Uśmiechała się szeroko, jakby właśnie zaczynały się najpiękniejsze wakacje jej życia. Ja też próbowałam się uśmiechnąć. Naprawdę próbowałam.

— Na pewno będzie nam dobrze — odpowiedziałam, choć w środku czułam niepokój.

Teściowa miała zamieszkać z nami tylko na kilka miesięcy. Jej mieszkanie wymagało remontu po zalaniu, a mój mąż, Paweł, nie potrafił odmówić matce.

— To przecież moja mama — mówił. — Nie zostawię jej samej.

Nie chciałam być tą złą synową. Mieliśmy trzypokojowe mieszkanie, więc oddaliśmy jej pokój, który wcześniej służył nam za małe biuro. Przenieśliśmy moje rzeczy do sypialni, dokumenty Pawła wylądowały w kartonach, a ja powtarzałam sobie, że to chwilowe.

Pierwszy tydzień był jeszcze spokojny.

Teściowa gotowała zupy, chwaliła nasze zasłony, przynosiła z targu owoce. Mówiła do mnie „córeczko”, głaskała Pawła po ramieniu i wzdychała:

— Jak dobrze mieć was blisko.

Potem zaczęły się drobiazgi.

— Aniu, Paweł lubi, jak koszule są prasowane inaczej.

— Aniu, za dużo przyprawiasz mięso.

— Aniu, nie powinnaś tak mówić do męża. Mężczyzna musi czuć się ważny.

Mówiła to słodkim głosem, z uśmiechem, przy herbacie. Gdy zwracałam jej uwagę, że damy sobie z Pawłem radę sami, robiła smutną minę.

— Ja tylko chciałam pomóc.

I od razu czułam się winna.

Paweł początkowo śmiał się z moich obaw.

— Mama taka jest. Nie przejmuj się.

Ale ja się przejmowałam, bo z każdym dniem przestawałam czuć się we własnym domu jak u siebie.

Teściowa wstawała wcześniej ode mnie i robiła Pawłowi śniadanie.

— Nie budziłam cię, kochana — mówiła. — Widocznie byłaś zmęczona.

Ale gdy Paweł siadał do stołu, dodawała:

— Kiedyś kobiety wstawały przed mężem. Teraz są inne czasy.

Niby żart. Niby nic. A jednak Paweł zaczynał milczeć.

Potem zaczęła rozmawiać z nim szeptem. Kiedy wchodziłam do kuchni, nagle milkli.

— O czym rozmawiacie? — pytałam.

— O niczym — odpowiadał Paweł zbyt szybko.

O niczym.

To „o niczym” zaczęło rosnąć między nami jak ściana.

Pewnego wieczoru pokłóciliśmy się o pieniądze. Paweł powiedział, że ostatnio za dużo wydaję.

— Za dużo? — zdziwiłam się. — Na co?

— Nie wiem. Mama zauważyła, że ciągle przychodzą paczki.

Zrobiło mi się gorąco.

— Twoja mama sprawdza nasze przesyłki?

— Nie sprawdza. Po prostu widzi.

— Widzi też nasze rachunki?

Paweł westchnął.

— Ania, nie przesadzaj.

Te dwa słowa stały się jego ulubioną odpowiedzią.

Nie przesadzaj.

Kiedy teściowa bez pytania przestawiła meble w salonie — nie przesadzaj.

Kiedy powiedziała mojej siostrze przez telefon, że „Ania ostatnio dziwnie się zachowuje” — nie przesadzaj.

Kiedy weszła do naszej sypialni bez pukania — nie przesadzaj.

A ja czułam, że powoli tracę męża.

Najgorsze przyszło w sobotę.

Mieliśmy z Pawłem rocznicę ślubu. Zarezerwowałam stolik w restauracji, kupiłam nową sukienkę, cały dzień czekałam na ten wieczór. Chciałam porozmawiać z nim spokojnie, bez matki za ścianą. Chciałam przypomnieć sobie, że jesteśmy małżeństwem, nie lokatorami w domu jego mamy.

Kiedy zaczęłam się szykować, teściowa stanęła w drzwiach łazienki.

— Wychodzicie?

— Tak. Mamy rocznicę.

Przyłożyła dłoń do piersi.

— Ojej. Paweł nic mi nie mówił.

— Bo to nasze wyjście.

Uśmiech zniknął z jej twarzy.

— Rozumiem.

Nie rozumiała.

Piętnaście minut później Paweł odebrał telefon od ciotki. Potem drugi. Potem trzeci. Nagle okazało się, że teściowa źle się poczuła, że „kłuje ją w sercu”, że boi się zostać sama.

— Może przełóżmy? — powiedział Paweł.

Stałam w przedpokoju w sukience i butach na obcasie, z płaszczem w ręku.

— Ona robi to specjalnie.

— Moja matka może mieć problem z sercem, a ty myślisz o kolacji?

— Ona pół godziny temu jadła sernik i śmiała się przy telewizorze.

— Ania!

Pojechaliśmy na pogotowie.

Teściowej nic nie było.

Lekarz powiedział, że to najprawdopodobniej nerwy.

W drodze powrotnej siedziała z tyłu samochodu i cicho wzdychała.

