Nie przyjechała na moje urodziny, nie zadzwoniła w święta. Aż pewnego dnia stanęła w drzwiach z bukietem róż i oznajmiła, że bardzo za mną tęskniła. Byłam tak szczęśliwa, że nawet nie przyszło mi do głowy, dlaczego nagle sobie o mnie przypomniała.

Natalia ma dwadzieścia sześć lat. Kiedy była mała, spędzała u mnie każde wakacje. Piekłyśmy razem ciasta, chodziłyśmy na spacery, a wieczorami opowiadałam jej historie z mojego dzieciństwa.

Po śmierci dziadka często powtarzała, że nigdy nie pozwoli mi zostać samej.

Ale dzieci dorastają. Mają swoje życie, znajomych, pracę. Rozumiałam to. Tłumaczyłam sobie jej milczenie obowiązkami, choć nieraz płakałam, patrząc na telefon.

Kiedy więc zobaczyłam ją w progu, rzuciłam się jej na szyję.

– Babciu, ale się za tobą stęskniłam! – powiedziała.

Przy herbacie opowiedziała mi, że jej chłopak, Kamil, zamierza się oświadczyć. Rodziny miały spotkać się w restauracji, żeby uczcić zaręczyny.

– Chciałabym, żebyś była z nami – oznajmiła.

Łzy napłynęły mi do oczu. Wreszcie poczułam, że nadal jestem ważną częścią jej życia.

Potem Natalia zaczęła wspominać dziadka.

– Pamiętasz, babciu, ten piękny pierścionek, który dostałaś od niego na trzydziestą rocznicę ślubu?

Oczywiście, że pamiętałam.

Złoty pierścionek z niewielkim szafirem. Mąż kupił go po latach oszczędzania. Był jednym z niewielu przedmiotów, których nie potrafiłam nosić po jego śmierci. Trzymałam go w szkatułce, razem z obrączką i naszym pierwszym wspólnym zdjęciem.

– Zawsze mówiłaś, że kiedyś będzie mój – przypomniała Natalia.

To była prawda. Kiedy miała szesnaście lat, powiedziałam jej, że pewnego dnia przekażę jej tę pamiątkę.

– Chciałabym go założyć na zaręczyny – dodała. – Żeby dziadek był wtedy symbolicznie ze mną.

Wzruszyłam się.

Poszłam do sypialni i przyniosłam szkatułkę. Natalia wsunęła pierścionek na palec.

– Babciu, jest idealny!

Nie miałam serca odmówić.

– Weź go, dziecko. Tylko pamiętaj, ile dla mnie znaczy.

Pocałowała mnie w policzek i obiecała, że będzie go strzegła jak największego skarbu.

Po jej wyjściu jeszcze długo się uśmiechałam. Ugotowałam sobie herbatę i zaczęłam sprzątać filiżanki.

Wtedy zauważyłam telefon Natalii leżący na stole. Musiała zapomnieć go zabrać.

Ekran rozświetlił się. Pojawiła się wiadomość od Kamila.

„I co, udało się? Masz już pierścionek? Jubiler powiedział, że za złoto i kamień możemy dostać niezłą sumę. Tylko nie mów babce, że chcemy go sprzedać. Przynajmniej do czasu zaręczyn”.

Poczułam, jak nogi się pode mną uginają.

Przeczytałam wiadomość jeszcze raz.

Nie chodziło o wspomnienie dziadka. Nie chodziło o rodzinę ani o miłość.

Chodziło o pieniądze.

Usiadłam przy stole i zaczęłam płakać. Przypomniałam sobie, jak mój mąż wręczał mi ten pierścionek. Jak drżały mu ręce, kiedy otwierał pudełeczko.

– Nie jest wielki, Krysiu, ale kupiony z całego serca – powiedział wtedy.

A teraz jego własna wnuczka chciała go sprzedać.

Po kilkunastu minutach Natalia wróciła po telefon.

Otworzyłam drzwi, trzymając go w dłoni.

– Babciu, ale ze mnie gapa! – zaśmiała się.

– Natalia, po co naprawdę przyszłaś?

Uśmiech zniknął jej z twarzy.

Pokazałam wiadomość.

Najpierw próbowała tłumaczyć, że źle zrozumiałam. Potem rozpłakała się i przyznała, że razem z Kamilem mają długi. Potrzebowali pieniędzy na zaliczkę za salę weselną.

– Babciu, przecież ty i tak go nie nosisz! – wykrzyknęła w końcu. – Leży tylko w szufladzie!

– Bo to ostatnia rzecz, którą dostałam od twojego dziadka.

– Ale obiecałaś mi go!

Spojrzałam na nią i nie poznawałam dziewczyny, którą kiedyś wychowywałam.

– Obiecałam ci pamiątkę, Natalio. Nie pieniądze ze sprzedaży wspomnień.

Poprosiłam, żeby oddała pierścionek.

Przez chwilę stała nieruchomo. Potem zdjęła go z palca i rzuciła na stół.

– Skoro tak bardzo ci zależy na kawałku złota, to sobie go zatrzymaj!

Wyszła, trzaskając drzwiami.

Dwa dni później zadzwoniła moja córka. Powiedziała, że Natalia przez mnie płacze, a ja zniszczyłam jej radość z zaręczyn.

– Mamo, mogłaś jej po prostu pomóc. Przecież nie zabierzesz tego pierścionka do grobu.

Nie miałam już siły się tłumaczyć.

Od tamtej pory minął miesiąc. Nie dostałam zaproszenia na zaręczyny. Widziałam tylko zdjęcia w internecie. Natalia uśmiechała się w eleganckiej sukience, a obok stał Kamil.

Pod fotografią napisała: „Najważniejsze, że mamy siebie i ludzi, którzy naprawdę nas kochają”.

Patrzyłam na te słowa przez długą chwilę.

Potem zamknęłam telefon, wyjęłam ze szkatułki pierścionek i po raz pierwszy od śmierci męża założyłam go na palec.

Pasował tak samo jak trzydzieści lat temu.

Najbardziej boli mnie nie to, że wnuczka chciała sprzedać prezent od dziadka. Boli mnie, że przez cały rok nie potrzebowała babci, a kiedy wreszcie zapukała do moich drzwi, przyszła nie po mnie, lecz po to, co mogła ode mnie dostać.