Kiedy byłam dzieckiem, wszystkie pieniądze przeznaczała na rachunki, jedzenie i moje potrzeby. Sama zadowalała się bukietem polnych kwiatów oraz ciastem upieczonym w domu.

Wychowywała mnie bez męża. Pracowała w sklepie, sprzątała biura wieczorami i nigdy nie pojechała na porządne wakacje.

Dlatego postanowiłam, że jej sześćdziesiąte urodziny będą wyjątkowe.

Wynajęłam salę w eleganckiej restauracji. Zamówiłam muzykę, dekoracje, ogromny tort i pokaz zdjęć z całego jej życia. Zaprosiłam krewnych, dawnych znajomych oraz koleżanki z pracy.

Kupiłam mamie granatową sukienkę i srebrny naszyjnik. Głównym prezentem miał być tygodniowy wyjazd nad morze.

Przygotowania trwały kilka miesięcy. Wydałam znacznie więcej, niż planowałam, lecz nie żałowałam ani złotówki. Chciałam zobaczyć w oczach mamy radość.

Kiedy weszła do restauracji, wszyscy zawołali:

— Niespodzianka!

Mama zatrzymała się w drzwiach. Rozejrzała się po sali, ale nie uśmiechnęła. Nie rozpłakała się ze wzruszenia. Wyglądała raczej na przestraszoną.

— Co my tutaj robimy? — zapytała.

— Świętujemy twoje urodziny!

— Aha.

Tylko wzruszyła ramionami.

Poczułam ukłucie rozczarowania. Spodziewałam się, że mnie przytuli, podziękuje i powie, że nikt nigdy nie zrobił dla niej czegoś takiego.

Zamiast tego usiadła przy stole i nerwowo ściskała torebkę.

Goście podchodzili z życzeniami. Mama kilku osób nie rozpoznała. Kiedy przywitała ją kuzynka, z którą widywała się niemal co miesiąc, zapytała mnie szeptem:

— Kim jest ta kobieta?

— Ciocia Barbara.

— Oczywiście — odpowiedziała szybko. — Tylko żartowałam.

Próbowałam ignorować jej zachowanie. Uznałam, że jest przytłoczona liczbą gości.

Podczas obiadu kilkakrotnie pytała, o której wracamy do domu. Później zostawiła torebkę w toalecie i oskarżyła kelnerkę, że ją zabrała. Kiedy pokazałam mamie zgubę, nawet nie przeprosiła.

Zaczynałam się złościć.

Po kolacji zgasiłyśmy światła. Wjechał tort z płonącymi świeczkami, a wszyscy odśpiewali „Sto lat”. Mama patrzyła na liczbę sześćdziesiąt, jakby widziała ją pierwszy raz.

— To naprawdę dla mnie? — zapytała.

— Tak, mamo. To twoje urodziny.

— Ale ja nie mam sześćdziesięciu lat.

Kilka osób się roześmiało. Ktoś powiedział, że każdy chciałby zapomnieć o swoim wieku. Ja również udawałam, że to żart.

Po torcie wręczyłam mamie kopertę z potwierdzeniem wyjazdu nad morze.

— Tydzień w hotelu, zabiegi i widok na plażę — powiedziałam. — Zawsze o tym marzyłaś.

Mama zajrzała do środka.

— Po co mi to?

Tego było za wiele.

— Naprawdę nie potrafisz się z niczego ucieszyć? — zapytałam. — Od miesięcy przygotowuję to przyjęcie. Wydałam fortunę, zaprosiłam wszystkich, a ty zachowujesz się tak, jakbyś chciała stąd uciec.

Spojrzała na mnie zdezorientowana.

— Nie prosiłam o to.

Zabolało mnie. Odeszłam do łazienki, żeby nikt nie widział moich łez.

Przez resztę przyjęcia prawie z nią nie rozmawiałam. Uważałam, że była niewdzięczna. Goście zachwycali się dekoracjami, jedzeniem i muzyką, a osoba, dla której wszystko zorganizowałam, siedziała w kącie.

Kiedy sala zaczęła pustoszeć, nie mogłam znaleźć mamy. Jej płaszcz zniknął z wieszaka.

