia widzów może zostać przekierowana na następny. Właśnie to stało się u Łatwoganga.
Dla Maksa udało się zebrać brakujące miliony. Dla Adasia również osiągnięto potrzebną kwotę. Teraz trwa walka o Wojtusia, a nowy licznik pokazuje już 1,1 mln zł. To dowód, że siła społeczności nie musi kończyć się na jednym sukcesie — może stać się początkiem pomocy dla kolejnych rodzin.