W dłoni trzymała zdjęcie grobu mojego męża.
— Babciu, musimy coś zrobić — powiedziała. — Płyta pęka, a kamień zaczyna się zapadać. Jeśli przyjdą mrozy, wszystko może się rozlecieć.
Na fotografii rzeczywiście widziałam ciemną rysę biegnącą przez bok nagrobka. Od kilku tygodni bolały mnie kolana, dlatego nie byłam na cmentarzu. Uwierzyłam, że grób się niszczy.
Edward odszedł sześć lat wcześniej. Byliśmy razem przez czterdzieści trzy lata. Po jego odejściu zamówiłam skromny nagrobek, bo na droższy nie było mnie stać. Obiecałam sobie jednak, że kiedy odłożę pieniądze, wymienię go na taki, na jaki zasługiwał.
Natalia doskonale o tym wiedziała. Była ukochaną wnuczką Edwarda. To on odbierał ją z przedszkola, uczył jeździć na rowerze i pomagał w matematyce.
— Znalazłam kamieniarza — oznajmiła. — Jeśli wpłacimy zaliczkę teraz, zdąży przed 1 listopada.
Wyjęła wydrukowany kosztorys. Nowy nagrobek miał kosztować dwanaście tysięcy złotych. Wymagana zaliczka wynosiła osiem tysięcy.
— Rodzice dołożą resztę — zapewniła. — Ja dopilnuję wszystkiego. Dziadek nie może leżeć pod popękaną płytą.
Miałam na koncie nieco ponad dziewięć tysięcy złotych. Odkładałam je na opał, leki i wymianę nieszczelnych okien. Wiedziałam, że jeśli oddam osiem tysięcy, zostanę niemal bez zabezpieczenia.
Spojrzałam jednak na zdjęcie nagrobka i pomyślałam o Edwardzie.
Następnego dnia wypłaciłam pieniądze. Natalia poprosiła o gotówkę, bo kamieniarz miał dzięki temu udzielić rabatu. Nie podobało mi się to, ale wnuczka zapewniła, że przywiezie pokwitowanie.
Przytuliła mnie i powiedziała:
— Dziadek byłby ci wdzięczny.
Przez kilka kolejnych dni nie dostałam żadnego potwierdzenia. Natalia przestała odbierać telefon. Odpowiadała jedynie krótkimi wiadomościami, że kamieniarz jest zajęty, a ona ma dużo pracy.
Zaczęłam się niepokoić. Na kosztorysie widniała nazwa zakładu i adres, więc poprosiłam sąsiada, żeby mnie tam zawiózł. Chciałam również ustalić, czy na płycie można dopisać słowa, które Edward często do mnie mówił: „Zawsze będę obok”.
Właściciel zakładu długo oglądał przyniesiony przeze mnie dokument.
— Proszę pani, my tego nie wystawiliśmy — powiedział w końcu.
— To niemożliwe. Wnuczka wpłaciła panu osiem tysięcy zaliczki.
Mężczyzna otworzył komputer i sprawdził zamówienia. Nie znalazł ani nazwiska Natalii, ani mojego, ani danych Edwarda.
— Nikt nie zamawiał u nas nagrobka — wyjaśnił. — A ten kosztorys jest fałszywy. Ktoś skopiował nasze logo ze strony internetowej.
Zrobiło mi się słabo. Kamieniarz podał mi krzesło i szklankę wody. Powiedział również, że gdyby płyta rzeczywiście pękła, najpierw wysłałby pracownika na oględziny. Nikt rozsądny nie obiecywałby wykonania całego nagrobka przed 1 listopada bez sprawdzenia miejsca.
Poprosiłam sąsiada, żeby zawiózł mnie na cmentarz.
Grób Edwarda nie był popękany. Kamień był zabrudzony, a rysa ze zdjęcia okazała się cieniem mokrej gałęzi. Natalia zrobiła fotografię pod takim kątem, żeby wyglądała jak uszkodzenie.
Usiadłam na ławce i rozpłakałam się. Nie chodziło wyłącznie o pieniądze. Wnuczka wykorzystała pamięć o dziadku, wiedząc, że właśnie w tej sprawie nie będę potrafiła odmówić.
Wieczorem pojechałam do jej mieszkania. Pod blokiem stał samochód, którego wcześniej nie widziałam. Natalia wysiadła z niego razem ze swoim chłopakiem.
— Ładny? — zapytałam.
Zbladła.
Okazało się, że pieniądze przeznaczyła na zaliczkę za używane auto. Chłopak przekonał ją, że samochód jest im potrzebny, a ja przecież „mam oszczędności i prawie żadnych wydatków”.
— Chciałam ci oddać — tłumaczyła. — Naprawdę. Potrzebowałam tylko kilku miesięcy.
— Dlaczego więc skłamałaś, że chodzi o grób dziadka?
Natalia spuściła wzrok.
— Bo wiedziałam, że na samochód mi nie dasz.
To zdanie zabolało mnie bardziej niż fałszywy kosztorys.
— Miałaś rację. Nie dałabym ci pieniędzy na samochód. Dałam je człowiekowi, którego kochałam przez całe życie. Ty tylko wykorzystałaś jego nazwisko.
Zażądałam zwrotu pieniędzy. Natalia płakała, a córka zadzwoniła później z pretensjami, że przez „jeden młodzieńczy błąd” chcę zniszczyć rodzinę. Poprosiła, żebym poczekała, aż córka stanie finansowo na nogi.
Nie zgodziłam się. Samochód został sprzedany, a większość pieniędzy wróciła na moje konto. Od tamtej pory Natalia odwiedziła mnie tylko raz. Nie potrafiła spojrzeć mi w oczy.
Kilka dni później sama pojechałam na cmentarz. Umyłam nagrobek Edwarda, postawiłam chryzantemy i zapaliłam znicz.
— Przepraszam — wyszeptałam. — Uwierzyłam, że ona kochała cię tak samo mocno jak ty ją.
Nagrobek wcale nie wymagał wymiany. To moje zaufanie rozpadło się na kawałki.