Potrafiła płakać ze wzruszenia, trzaskać drzwiami ze złości i przez dwa dni nie odzywać się po kłótni. Byłem więc pewien, jak zareaguje na wiadomość o moim romansie.

Spodziewałem się krzyku. Może nawet uderzenia w twarz.

Zdradzałem ją od dziewięciu miesięcy z Moniką, koleżanką z pracy. Początkowo były tylko wspólne kawy. Później pojawiły się wiadomości, potajemne spotkania i weekendy, które przedstawiałem żonie jako służbowe wyjazdy.

Monice mówiłem, że moje małżeństwo od dawna istnieje wyłącznie na papierze. Obiecywałem, że odejdę od Anny, gdy tylko znajdę odpowiedni moment.

Żonie wmawiałem, że pracuję dłużej, bo firma ma kłopoty.

Nie przyznałem się z powodu wyrzutów sumienia. Zrobiłem to, ponieważ Monika zagroziła, że sama zadzwoni do Anny. Chciałem opowiedzieć wszystko pierwszy i zachować kontrolę nad sytuacją.

Usiedliśmy w kuchni. Anna nalała mi herbaty i czekała, aż zacznę mówić.

— Jest ktoś inny — powiedziałem. — Popełniłem błąd, ale chcę być z tobą.

Przygotowałem całe przemówienie. Zamierzałem zapewniać, że romans nic nie znaczył, że pogubiłem się i zakończę tę znajomość.

Anna nie pozwoliła mi dokończyć.

Wstała, wyjęła z szafki drugą filiżankę i postawiła ją naprzeciwko mnie. Następnie nalała do niej herbaty.

— Dla kogo to? — zapytałem.

— Zaraz zobaczysz.

Po chwili zadzwonił dzwonek.

W drzwiach stała Monika. Miała zapuchnięte oczy, a w dłoni ściskała telefon. Poczułem, że przestaję oddychać.

— Co ona tutaj robi?

— Zaprosiłam ją — odpowiedziała Anna. — Skoro każdej z nas opowiadałeś inną historię, uznałyśmy, że najlepiej wysłuchać cię razem.

Okazało się, że Monika skontaktowała się z moją żoną dwa tygodnie wcześniej. Chciała zapytać, kiedy planujemy rozwód. Była przekonana, że Anna wie o naszym związku i zgodziła się na spokojne rozstanie.

Żona dowiedziała się wtedy nie tylko o romansie. Przeczytała również wiadomości, w których nazywałem ją zimną, chorobliwie zazdrosną i niezdolną do samodzielnego życia.

— Powiedziałeś mi, że od roku śpicie w osobnych pokojach — odezwała się Monika.

— To skomplikowane.

— Wczoraj zapewniałeś, że po swoich urodzinach wyprowadzisz się do mnie.

Spojrzałem na Annę. Jeszcze przed chwilą powiedziałem jej, że chcę ratować małżeństwo.

— Okłamywał nas obie — stwierdziła spokojnie żona. — Mnie zdradzał, a ciebie wykorzystywał, żeby poczuć się młodziej.

Próbowałem przekonać Annę, że Monika wszystko wyolbrzymia. Wtedy kochanka wyjęła z torebki małe pudełko. W środku znajdował się pierścionek, który kupiłem jej kilka dni wcześniej.

— Powiedział, że to obietnica wspólnego życia — wyjaśniła.

Anna patrzyła na mnie bez łez. Wolałbym, żeby krzyczała. Jej spokój oznaczał, że nie zamierza już o mnie walczyć.

— Dlaczego urządziłaś to przedstawienie? — zapytałem.

— Bo przez lata wmawiałeś mi, że przesadzam, kiedy coś podejrzewałam. Chciałam choć raz usłyszeć prawdę przy świadku.

Wyjęła z szuflady teczkę. Były w niej kopie wyciągów z konta, potwierdzenia moich płatności w hotelach oraz pismo od prawnika. Anna zdążyła już zabezpieczyć swoje oszczędności i przygotować pozew rozwodowy.

Monika zdjęła pierścionek i położyła go obok mojej filiżanki.

— Nie chcę budować życia z człowiekiem, który przez dziewięć miesięcy okłamywał dwie kobiety jednocześnie — powiedziała.

Potem wyszła.

— Aniu, możemy to naprawić — wyszeptałem.

— Nie przyznałeś się dlatego, że żałujesz. Zrobiłeś to, bo bałeś się, że Monika będzie szybsza. Nadal próbujesz ratować wyłącznie siebie.

Wskazała stojącą w przedpokoju walizkę. Spakowała ją wcześniej, gdy ja układałem sobie w głowie kłamstwa, które miały pomniejszyć moją winę.

Tego wieczoru straciłem żonę i kochankę. Dzieci dowiedziały się o wszystkim następnego dnia. Syn przez kilka tygodni nie odbierał moich telefonów, a córka powiedziała, że najbardziej boli ją sposób, w jaki mówiłem o ich matce.

Długo zastanawiałem się, dlaczego Anna nie zrobiła awantury. Dopiero później zrozumiałem, że człowiek krzyczy, kiedy nadal walczy.

Moja żona postawiła na stole drugą filiżankę, ponieważ nie zamierzała już walczyć o mnie. Chciała tylko, żeby prawda wreszcie usiadła z nami przy jednym stole.