Kosztowała osiem tysięcy złotych. Miała koronkowe rękawy, długi tren i drobne perełki naszyte przy dekolcie.

— Tylko ją przymierzę — powiedziała wnuczka. — Mama twierdzi, że nas na nią nie stać.

Gdy wyszła z przymierzalni, rozpłakała się. Wyglądała dokładnie tak, jak kiedyś wyobrażałam ją sobie jako pannę młodą. Sprzedawczyni przypięła welon, a Lena obróciła się przed lustrem.

— To ta jedyna — wyszeptała. — Szkoda, że muszę z niej zrezygnować.

Od czterech lat odkładałam pieniądze na sanatorium i remont łazienki. Biodro coraz częściej odmawiało mi posłuszeństwa, a wanna była dla mnie niebezpieczna. Mimo to nie potrafiłam patrzeć na łzy wnuczki.

— Bierzemy ją — zdecydowałam.

Lena rzuciła mi się na szyję. Obiecała, że nigdy nie zapomni, co dla niej zrobiłam. Jej matka, a moja córka Dorota, także była wzruszona.

— Uratowałaś nas — powiedziała. — Przy kosztach wesela nie dalibyśmy rady.

Zapłaciłam za suknię, poprawki krawieckie i welon. W sumie wydałam prawie dziewięć tysięcy złotych. Zostało mi kilkaset złotych, więc przełożyłam remont łazienki na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Nie żałowałam. Wierzyłam, że rodzina jest ważniejsza od wygody.

W dniu ślubu od rana padał deszcz. Kiedy Lena pojawiła się przed kościołem, wszyscy patrzyli tylko na nią. Podeszła do mnie, pocałowała mnie w policzek i powiedziała, że bez mojego wsparcia ten dzień nie byłby taki piękny.

Na sali weselnej posadzono mnie jednak daleko od młodej pary, przy stole z sąsiadami pana młodego. Dorota wyjaśniła, że miejsca ustalała restauracja i niczego nie można było już zmienić.

Po obiedzie Lena wzięła mikrofon. Podziękowała rodzicom pana młodego za pomoc przy organizacji przyjęcia. Później zwróciła się do Doroty i swojego ojca.

— Najbardziej dziękuję mamie i tacie — powiedziała. — To oni spełnili moje największe marzenie i podarowali mi tę przepiękną suknię.

Goście zaczęli bić brawo. Dorota wstała, otarła łzy i przytuliła córkę.

Siedziałam nieruchomo. Czułam, jakby ktoś wylał mi na głowę lodowatą wodę. Nie potrzebowałam oklasków ani publicznego wychwalania. Bolało mnie jednak, że wnuczka świadomie przypisała mój prezent komuś innemu.

Wyszłam na korytarz, żeby się uspokoić. Po chwili usłyszałam głos córki dochodzący z toalety.

— Dobrze, że Lena podziękowała nam — mówiła do swojej kuzynki. — Rodzina Kuby jest zamożna. Nie mogli się dowiedzieć, że suknię kupiła babcia, bo pomyśleliby, że nie stać nas na własne wesele.

— A twoja mama się nie obrazi?

Dorota się roześmiała.

— Mama nie robi takich scen. Poza tym powinna się cieszyć, że mogła pomóc.

Nie weszłam do środka. Wróciłam na salę, zabrałam płaszcz i poprosiłam kelnera o wezwanie taksówki.

Lena dogoniła mnie przy wyjściu.

— Babciu, dokąd idziesz? Za chwilę będzie pierwszy taniec.

— Do domu. Źle się czuję.

— Przecież obiecałaś zostać do końca.

Spojrzałam na suknię, za którą oddałam wszystkie oszczędności.

— Ty też coś mi obiecałaś.

Zrozumiała natychmiast. Zaczęła tłumaczyć, że matka poprosiła ją o podziękowanie rodzicom. Podobno chodziło o dobre wrażenie przed rodziną pana młodego.

— Nie chciałam cię zranić — powiedziała. — Podziękuję ci później, kiedy będziemy same.

— Wstydziłaś się powiedzieć przy ludziach, że pomogła ci babcia. Teraz chcesz podziękować po cichu, żeby nikt nie usłyszał.

Wróciłam do domu i długo siedziałam w ciemnej kuchni. Najbardziej bolało mnie to, że kilka godzin wcześniej Lena patrzyła mi w oczy i zapewniała, że pamięta o mojej pomocy.

Następnego dnia przyjechała z bukietem. Przepraszała i tłumaczyła, że uległa matce. Dorota nie przyszła. Wysłała jedynie wiadomość, że zepsułam córce najważniejszy wieczór, ponieważ „znowu wszystko wzięłam do siebie”.

Wybaczyłam wnuczce, ale nie udawałam, że nic się nie stało. Powiedziałam jej, że prezentu nie odbiorę, lecz od tej chwili nie dam rodzinie ani złotówki, jeśli ktoś będzie się mnie wstydził.

Za suknię zapłaciłam pieniędzmi przeznaczonymi na własne zdrowie. Na weselu odkryłam jednak, że dla córki moja pomoc była powodem do zażenowania, a dla wnuczki czymś, o czym można było przemilczeć przy gościach.

Spełniłam jej największe marzenie. W zamian dostałam miejsce przy ostatnim stole i podziękowanie, którego nikt poza mną nie miał usłyszeć.