W Święto Narodowe Trzeciego Maja prezydent ma powołać pierwszych członków Rady ds. nowej Konstytucji. To gremium ma przygotować projekt nowej ustawy zasadniczej i uporządkować propozycje dotyczące przyszłego kształtu państwa.

Symbolika daty jest oczywista. 3 maja Polacy wspominają uchwalenie Konstytucji z 1791 roku, a więc jeden z najważniejszych momentów w historii polskiego parlamentaryzmu. Teraz właśnie tego dnia Pałac Prezydencki chce formalnie otworzyć prace nad dokumentem, który — przynajmniej w założeniu — miałby zastąpić obecnie obowiązującą ustawę zasadniczą.

Rada ma połączyć polityków i ekspertów

Według zapowiedzi rzecznika prezydenta Rafała Leśkiewicza do udziału w pracach mają zostać zaproszeni przedstawiciele klubów i kół parlamentarnych. Każdy klub miałby wskazać po dwóch reprezentantów, a każde koło po jednym. Skład rady mają uzupełnić eksperci oraz osoby reprezentujące różne poglądy na prawo, państwo i funkcjonowanie obecnej konstytucji.

Pałac Prezydencki podkreśla, że nie chodzi o kurtuazyjne spotkania ani polityczny gest bez dalszego ciągu. Rada ma pracować nad konkretnym projektem, który prezydent chciałby przedstawić przed końcem swojej kadencji. Z zapowiedzi wynika, że horyzontem czasowym jest rok 2030.

Największym wyzwaniem będzie większość

Samo powołanie rady nie zmienia konstytucji. To dopiero początek procesu politycznego i prawnego. Obowiązujące przepisy przewidują, że ustawę o zmianie konstytucji uchwala Sejm większością co najmniej dwóch trzecich głosów przy obecności minimum połowy ustawowej liczby posłów, a następnie Senat bezwzględną większością głosów.

To oznacza, że bez szerokiego porozumienia projekt nie ma szans na przejście przez parlament. W praktyce konstytucyjna inicjatywa Nawrockiego będzie testem nie tylko dla Pałacu Prezydenckiego, ale też dla partii politycznych, które musiałyby zdecydować, czy chcą wejść w rozmowę o nowej ustawie zasadniczej.

Spór zaczął się jeszcze przed startem prac

Polityczne napięcie pojawiło się natychmiast po zapowiedzi powołania rady. Premier Donald Tusk skomentował inicjatywę krótkim wpisem, sugerując, że prace nad nową konstytucją należałoby zacząć od przestrzegania obecnej.

Sceptycznie wypowiedział się również Krzysztof Gawkowski. Wicepremier i polityk Lewicy zapowiedział, że jego środowisko nie zamierza angażować się w prace nad zmianą konstytucji z udziałem prezydenta, PiS czy Konfederacji.

To pokazuje, że rada jeszcze nie rozpoczęła działalności, a już stała się elementem ostrego sporu politycznego. Dla jednych może być szansą na poważną debatę ustrojową, dla innych — narzędziem budowania prezydenckiej agendy.

Jaki ustrój państwa miałby powstać?

Jednym z najważniejszych pytań będzie zakres proponowanych zmian. Z wcześniejszych wypowiedzi wynika, że w otoczeniu prezydenta pojawiał się temat wzmocnienia roli głowy państwa. Sam Nawrocki deklarował poparcie dla systemu prezydenckiego, choć zaznaczał, że nie traktuje tego jako warunku bezwzględnego.

To może stać się jednym z głównych punktów sporu. Zmiana modelu relacji między prezydentem, rządem i parlamentem oznaczałaby nie korektę techniczną, ale głęboką przebudowę mechanizmów władzy. Właśnie dlatego prace rady będą śledzone nie tylko przez polityków, lecz także przez prawników, konstytucjonalistów i obywateli zainteresowanych kierunkiem zmian w państwie.

Referendum może być częścią planu

Rafał Leśkiewicz mówił, że w plan prac wpisane jest referendum, choć szczegóły mają zostać dopiero wypracowane. To istotne, ponieważ konstytucja jest aktem o szczególnej randze, a każda próba jej gruntownej zmiany wymaga społecznej legitymacji i szerokiego politycznego mandatu.

Referendum mogłoby stać się końcowym etapem procesu, ale zanim do niego dojdzie, potrzebny byłby projekt, większość parlamentarna i zgoda co do najważniejszych rozwiązań. Bez tego nawet najbardziej ambitna propozycja pozostanie wyłącznie polityczną deklaracją.

3 maja otworzy długi polityczny proces

Powołanie Rady ds. nowej Konstytucji będzie wydarzeniem symbolicznym, ale jego znaczenie zależy od tego, co stanie się później. Jeśli prace rady okażą się rzeczywistą próbą znalezienia wspólnego języka, Polska może wejść w jedną z najważniejszych debat ustrojowych od lat.

Jeżeli jednak gremium stanie się wyłącznie kolejną areną konfliktu, projekt może utknąć już na początku. Przy tak wysokich wymaganiach proceduralnych sama inicjatywa prezydenta nie wystarczy. Potrzebne będą kompromis, cierpliwość i gotowość do rozmowy z politycznymi przeciwnikami.

Na razie pewne jest jedno: temat nowej konstytucji wraca do centrum debaty publicznej. I wraca w dniu, który w polskiej historii ma szczególne znaczenie.