Na wyjazd w ramach NFZ musiałaby długo czekać, dlatego znalazłam prywatny dwutygodniowy turnus w uzdrowisku.

Mąż początkowo uważał, że to niepotrzebny wydatek.

— Mama jakoś sobie radzi — powiedział.

Wiedziałam jednak, że sama nie pojedzie. Zarezerwowałam więc dwa miejsca, opłaciłam zabiegi, wspólny pokój oraz przejazd autokarem. Wydałam prawie osiem tysięcy złotych z oszczędności przeznaczonych na remont kuchni.

Teściowa była zachwycona.

— Zawsze wiedziałam, że masz dobre serce — powiedziała, choć wcześniej rzadko zdobywała się wobec mnie na podobne słowa.

Kilka dni przed wyjazdem jej zachowanie zaczęło się zmieniać. Dopytywała, czy na pewno mogę zostawić pracę. Sugerowała, że w sanatorium będę się nudzić, a nawet próbowała przekonać mnie, że powinnam zostać z mężem.

— Paweł ma ostatnio tyle obowiązków. Kto mu ugotuje? — pytała.

Odpowiedziałam, że przez dwa tygodnie dorosły człowiek poradzi sobie bez domowego obiadu.

W dniu wyjazdu mąż nie pojechał z nami na miejsce zbiórki. Twierdził, że musi wcześniej stawić się w biurze, ponieważ przygotowuje się do kilkudniowej delegacji.

Teściowa przez całą drogę taksówką nerwowo pisała wiadomości. Gdy pytałam, z kim rozmawia, odpowiadała, że ze znajomą.

Przy autokarze wyjęłam bilet i podeszłam do swojego miejsca. Na siedzeniu przy oknie leżał już damski płaszcz. Obok stała elegancka kobieta w wieku około czterdziestu lat.

Rozpoznałam ją natychmiast.

Karolina pracowała z moim mężem. Paweł często o niej wspominał. Mówił, że jest samotna, ambitna i pomaga mu przy ważnym projekcie. Kilka razy widziałam jej imię na ekranie jego telefonu późnym wieczorem.

— To moje miejsce — powiedziałam.

Karolina spojrzała na teściową, a potem wyjęła z torebki potwierdzenie rezerwacji. Widniał na nim numer mojego siedzenia oraz jej nazwisko.

Kierowca sprawdził listę.

— Rezerwacja została przepisana trzy dni temu — wyjaśnił. — Pani Teresa zgłosiła, że synowa zrezygnowała i wskazała inną uczestniczkę.

Odwróciłam się do teściowej.

— Przekazałaś jej mój opłacony pobyt?

— Nie rób przedstawienia przy ludziach — syknęła. — Karolina potrzebuje odpoczynku bardziej niż ty.

— A kto za nią zapłacił?

— Pieniądze w rodzinie są wspólne.

Wtedy Karolina odezwała się cicho:

— Paweł zapewniał, że wszystko z tobą ustalił.

Poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg.

— Co dokładnie miał ze mną ustalić?

Kobieta zbladła. Teściowa próbowała ją uciszyć, ale było już za późno.

Okazało się, że Paweł miał dojechać do uzdrowiska pod koniec tygodnia. Jego rzekoma delegacja odbywała się zaledwie kilkanaście kilometrów dalej. Zarezerwował pokój w tym samym hotelu, a matka miała stanowić alibi dla ich spotkań.

— To tylko kilka wspólnych dni — tłumaczyła teściowa. — Paweł musi wreszcie zdecydować, z kim chce być szczęśliwy.

Nie mogłam uwierzyć, że mówi to kobieta, której właśnie ufundowałam kosztowny wyjazd.

Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do organizatora turnusu. Ponieważ to ja opłaciłam całą rezerwację, zmiana uczestniczki bez mojej zgody była nieważna. Zażądałam anulowania obu miejsc. Miałam stracić część pieniędzy, ale w tamtej chwili nie miało to znaczenia.

Kiedy obsługa potwierdziła anulowanie, teściowa wpadła w furię.

— Przez swoją zazdrość odbierasz mi leczenie!

— Nie. Odbieram wam wyjazd, który urządziłyście sobie za moje pieniądze.

Karolina bez słowa wysiadła z autokaru. Teściowa jeszcze przez kilka minut próbowała przekonać kierowcę, że doszło do nieporozumienia. W końcu również musiała zabrać walizkę.

Zadzwoniłam do Pawła. Odebrał dopiero za trzecim razem.

— Mama wszystko źle zorganizowała — powiedział, gdy opowiedziałam mu, co się wydarzyło. — Nie musiałaś od razu robić skandalu.

— Czyli wiedziałeś?

Milczał.

— Między mną a Karoliną jeszcze do niczego nie doszło — odpowiedział po chwili.

To jedno słowo wystarczyło. „Jeszcze”.

Wróciłam do domu sama. Spakowałam rzeczy męża i postawiłam walizki w przedpokoju. Kiedy wieczorem przyjechał, teściowa siedziała obok niego w samochodzie. Zapewne liczyła, że wspólnie zmuszą mnie do wybaczenia.

Nie wpuściłam jej do środka.

Paweł tłumaczył, że był zagubiony. Twierdził, że jego matka wymyśliła wspólny wyjazd, żeby pomóc mu „uporządkować uczucia”. Nie potrafił jednak wyjaśnić, dlaczego zarezerwował pokój i okłamywał mnie w sprawie delegacji.

— Zapłaciłaś za sanatorium, nie za prawo do kontrolowania mojego życia — powiedziała teściowa.

Spojrzałam na kobietę, której chciałam pomóc, i nagle zrozumiałam, że przez wszystkie lata nigdy nie uważała mnie za część swojej rodziny. Byłam jedynie osobą, która gotowała jej synowi, prowadziła dom i płaciła rachunki.

Pieniądze za turnus w większości odzyskałam. Małżeństwa uratować nie chciałam.

Najbardziej nie bolało mnie nawet to, że mąż planował spotkanie z inną kobietą. Najgorsze było odkrycie, że jego matka nie tylko wiedziała o zdradzie.

Ona zorganizowała ją za moje pieniądze, a potem oczekiwała, że ustąpię kochance własnego miejsca.