Wybiegłam przed restaurację.

Stała na chodniku w cienkiej sukience. Płaszcz miała niedbale zarzucony na ramiona. Patrzyła na przejeżdżające samochody i płakała.

— Mamo, co ty robisz? Jest zimno.

Cofnęła się, gdy próbowałam wziąć ją pod rękę.

— Przepraszam, ale czy my się znamy? — zapytała.

Zamarłam.

— Mamo, to ja. Ania.

Wpatrywała się we mnie przez kilka sekund. Potem na jej twarzy pojawiło się rozpoznanie.

— Aniu... Oczywiście. Gdzie ty byłaś? Czekałam na ciebie.

— Byłam z tobą przez cały wieczór.

— Nieprawda. Była tam jakaś kobieta, która ciągle mówiła mi, co mam robić.

Objęłam ją, ale mama nadal drżała.

W samochodzie kilka razy pytała, dokąd jedziemy. Kiedy zatrzymałyśmy się pod jej blokiem, stwierdziła, że to nie jest jej dom.

Dopiero w mieszkaniu trochę się uspokoiła. Zasnęła w ubraniu, a ja siedziałam przy stole i próbowałam zrozumieć, co się wydarzyło.

Przypomniałam sobie drobne sytuacje z ostatnich miesięcy.

Mama kilka razy zapłaciła ten sam rachunek. Gubiła klucze i oskarżała sąsiadów, że je zabierają. Opowiadała tę samą historię podczas jednej rozmowy. Kiedy zwracałam jej uwagę, śmiała się, że „starość nie radość”.

Nie chciałam widzieć, że coś jest nie tak.

Następnego ranka znalazłam w jej szufladzie niewielki notes. Na pierwszej stronie mama zapisała dużymi literami:

„Ania jest moją córką. Mieszka po drugiej stronie miasta. Jej numer telefonu jest zapisany pod pierwszym przyciskiem”.

Dalej znajdowały się informacje o sąsiadach, lekach i drodze do sklepu. Przy kilku notatkach napisała:

„Nie mów Ani. Będzie się martwiła”.

Rozpłakałam się.

Mama wiedziała, że zaczyna zapominać. Ukrywała to, bo bała się, że straci samodzielność. Podczas przyjęcia hałas, tłum ludzi i obce miejsce sprawiły, że nie potrafiła już udawać.

Umówiłam ją do lekarza. Po wielu badaniach usłyszałyśmy diagnozę choroby, która stopniowo odbiera pamięć oraz zdolność samodzielnego funkcjonowania.

Miałam ochotę krzyczeć, że mama jest za młoda. Dopiero skończyła sześćdziesiąt lat. Miała pojechać nad morze, cieszyć się emeryturą i nadrabiać wszystko, czego wcześniej sobie odmawiała.

Tymczasem zaczynała tracić wspomnienia, dla których przygotowałam cały pokaz zdjęć.

Wyjazd odwołałam. Nie dlatego, że mama nie była wdzięczna, lecz dlatego, że nie mogła już podróżować sama. Zamiast tego pojechałyśmy razem na kilka dni do spokojnego pensjonatu.

Zabrałam albumy. Każdego wieczoru oglądałyśmy zdjęcia i podpisywałyśmy osoby, które mama jeszcze rozpoznawała.

Czasami pamiętała najdrobniejsze szczegóły z mojego dzieciństwa. Innym razem pytała, kiedy przyjedzie jej córka, chociaż siedziałam obok.

Za każdym razem przedstawiałam się od nowa.

— Jestem Ania. Twoja córka.

— Mam córkę? — pytała.

— Tak. I bardzo cię kocha.

Dziś nie żałuję pieniędzy wydanych na przyjęcie. Żałuję tylko, że podczas ostatnich urodzin, które mama mogła jeszcze częściowo zapamiętać, obraziłam się na nią za brak zachwytu.

Myślałam, że najgorsza była jej obojętność wobec mojego prezentu.

Najgorsze było to, że w sali pełnej bliskich ludzi moja mama już powoli traciła drogę do własnych wspomnień, a ja wzięłam jej zagubienie za niewdzięczność.