Twierdziła, że zostawia ją tylko na kilka tygodni. Z tygodni zrobiły się miesiące, a później lata.

Ojciec Mai zniknął jeszcze wcześniej. Nie płacił alimentów i nie przysłał córce nawet kartki na urodziny. Jego matka, pani Elżbieta, powiedziała mi przez telefon, że nie zamierza ponosić konsekwencji błędów syna.

Zostałam więc z niemowlęciem, mając pięćdziesiąt trzy lata i pracę w szkolnej kuchni.

To ja wstawałam do Mai w nocy, prowadziłam ją pierwszy raz do przedszkola i siedziałam przy łóżku, gdy zachorowała na zapalenie płuc. Sprzedałam obrączkę, żeby kupić jej aparat ortodontyczny. Kiedy dostała się do dobrego liceum, opłacałam korepetycje z matematyki.

Nigdy nie prosiłam o wdzięczność. Wystarczało mi, gdy wieczorem przytulała się i mówiła:

— Jesteś najlepszą babcią na świecie.

Wszystko zmieniło się w klasie maturalnej. Ojciec Mai nagle wrócił do Polski. Przyjechał drogim samochodem razem z panią Elżbietą, której wnuczka prawie nie znała.

Zaczęli zapraszać ją do restauracji, kupować markowe ubrania i obiecywać studia w Warszawie. Pani Elżbieta pokazała jej nawet kawalerkę, którą zamierzała przepisać na wnuczkę po maturze.

— Chcemy naprawić stracony czas — zapewniała.

Maja coraz rzadziej jadła ze mną kolację. Wstydziła się mojego starego płaszcza i prosiła, żebym nie przychodziła po nią pod szkołę.

Tłumaczyłam sobie, że jest młoda i cieszy się z odzyskanej rodziny.

Na zakończenie roku kupiłam jej bukiet osiemnastu róż. Usiadłam w trzecim rzędzie obok rodziców innych uczniów. Pani Elżbieta zajęła miejsce z przodu. Miała elegancki kostium i trzymała torebkę wartą zapewne więcej niż moja roczna emerytura.

Maja była najlepszą uczennicą w klasie, dlatego poproszono ją o wygłoszenie krótkiego przemówienia. Weszła na scenę i zaczęła dziękować nauczycielom.

Na końcu powiedziała:

— Szczególnie dziękuję mojej jedynej babci, Elżbiecie, która pokazała mi, że warto mieć odwagę sięgać po marzenia.

Pani Elżbieta wstała, a cała sala zaczęła bić brawo.

Siedziałam nieruchomo z bukietem na kolanach. Nauczycielka Mai spojrzała na mnie ze zdumieniem. Doskonale wiedziała, kto przez cztery lata przychodził na zebrania i przynosił zwolnienia.

Po uroczystości dogoniłam wnuczkę na korytarzu.

— Dlaczego powiedziałaś, że masz tylko jedną babcię?

Maja nerwowo rozejrzała się dookoła.

— Nie rób scen. To było tylko przemówienie.

— W jednym zdaniu wykreśliłaś osiemnaście lat mojego życia.

Wtedy podeszła pani Elżbieta.

— Proszę nie psuć Mai tak ważnego dnia — powiedziała. — Dziewczyna musi teraz myśleć o przyszłości.

— To pani kazała jej tak powiedzieć?

Maja rozpłakała się.

Okazało się, że obietnica kawalerki i opłacenia studiów miała warunek. Wnuczka miała zamieszkać z ojcem, przyjąć jego nazwisko i przestać publicznie opowiadać, że wychowała ją uboga babcia. Pani Elżbieta chciała przedstawiać Maję znajomym jako ukochaną wnuczkę, którą jej syn wspierał od dzieciństwa.

— Babciu, to tylko słowa — tłumaczyła Maja. — Dzięki temu będę miała mieszkanie. Ty nie możesz mi go kupić.

Wręczyłam jej róże.

— To prawda. Nie mogę. Mogłam dać ci tylko osiemnaście lat.

Wróciłam sama do mieszkania. Na półkach stały szkolne zdjęcia Mai, jej pierwsze buciki i papierowe laurki z napisem „dla najukochańszej babci”. Po raz pierwszy patrzyłam na nie jak na pamiątki po kimś, kogo już nie znałam.

Maja wyprowadziła się tydzień później. Zabrała ubrania i dokumenty, ale zostawiła album z dzieciństwa. Najwyraźniej nie pasował do nowej wersji jej życia.

Po kilku miesiącach wróciła. Pani Elżbieta nie przepisała jej kawalerki. Zażądała najpierw podpisania umowy, zgodnie z którą Maja miała opiekować się nią do końca życia. Ojciec ponownie wyjechał, gdy tylko zaczęły się problemy.

Wnuczka stanęła w moich drzwiach i wyszeptała:

— Babciu, popełniłam błąd.

Wpuściłam ją do środka, ale nie potrafiłam od razu przytulić. Miłości nie da się wyłączyć w jeden dzień, lecz zaufania nie można włączyć ponownie jednym słowem.

Wychowywałam Maję od niemowlęcia i zawsze bałam się, że któregoś dnia zabierze mi ją matka albo ojciec.

Nie przypuszczałam, że stracę ją na szkolnej scenie, gdy za obietnicę mieszkania sama ogłosi mnie obcą kobietą.