„Abonent chwilowo niedostępny”.
Dzwoniłam w urodziny, święta i imieniny. Wysyłałam życzenia, paczki dla wnuczki oraz krótkie wiadomości, w których zapewniałam, że moje drzwi zawsze będą otwarte. Agata nie odpowiadała.
Obraziła się, gdy odmówiłam sprzedaży mieszkania. Chciała, żebym przeprowadziła się do niej, a pieniądze przekazała na rozwój firmy jej męża.
— I tak kiedyś wszystko będzie moje — powiedziała wtedy. — Po co masz sama siedzieć w trzech pokojach?
Odpowiedziałam, że dopóki żyję, potrzebuję własnego domu. Agata trzasnęła drzwiami i przez cztery lata zachowywała się tak, jakbym przestała istnieć.
Dlatego kiedy pewnego jesiennego popołudnia zobaczyłam jej numer na ekranie telefonu, musiałam usiąść.
— Mamo, może zaczniemy od nowa? — zapytała. — Przyjedź w niedzielę na kawę. Upiekę szarlotkę, taką jak lubisz.
Przez resztę dnia płakałam ze szczęścia. Wyjęłam z szafy granatową sukienkę, kupiłam wnuczce srebrną bransoletkę i długo zastanawiałam się, jakie kwiaty wybrać dla córki.
Agata otworzyła drzwi, zanim zdążyłam zapukać drugi raz. Przytuliła mnie, lecz jej ramiona były sztywne.
— Dobrze wyglądasz — powiedziała. — Bałam się, że przez te lata bardzo podupadłaś.
W salonie stał nakryty stół. Była kawa, kruche ciasteczka i szarlotka. Zabrakło tylko mojej wnuczki.
— Lena jest u koleżanki — wyjaśniła córka. — Chciałam najpierw spokojnie porozmawiać z tobą.
Pomyślałam, że chce mnie przeprosić. Czekałam na jedno zdanie, które pozwoliłoby nam zamknąć bolesne cztery lata.
Agata pytała o moje zdrowie, leki i wizyty u lekarza. Interesowało ją, czy nadal sama robię zakupy oraz czy nie mam problemów z pamięcią.
— Radzę sobie bardzo dobrze — odpowiedziałam. — Lekarz powiedział, że wyniki mam lepsze niż niejedna młodsza kobieta.
Na twarzy córki pojawił się cień rozczarowania. Zaraz jednak uśmiechnęła się i nalała mi kawy.
Szarlotka stała na środku stołu, ale Agata jej nie pokroiła. Splatała palce i zerkała w stronę drzwi sypialni.
W końcu odchrząknęła.
— Mamo, spisałaś testament?
Przez chwilę sądziłam, że się przesłyszałam.
— Po czterech latach milczenia właśnie o to chciałaś mnie zapytać?
— Nie denerwuj się. Musimy myśleć praktycznie. Masz mieszkanie, działkę po babci i oszczędności. Powinnam wiedzieć, czy wszystko jest uporządkowane.
— Dlaczego?
Agata odsunęła filiżankę.
— Bo jestem twoim jedynym dzieckiem. Chcę mieć pewność, że nikt obcy nie położy ręki na naszym majątku.
„Naszym” — powtórzyłam w myślach. Przez cztery lata nie interesowało jej, czy mam za co wykupić leki. Teraz moje mieszkanie nagle stało się naszym majątkiem.
Drzwi sypialni otworzyły się. Wyszedł z niej mój zięć, Robert. Miał na sobie koszulę i trzymał granatową teczkę.
— Skoro już zaczęłyście ten temat, załatwmy wszystko od razu — powiedział.
Położył przede mną dokumenty. Nie był to testament, lecz pełnomocnictwo pozwalające Agacie zarządzać moim kontem i mieszkaniem. Wśród papierów znajdowała się również przygotowana umowa darowizny.
