8 kwietnia w Łodzi odbyła się następna rozprawa, podczas której obie strony przedstawiły skrajnie różne stanowiska. Nastolatek domaga się znaczącego podwyższenia alimentów, natomiast jego ojciec chce ich obniżenia. Po zakończeniu posiedzenia emocje wcale nie opadły, a wypowiedzi uczestników sprawy tylko podgrzały atmosferę.
Syn chce wyższych alimentów, ojciec walczy o ich obniżenie
Sednem konfliktu jest wysokość świadczenia na utrzymanie Aleksandra. Syn Krzysztofa Rutkowskiego oczekuje alimentów w wysokości 30 tysięcy złotych miesięcznie. Z kolei ojciec stoi na stanowisku, że obecna kwota powinna zostać zmniejszona z 2000 do 1000 złotych. Różnica między oczekiwaniami obu stron jest ogromna, dlatego sprawa od początku wzbudza duże zainteresowanie.
W sądzie pojawił się nie tylko temat codziennych wydatków związanych z wychowaniem nastolatka, ale również pytania o standard życia, edukację i wakacje. Właśnie ten sposób prowadzenia sprawy najmocniej skrytykowała matka chłopca, Natasha Zych.
Matka Aleksandra nie kryje oburzenia
Po rozprawie Natasha Zych otwarcie mówiła o swoim rozczarowaniu przebiegiem posiedzenia. Jej zdaniem zamiast rozmowy o realnych potrzebach dorastającego chłopaka pojawiały się pytania, które miały odwrócić uwagę od tego, co naprawdę ważne.
„Padały pytania kompletnie absurdalne, na przykład ile Aleksander zużywa papieru toaletowego i środków czystości, a nie czy potrzebuje laptopa, telefonu czy wyjazdów dla rozwoju. Ja płacę za wszystko. Nie było z ich strony w ogóle mowy realnych potrzebach nastolatka. On chciał umniejszyć i upokorzyć mojego syna”.
W dalszej części swojej wypowiedzi była partnerka Rutkowskiego odniosła się także do jego deklarowanej sytuacji finansowej. Nie ukrywała, że nie wierzy w przedstawiany przez niego obraz codziennych wydatków i możliwości materialnych.
„Krzysztof twierdził, że ma tylko 6 tys. na życie na koncie. I żona też nic nie zarabia, mimo że występuje w telewizji... Zapewniał, że oni wszystko w barterach dostają, a on sam właściwie nie wie ile na siebie wydaje. On żyje w oderwaniu od rzeczywistości kompletnie... Ja dla syna w sezonie wynajmuję przyczepę na Helu, a on twierdził, że taniej niż nad polskie morze to do Dubaju... On znowu wystraszył i zastraszył swoje dziecko”.
Aleksander mówi o strachu i napięciu
Głos po rozprawie zabrał również Aleksander. Nastolatek relacjonował, że spotkanie z ojcem było dla niego bardzo trudne emocjonalnie. Według jego wersji Krzysztof Rutkowski pojawił się na sali wcześniej, niż powinien, i od początku zachowywał się w sposób, który wywołał u niego duży stres.
„Ja uważam, że to zostało zrobione w sposób podły i celowy - żeby mnie wyprowadzić z równowagi. Krzysztof miał przyjść po moich zeznaniach, a przyszedł specjalnie przed. Wparował na salę i zaczął tak krzyczeć, że się zrobił cały czerwony i bałem się, że dostanie zawału. Do sądu zestroił się w złoty łańcuch, ale twierdzi, że ma tylko 6 tysięcy na koncie?”.
W jego relacji pojawił się także wątek dawnych doświadczeń, które - jak przyznał - wróciły podczas sądowego spotkania z ojcem.
„Ja mam takie same odczucia jak 12 lat temu na badaniach DNA. Taki lęk. Coś, czego nie czuję na co dzień. Normalnie przecież nikt przy mnie nie krzyczy... On mówił o swoim drugim synu, że ma takie i takie potrzeby, a ja co? Jestem gorszy? To nie jest komfortowe”.
Spór objął także temat prywatnej szkoły
Jednym z tematów, które pojawiły się podczas rozprawy, była edukacja Aleksandra. Strona Rutkowskiego miała kwestionować wydatki związane z prywatną szkołą. Natasha Zych zwróciła jednak uwagę, że podobna ścieżka edukacji dotyczy również drugiego syna celebryty.
„Było podważane przez stronę Rutkowskiego, że syn chodzi do szkoły prywatnej... A jego drugi syn, Junior, też przecież chodzi do prywatnej!”.
Ten fragment sporu mocno wybrzmiał po rozprawie, ponieważ pokazuje, że konflikt nie dotyczy wyłącznie pieniędzy, ale również porównywania potrzeb dzieci i sposobu ich traktowania.
Rutkowski odpiera zarzuty i mówi o „absurdach ekonomicznych”
Krzysztof Rutkowski przedstawił własną ocenę sytuacji. Podkreślił, że regularnie opłaca alimenty i nigdy nie miał zaległości. Jego zdaniem kwota przeznaczana obecnie na utrzymanie syna jest wystarczająca, a przedstawiane przez matkę wydatki są przesadzone.
„Regularnie płacę alimenty. Nie spóźniłem się z płatnościami ani jednego dnia. Uważam, że 3 tys. zł miesięcznie (2 alimentów + tysiąc na szkołę - przyp. aut.) to wystarczające alimenty. Joanna (tak nazywa Natashę Zych - przyp. aut.) w sądzie powiedziała, że miesięcznie wydaje 1,5 tys. zł. za samą wodę toaletową Vercase. Ona mówi że wydała na wakacje na Helu 40 tys. zł. To są absurdy ekonomiczne. Wydawanie 10 tys. zł na tydzień na Helu jest niedorzeczne. To typowe naciągactwo i próba wyłudzenia pieniędzy. Niech sąd zdecyduje o realnych możliwościach utrzymania dziecka. Skoro ja położę 3 tys. zł i ona jako matka ma również obowiązek utrzymywać dziecko w tych ramach ekonomicznych, to mamy kwotę 6 tys. Na utrzymanie 16-letniego chłopaka taka kwota w zupełności wystarczy”.
To już nie tylko sprawa o pieniądze
Choć formalnie chodzi o alimenty, po kolejnej rozprawie widać wyraźnie, że konflikt ma znacznie szerszy wymiar. Z jednej strony są wyliczenia, kwoty i spór o koszty życia nastolatka, z drugiej emocje, wzajemne pretensje i rodzinne napięcia, które narastały od lat. Właśnie dlatego każde kolejne posiedzenie przyciąga uwagę i rodzi nowe komentarze.
Sprawa nadal pozostaje nierozstrzygnięta, a stanowiska obu stron są bardzo odległe. O tym, jak ostatecznie zakończy się sądowa batalia między Krzysztofem Rutkowskim a jego synem, zdecyduje sąd. Już teraz jednak wiadomo, że ta historia szybko nie ucichnie.