Trasa z Zakopanego nad morze była ogromnym wyzwaniem fizycznym, ale jej najważniejszym celem nie był sportowy wynik. Chodziło o pomoc dzieciom chorującym na dystrofię mięśniową Duchenne’a. Finał akcji miał wyjątkowo emocjonalny przebieg, a na mecie padły słowa, które szybko obiegły sieć.
To nie była zwykła rowerowa wyprawa
Piotr Hancke, znany jako Łatwogang, ruszył rowerem z Zakopanego do Gdańska, by nagłośnić zbiórki dla dzieci potrzebujących kosztownego leczenia. Od początku towarzyszyła mu transmisja na żywo, a widzowie obserwowali nie tylko kilometry, ale też kryzysy, zmęczenie i kolejne przełomowe momenty zbiórek.
Po drodze nie brakowało trudnych chwil. Łatwogang mówił o problemach żołądkowych, odwodnieniu i ogromnym zmęczeniu. Najbardziej wymagające okazały się nocne godziny oraz walka ze snem. Mimo tego twórca nie przerwał głównego celu i dotarł do Gdańska.
Na mecie czekały ogromne emocje
Finał trasy był momentem, na który czekali widzowie śledzący transmisję. Gdy Łatwogang zbliżał się do mety, krzyczał: „Mamy to!”. Po zejściu z roweru zwrócił się do zgromadzonych i podkreślił, że sukces był wspólnym dziełem internautów, widzów i wszystkich wspierających akcję. Powiedział: „Wszyscy razem to zrobiliśmy!”.
Na miejscu pojawili się także Maksio i Adaś, czyli chłopcy, dla których podczas akcji udało się zebrać ogromne pieniądze. Łatwogang przedstawił ich zebranym i zaznaczył, że to właśnie oni są najważniejszymi bohaterami tej historii.
Najpierw Maksio, potem Adaś
W trakcie rowerowej wyprawy społeczność Łatwoganga zebrała 12 mln zł dla Maksia. Po osiągnięciu tego celu akcja nie została zakończona. Kolejne wpłaty skierowano na pomoc Adasiowi. Dla niego udało się zebrać następne 3,5 mln zł.
To właśnie ten moment pokazał, że transmisja stała się czymś więcej niż jedną zbiórką. Internauci nie zatrzymali się po pierwszym sukcesie. Gdy jeden licznik został zamknięty, od razu ruszył kolejny.
Teraz trwa walka o Wojtusia
Po Maksie i Adasiu Łatwogang skierował uwagę widzów na Wojtusia. Chłopiec potrzebuje 15 mln zł na leczenie. W chwili zakończenia trasy w Gdańsku na jego zbiórce było już ponad 3,2 mln zł.
Na mecie Łatwogang chwycił za megafon i apelował, by nadal wspierać trzeciego chłopca. Tłum odpowiedział hasłem „Śrubujemy!”, które stało się jednym z symboli tej akcji. Finał trasy nie był więc końcem pomagania, lecz kolejnym etapem internetowej mobilizacji.
Ostatnie kilometry pełne wsparcia
Ostatni odcinek trasy miał wyjątkową oprawę. Przy drodze pojawiali się fani z transparentami i słowami wsparcia. Kierowcy pozdrawiali ekipę klaksonami, a Łatwogang próbował odpowiadać na gesty ludzi, którzy przyszli zobaczyć go na żywo. Drogę do mety pokonywał w eskorcie wozu strażackiego.
Po dotarciu do Gdańska zgromadzeni odśpiewali mu „Sto lat” i skandowali podziękowania. Chwilę później czerwony piętrowy bus z Łatwogangiem, Maksiem i Adasiem odjechał w eskorcie policji oraz wozu strażackiego.
Ponad 19 mln zł i akcja, która nadal trwa
Według relacji „Faktu” po zakończeniu trasy na kontach zbiórek było łącznie ponad 19 mln zł. Ta kwota pokazuje skalę mobilizacji, jaką udało się stworzyć wokół rowerowej wyprawy Łatwoganga.
Najważniejsze jest jednak to, że pomoc nie zatrzymała się na jednym dziecku. Maksio i Adaś otrzymali ogromne wsparcie, a teraz oczy internautów są zwrócone w stronę Wojtusia. Łatwogang dojechał do Gdańska, ale fala wpłat i udostępnień nadal może rosnąć.