Widzowie kojarzyli go przede wszystkim z programem „W starym kinie”, ale jego dorobek był znacznie szerszy: był krytykiem filmowym, historykiem kina, scenarzystą, reżyserem, publicystą i wykładowcą. Urodził się 11 listopada 1933 roku w Czechowicach-Dziedzicach, a informację o jego odejściu z datą 25 maja 2026 roku podał serwis FilmPolski.pl.

Głos, okulary i opowieści, które pamiętają widzowie

Dla kilku pokoleń Polaków Stanisław Janicki był nie tylko prowadzącym program telewizyjny. Był przewodnikiem po świecie filmów, których wielu widzów bez niego nigdy by nie odkryło. Wystarczyło kilka zdań wprowadzenia, by dawne produkcje przestawały być tylko archiwalnym obrazem, a stawały się opowieścią o ludziach, epoce i kulturze.

Jego znakiem rozpoznawczym były ciemne okulary, spokojny głos i charakterystyczny sposób mówienia. „Fakt” przypomina, że Janicki sam tłumaczył po latach, iż okulary miały praktyczne znaczenie w studiu telewizyjnym, gdzie pracowano przy bardzo ostrym świetle.

„W starym kinie” stało się częścią telewizyjnej historii

Największą popularność przyniósł mu autorski cykl „W starym kinie”. Program był emitowany w TVP od 1967 do 1999 roku i stał się jednym z symboli polskiej telewizji. FilmPolski.pl podaje, że Janicki prowadził w nim m.in. polskie filmy przedwojenne, a serwis Stare Kino przypomina, że cykl uchodzi za najdłużej nadawany program filmowy w historii polskiej telewizji.

To właśnie dzięki temu programowi dawne kino trafiło do masowej publiczności. Janicki przypominał widzom nazwiska aktorów, reżyserów i scenarzystów, którzy tworzyli polską kulturę filmową przed wojną. Nie traktował tych filmów jak muzealnych eksponatów. Pokazywał, że mają tempo, humor, emocje i własny styl.

Nie tylko prezenter. Tak wyglądała jego droga zawodowa

Stanisław Janicki ukończył dziennikarstwo ze specjalizacją filmową na Uniwersytecie Warszawskim. Później uzyskał doktorat z nauk humanistycznych na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracował m.in. w redakcjach „Filmu” i „Kina”, a także współpracował z telewizją, uczelniami oraz wytwórniami filmowymi.

Był też autorem książek o kinie i twórcą filmów dokumentalnych. W jego filmografii znajdują się m.in. dokumenty i realizacje poświęcone historii, kulturze oraz ludziom sztuki. FilmPolski.pl wymienia jego liczne prace jako scenarzysty i reżysera, w tym produkcje z lat 70., 80., 90. i późniejszych.

Po odejściu z TVP nadal mówił o filmach

Zakończenie „W starym kinie” nie oznaczało końca jego aktywności. Janicki nadal prowadził programy, pisał, komentował i spotykał się z widzami. „Fakt” przypomina, że współpracował m.in. z telewizją Kino Polska, prowadził „Seans w Iluzjonie”, a przez lata przygotowywał felietony filmowe dla RMF Classic w cyklu „Odeon Stanisława Janickiego”.

Jego praca była wielokrotnie doceniana. FilmPolski.pl odnotowuje m.in. Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” z 2008 roku, Nagrodę Specjalną RMF Classic z 2011 roku oraz Nagrodę Stowarzyszenia Filmowców Polskich za wybitne osiągnięcia artystyczne z 2013 roku.

Człowiek, który przywracał pamięć o dawnych gwiazdach

Janicki miał szczególny talent do wydobywania z archiwów tego, co mogło zniknąć z pamięci widzów. Opowiadał o filmach, aktorach i reżyserach tak, by przeszłość stawała się zrozumiała dla współczesnej publiczności. Dla wielu osób to właśnie on był pierwszym przewodnikiem po świecie przedwojennego kina.

Jego odejście zamyka ważny rozdział w historii polskiej telewizji. Zostają archiwalne programy, książki, filmy dokumentalne, audycje i wspomnienia widzów, dla których „W starym kinie” było czymś więcej niż telewizyjną ramówką.

Zostawił po sobie więcej niż program

Stanisław Janicki przez dekady udowadniał, że o kulturze można mówić spokojnie, ciekawie i z pasją. Nie potrzebował krzykliwych gestów, by przyciągnąć uwagę. Wystarczała wiedza, osobowość i umiejętność opowiadania.

Dla jednych pozostanie legendą telewizji. Dla innych — historykiem kina, który ocalił od zapomnienia wiele nazwisk i filmowych historii. Dla widzów „W starym kinie” będzie przede wszystkim człowiekiem, który potrafił sprawić, że czarno-białe kadry znów nabierały życia.