Córka coraz częściej powtarzała, że w moim wieku samotność jest niebezpieczna.

— Mamo, co będzie, jeśli przewrócisz się w łazience? — pytała Beata. — Nikt nawet nie usłyszy.

Początkowo proponowała, że zamieszka ze mną. Później zaczęła mówić o przepisaniu mieszkania.

— Nie chcę po tobie żadnego spadku — zapewniała. — Chodzi tylko o to, żeby uporządkować dokumenty. Będę się tobą opiekować i nigdy cię nie opuszczę.

Bałam się tej decyzji. Mieszkanie było jedynym większym majątkiem, jaki posiadałam. Razem z mężem spłacaliśmy je przez prawie trzydzieści lat. Każdy mebel przypominał mi jakieś wydarzenie z naszego życia.

Beata płakała, gdy powiedziałam, że muszę się zastanowić.

— Naprawdę tak mało mi ufasz? Jestem twoją jedyną córką.

W końcu uległam.

U notariusza zastrzegłam sobie prawo do dożywotniego mieszkania. Córce nie spodobał się ten zapis.

— Przecież obiecałam, że zostaniesz tutaj do końca — powiedziała. — Po co te dodatkowe formalności?

Notariusz spojrzał na mnie i spokojnie wyjaśnił, że taki zapis jest dla mnie zabezpieczeniem. Nalegałam, żeby pozostał w akcie.

Po podpisaniu dokumentów Beata objęła mnie i wyszeptała:

— Zobaczysz, mamo. Teraz już zawsze będziemy razem.

Wprowadziła się z mężem trzy dni później. Na początku byłam szczęśliwa. W lodówce znów było więcej jedzenia, wieczorami słyszałam rozmowy, a rano ktoś pytał, czy dobrze spałam.

Tydzień po wizycie u notariusza obudził mnie dźwięk przesuwanych mebli.

Beata stała w mojej sypialni z miarką. Jej mąż zapisywał wymiary w telefonie.

— Co robicie? — zapytałam.

— Sprawdzamy, czy zmieści się tutaj duża szafa — odpowiedziała córka.

— Mam już szafę.

— Ta jest stara. Poza tym łóżko też trzeba będzie wynieść.

Myślałam, że planują remont.

— Chcecie kupić mi nowe?

Beata roześmiała się.

— Nie, mamo. Ten pokój będzie nasz. Jest największy i ma balkon.

Poczułam, jak ściska mnie w gardle.

— A gdzie ja będę spała?

Córka zaprowadziła mnie do najmniejszego pokoju. Stały tam pudła, odkurzacz i suszarka na pranie.

— Tutaj. Wstawimy rozkładaną kanapę. Jednej osobie w zupełności wystarczy.

— Nie przeniosę się do schowka.

Uśmiech zniknął z jej twarzy.

— To już nie jest wyłącznie twoje mieszkanie. Przepisałaś je na mnie.

Przypomniałam jej o obietnicy. O tym, że miała się mną opiekować, a nie odbierać mi sypialnię.

— Przecież cię nie wyrzucamy — odpowiedział jej mąż. — Powinnaś się cieszyć, że w ogóle możesz tu zostać.

Tamtego wieczoru nie wyszłam z pokoju. Słyszałam, jak za ścianą córka planuje remont. Chciała połączyć salon z kuchnią, wyrzucić kredens po mojej mamie i urządzić gabinet w drugim pokoju.

— A co z nią? — zapytał zięć.

— Przyzwyczai się — odpowiedziała Beata. — Nie ma dokąd pójść.

Następnego ranka na moim łóżku leżały kartony. Córka kazała mi spakować ubrania i pamiątki po mężu. Dała mi dwa dni.

Odmówiłam.

Wtedy zaczęła wynosić rzeczy sama. Zdjęcie ślubne wrzuciła do pudła razem ze starymi gazetami. Porcelanowy serwis po mamie nazwała zbędnym gratem.

— Nie będziesz urządzać mi życia w moim domu! — krzyknęłam.

— To jest teraz mój dom! — odpowiedziała.

Te słowa nagrał telefon leżący na komodzie. Włączyłam nagrywanie, gdy tylko córka zaczęła pakować moje rzeczy. Zrobiłam też zdjęcia kartonów i wiadomości, w których Beata groziła, że jeśli nie przeniosę się do małego pokoju, „znajdzie mi inne miejsce”.

Z dokumentami poszłam do prawniczki.

Dowiedziałam się, że zapis o prawie dożywotniego mieszkania chroni mnie przed usunięciem z lokalu. Usłyszałam również, że w określonych sytuacjach darowiznę można próbować odwołać z powodu rażącej niewdzięczności.

Kiedy Beata zobaczyła pismo przygotowane przez kancelarię, wpadła w furię.

— Chcesz odebrać mieszkanie własnej córce?

— Chcę odzyskać dom, który próbowałaś mi odebrać tydzień po jego otrzymaniu.

— Obiecałam, że nigdy cię nie opuszczę!

— I dotrzymałaś słowa. To mnie zamierzałaś stąd usunąć.

Sprawa miała trafić do sądu. Dopiero wtedy córka zrozumiała, że nagrania i wiadomości mogą zostać wykorzystane przeciwko niej. Zgodziła się podpisać umowę zwrotną, ale zażądała, żebym pokryła koszty notariusza.

Zapłaciłam. Potraktowałam tę kwotę jako cenę za odzyskanie własnego życia.

Beata z mężem wyprowadzili się jeszcze tego samego dnia. Córka powiedziała, że nie chce mnie więcej widzieć. Od tamtej pory nie zadzwoniła ani razu.

Mieszkanie znów jest ciche. Czasami samotność boli, ale nie tak mocno jak obecność osoby, która patrzy na matkę i widzi jedynie niepotrzebny mebel zajmujący największy pokój.

Córka obiecała, że po przepisaniu mieszkania nigdy mnie nie opuści. Nie skłamała. Zamierzała zostać na zawsze — tyle że beze mnie.