Jego rowerowa wyprawa z Zakopanego do Gdańska szybko zamieniła się w ogólnopolską akcję pomocy. Widzowie śledzili trasę na żywo, komentowali kolejne etapy i wpłacali pieniądze na leczenie dzieci chorych na dystrofię mięśniową Duchenne’a. Teraz influencer mówi jednak wprost: nawet tak wielka mobilizacja nie wystarczy, by pomóc wszystkim potrzebującym.

Zbiórka zakończyła się sukcesem, ale problem pozostał

Akcja rozpoczęła się w piątek 22 maja. Łatwogang wystartował z Zakopanego i po weekendzie dotarł do Gdańska. Początkowo celem było wsparcie Maksa Tockiego, który choruje na DMD. Zainteresowanie zbiórką rosło jednak tak szybko, że już w niedzielę rano na jej koncie znajdowało się 12 milionów złotych.

Później influencer poinformował, że chce pomóc również Adasiowi. Według Pudelka dla Adasia i Maksa udało się zebrać łącznie 15,5 miliona złotych. Po domknięciu tego celu Łatwogang zdecydował się otworzyć kolejną zbiórkę — tym razem dla Wojtusia.

Łatwogang przyznaje: to kropla w morzu potrzeb

Po zakończeniu akcji influencer opublikował oświadczenie na Instagramie. W nagraniu podkreślił, że po nagłośnieniu sprawy zgłosiło się do niego wiele rodzin dzieci chorych na DMD. Każda z nich potrzebuje ogromnych pieniędzy na leczenie.

Właśnie dlatego Łatwogang zdecydował się powiedzieć głośno to, co dla wielu rodzin jest codziennością: pojedyncze zbiórki, nawet bardzo skuteczne, nie są rozwiązaniem systemowym.

Influencer użył mocnych słów:

„Niezależnie jak bardzo byśmy chcieli — nie damy rady.”

To zdanie dobrze oddaje sens całego apelu. Łatwogang nie umniejsza zaangażowania internautów. Wręcz przeciwnie — pokazuje, że społeczeństwo zrobiło bardzo dużo. Problem polega na tym, że skala potrzeb jest większa niż możliwości jednej społeczności internetowej.

Apel do rządu i Karola Nawrockiego

W swoim nagraniu Łatwogang zwrócił się bezpośrednio do rządu oraz prezydenta Karola Nawrockiego. Zaznaczył, że nie chce wchodzić w politykę i przedstawia sprawę jako temat ponad podziałami. Jego zdaniem państwo powinno poszukać sposobu, by realnie pomóc dzieciom z DMD.

W oświadczeniu padły słowa:

„Prezydent wraz z rządem mogliby uratować te dzieciaki.”

Łatwogang zasugerował, że jednym z możliwych kierunków mogłaby być refundacja leczenia. Wspomniał też o rozmowach dotyczących kosztów terapii. Jak podkreślił, dziś rodzice często zostają sami z niewyobrażalnym ciężarem finansowym.

DMD to wyścig z czasem

Dystrofia mięśniowa Duchenne’a jest ciężką chorobą genetyczną, która prowadzi do postępującego osłabienia mięśni. Rodzice dzieci z DMD bardzo często walczą jednocześnie z chorobą, czasem i pieniędzmi. Leczenie wymaga ogromnych nakładów, a brak refundacji oznacza, że rodziny muszą liczyć na darczyńców, media społecznościowe i nagłośnienie zbiórek.

Akcja Łatwoganga pokazała, że Polacy potrafią zareagować błyskawicznie. Jednocześnie jego najnowszy apel obnażył poważny problem: nie każde chore dziecko ma szansę trafić do dużej internetowej akcji, którą zobaczą miliony osób.

Internet zrobił swoje. Teraz potrzebna jest decyzja systemowa

Łatwogang nie ukrywa, że sukces zbiórki dał nadzieję kilku rodzinom. Ale po tym sukcesie pojawiło się jeszcze ważniejsze pytanie: co z pozostałymi dziećmi?

Jego apel do rządu i prezydenta Karola Nawrockiego ma zwrócić uwagę na to, że leczenie DMD nie może zależeć wyłącznie od zasięgów, popularności influencera czy szczęścia w mediach społecznościowych. Chodzi o rozwiązanie, które nie będzie jednorazowym zrywem, lecz realnym wsparciem dla rodzin w całej Polsce.

Na razie nie wiadomo, czy po słowach Łatwoganga pojawi się oficjalna reakcja władz. Wiadomo jednak, że temat wywołał ogromne emocje, bo dotyczy dzieci, których rodzice każdego dnia walczą o coś najważniejszego — czas, zdrowie i szansę na leczenie.