— Notariusz ma wolny termin jutro rano — oznajmił Robert. — Wystarczy kilka podpisów.
Spojrzałam na córkę.
— Dlatego mnie zaprosiłaś?
— Chcę ci pomóc — odpowiedziała nerwowo. — Jesteś sama. W każdej chwili może ci się coś stać.
— A przez ostatnie cztery lata nie mogło?
Zapadła cisza. Wtedy usłyszałam szczęk klucza w zamku. Do mieszkania weszła Lena. Moja wnuczka zatrzymała się w przedpokoju, gdy mnie zobaczyła.
— Babciu?
Podbiegła i mocno mnie objęła.
— Mama mówiła, że nie chcesz nas znać — wyszeptała. — Powiedziała, że wyrzuciłaś wszystkie moje listy.
Poczułam, jak uginają się pode mną nogi.
— Jakie listy?
Lena pobiegła do swojego pokoju i przyniosła małe pudełko. W środku znajdowały się koperty z moim adresem. Wszystkie były zaklejone, lecz żadna nie miała znaczka.
— Mama obiecała, że je wyśle.
Agata zerwała się od stołu.
— Lena, idź do siebie!
— Dlaczego okłamałaś nas obie? — zapytałam.
Córka rozpłakała się, ale nie były to łzy skruchy.
Firma Roberta od miesięcy tonęła w długach. Bank odmówił im kolejnego kredytu. Potrzebowali zabezpieczenia, a moje mieszkanie miało ich uratować.
— To jest także moja przyszłość! — krzyknęła Agata. — Mieszkanie i tak kiedyś przypadnie mnie. Chcemy tylko skorzystać z niego wcześniej.
— A jeśli stracicie wszystko?
— Zamieszkałabyś z nami.
Robert odwrócił wzrok. Zrozumiałam, że nawet tego ze sobą nie uzgodnili.
Wstałam, włożyłam płaszcz i schowałam listy wnuczki do torebki.
— Nie podpiszę niczego.
Agata zastąpiła mi drogę.
— Jeśli wyjdziesz, nie zobaczysz więcej Leny.
Za jej plecami stała moja wnuczka. Płakała bezgłośnie.
— Przez cztery lata używałaś jej, żeby mnie ukarać — powiedziałam. — Teraz chcesz zrobić to ponownie. Tylko dlatego, że nie oddaję ci mieszkania.
— Jesteś egoistką!
Te słowa usłyszałam od dziecka, któremu przez całe życie oddawałam ostatni kawałek chleba.
Wyszłam, nie dotykając szarlotki.
Następnego dnia poszłam do notariusza. Nie przepisałam majątku córce ani nie wydziedziczyłam jej w przypływie gniewu. Sporządziłam testament tak, aby część oszczędności przypadła Lenie dopiero po osiągnięciu odpowiedniego wieku. Nikt nie będzie mógł wcześniej przejąć tych pieniędzy.
Zmieniłam również zamki w mieszkaniu i odwołałam wszystkie pełnomocnictwa udzielone córce wiele lat wcześniej.
Agata zadzwoniła wieczorem.
— Przemyślałaś naszą propozycję?
Nie zapytała, czy bezpiecznie wróciłam. Nie przeprosiła za kłamstwa. Nie wspomniała o listach Leny.
— Tak — odpowiedziałam. — Przemyślałam.
— I co postanowiłaś?
— Że mój testament nie jest już twoją sprawą.
Rozłączyłam się, zanim zdążyła zagrozić mi kolejnymi latami ciszy.
Przez cztery lata wierzyłam, że tęsknię za córką. Dopiero przy niepokrojonej szarlotce zrozumiałam, że tęskniłam za osobą, którą Agata była kiedyś.
Ona chciała wiedzieć, co dostanie, gdy mnie zabraknie.
Ja tego dnia dowiedziałam się, ile znaczyłam dla niej, dopóki jeszcze byłam obok.