— Przepraszam, że zepsułam wam wieczór. Jestem tylko stara i niepotrzebna.

Paweł ścisnął kierownicę.

— Mamo, nie mów tak.

Ja patrzyłam przez okno i czułam, że zaraz pęknę.

Kilka dni później znalazłam w kuchni mój telefon. Leżał na stole, choć zostawiłam go w sypialni. Teściowa stała przy zlewie i udawała, że myje kubek.

— Brała mama mój telefon?

— Ja? Skądże.

Ale ekran był odblokowany.

Wieczorem Paweł zapytał mnie lodowato:

— Kto to jest Michał?

Zamarłam.

Michał był moim kolegą z pracy. Napisał mi wiadomość o zmianie grafiku.

— Kolega. Dlaczego pytasz?

— Mama widziała, że do ciebie pisze. Serduszko też ci wysłał.

— To była reakcja na wiadomość w grupie! Paweł, ona czytała mój telefon!

— Może gdybyś nie miała nic do ukrycia, nie byłabyś taka nerwowa.

To zdanie zabolało mnie tak mocno, że przez chwilę nie mogłam oddychać.

— Ty naprawdę jej wierzysz bardziej niż mnie?

Nie odpowiedział.

I to było gorsze niż krzyk.

Od tamtej pory kłóciliśmy się codziennie. O zakupy, o porządek, o jego matkę, o moje „humory”. Teściowa zawsze pojawiała się w odpowiednim momencie. Niby żeby nas pogodzić, ale każde jej słowo dolewało oliwy do ognia.

— Pawełku, nie krzycz na Anię. Ona jest po prostu zmęczona.

— Aniu, nie unoś się tak. Mężczyźni nie lubią histerii.

— Może powinniście odpocząć od siebie?

To ostatnie powiedziała przy obiedzie.

Odłożyłam widelec.

— O to właśnie chodziło od początku?

Teściowa spojrzała na mnie niewinnie.

— Nie rozumiem.

— Rozumie mama doskonale. Od miesięcy robi mama wszystko, żebyśmy się kłócili.

Paweł zerwał się z krzesła.

— Dość! Nie będziesz tak mówić do mojej matki.

Wstałam powoli. Ręce mi drżały, ale głos miałam spokojny.

— A ty kiedy zaczniesz mówić jak mój mąż, a nie jak jej syn?

Cisza była ciężka.

Teściowa zaczęła płakać. Oczywiście. Zakryła twarz dłonią i wyszeptała:

— Wiedziałam, że jestem tu problemem.

Paweł podszedł do niej, objął ją, a ja zobaczyłam w jego oczach oskarżenie.

Wtedy zrozumiałam, że przegrałam.

Nie z teściową.

Z nim.

Bo ona mogła mieszać, kłamać, manipulować i udawać ofiarę. Ale to Paweł pozwolił jej wejść między nas. To on oddał jej miejsce, które powinno należeć do mnie.

Spakowałam torbę jeszcze tego samego wieczoru.

— Dokąd idziesz? — zapytał, gdy zobaczył walizkę.

— Do siostry.

— Przestań robić sceny.

Zaśmiałam się cicho.

— Widzisz? Nawet teraz.

Teściowa wyszła z pokoju w szlafroku.

— Aniu, nie wygłupiaj się. Małżeństwa się tak łatwo nie zostawia.

Spojrzałam na nią.

— Małżeństwa nie. Ale mieszkanie, w którym codziennie ktoś robi ze mnie wariatkę, tak.

Paweł milczał.

Czekałam, aż powie: „Zostań”. „Porozmawiajmy”. „Mama się wyprowadzi”. Czekałam, aż wybierze nas.

Nie powiedział nic.

Zamknęłam drzwi za sobą i po raz pierwszy od miesięcy poczułam ciszę, która nie bolała.

Po dwóch tygodniach Paweł zadzwonił. Głos miał zmęczony.

— Mama znalazła moje wiadomości do ciebie i powiedziała, że nie powinienem cię przepraszać, bo wejdziesz mi na głowę.

Milczałam.

— Ania… ja chyba dopiero teraz widzę, co się stało.

— Za późno zacząłeś patrzeć.

— Wróć.

Zacisnęłam palce na telefonie.

— Nie wrócę do mieszkania, w którym twoja matka ma więcej prawa do naszego życia niż ja.

Kilka dni później teściowa sama zadzwoniła.

— Zniszczyłaś mojego syna — powiedziała bez powitania.

— Nie. Ja tylko przestałam pozwalać, żeby pani niszczyła mnie.

Rozłączyłam się.

Nie wiem, czy nasze małżeństwo przetrwa. Paweł wynajął małe mieszkanie i zaczął terapię. Spotykamy się czasem na kawę. Rozmawiamy ostrożnie, jak ludzie, którzy próbują przejść po ruinach domu, w którym kiedyś byli szczęśliwi.

Teściowa nadal mieszka w naszym dawnym mieszkaniu.

Podobno mówi rodzinie, że wyrzuciłam ją z życia syna.

Niech mówi.

Ja wiem jedno: kiedy weszła do naszego domu, powiedziała, że to super, że będziemy mieszkać razem.

A potem zrobiła wszystko, żebyśmy przestali być razem naprawdę.