Kiedy byliśmy dziećmi, bronił mnie przed starszymi chłopakami, a ja odrabiałam za niego wypracowania. Po odejściu rodziców został mi tylko on.

Dlatego długo znosiłam zachowanie jego żony.

Renata od początku lubiła pieniądze. Nie widziałam w tym nic złego, dopóki nie zaczęła liczyć również moich. Wiedziała, ile zarabiałam, ile dostałam po sprzedaży mieszkania i jaką mam emeryturę. Przy każdej wizycie pytała, czy nadal trzymam oszczędności na lokacie.

— Pieniądze powinny pracować — powtarzała. — A nie leżeć bez sensu na koncie starej panny.

Udawałam, że nie słyszę ostatnich słów.

Kilka lat wcześniej Paweł przeszedł zawał. Gdy leżał w szpitalu, Renata zadzwoniła do mnie zapłakana. Twierdziła, że jego leki i prywatna rehabilitacja będą kosztowały fortunę.

— Sama nie dam rady — mówiła. — Jeśli chcesz, żeby twój brat wrócił do zdrowia, musisz nam pomóc.

Od tamtej pory co miesiąc przelewałam jej tysiąc dwieście złotych. Nie pytałam o rachunki. Paweł był moim jedynym bratem, a jego zdrowie nie miało ceny.

Kiedy próbowałam rozmawiać z nim o leczeniu, Renata zawsze odpowiadała za niego.

— Paweł nie powinien się denerwować. Ja zajmuję się finansami.

Przelewy trwały prawie rok. Zrezygnowałam z wyjazdu do sanatorium i odłożyłam wymianę lodówki. Byłam przekonana, że dzięki tym pieniądzom brat dostaje najlepszą opiekę.

Pewnego dnia Paweł zadzwonił, kiedy Renaty nie było w domu.

— Mogłabyś odebrać mi leki? — poprosił. — Recepta jest już w systemie.

W aptece zapłaciłam niecałe osiemdziesiąt złotych. Zapytałam farmaceutkę, czy nie brakuje któregoś preparatu. Sprawdziła receptę i zapewniła, że otrzymałam wszystko.

Pojechałam do brata.

— A rehabilitacja? — zapytałam. — Nadal chodzisz prywatnie?

Paweł spojrzał na mnie ze zdziwieniem.

— Byłem na kilku spotkaniach zaraz po szpitalu. Od miesięcy ćwiczę sam w domu.

— To na co Renata wydaje tysiąc dwieście złotych, które co miesiąc jej przelewam?

Brat zamilkł.

W tej chwili do domu wróciła jego żona. Gdy usłyszała pytanie, natychmiast się zdenerwowała.

— Nie tylko leki kosztują! Paweł potrzebuje zdrowego jedzenia, ogrzewania i spokoju.

— W przelewach pisałaś „leczenie Pawła”.

— I co z tego? Jesteśmy małżeństwem. Nasze wydatki są wspólne.

Zażądałam, żeby pokazała mi rachunki. Odmówiła. Paweł siedział przy stole ze spuszczoną głową.

Dopiero kilka dni później prawda wyszła na jaw. Zadzwoniła do mnie siostrzenica Renaty. Powiedziała, że ciotka chwaliła się zebraniem pieniędzy na nową kuchnię. Wysyłała rodzinie zdjęcia projektu i mówiła, że część kosztów pokryje „bogata siostra Pawła”.

Pojechałam do nich bez zapowiedzi. W sypialni Renata trzymała teczkę z wydrukami moich przelewów. Obok leżała umowa z firmą remontową i potwierdzenie wpłaty zaliczki.

— Okradałaś mnie, wykorzystując chorobę mojego brata — powiedziałam.

— Nie dramatyzuj. Przecież nie zbiedniałaś.

— Przez ciebie zrezygnowałam z własnego leczenia.

— Nie masz dzieci. Dla kogo właściwie oszczędzasz? I tak kiedyś wszystko odziedziczy Paweł.

Spojrzałam na brata. Czekałam, aż stanie po mojej stronie.

— Renata nie powinna była kłamać — powiedział cicho. — Ale remont naprawdę jest potrzebny. Może nie róbmy z tego wojny.

Te słowa bolały bardziej niż oszustwo bratowej.

— Wiedziałeś?

Nie odpowiedział. Jego milczenie wystarczyło.

Zabrałam dokumenty i wyszłam. Następnego dnia anulowałam stały przelew. Renata zadzwoniła kilkanaście razy. Kiedy w końcu odebrałam, krzyczała, że przeze mnie stracą zaliczkę i zostaną z rozgrzebaną kuchnią.

— To wasza kuchnia i wasz problem — odpowiedziałam.

Od tej chwili przestała zapraszać mnie do ich domu. Gdy dzwoniłam do Pawła, często odbierała jego telefon i mówiła, że śpi albo źle się czuje. Na święta dostałam krótką wiadomość: „W tym roku chcemy spędzić czas tylko z najbliższymi”.

Zrozumiałam, że po latach pomagania przestałam należeć do najbliższych, gdy tylko zamknęłam portfel.

Kilka tygodni później Paweł przyszedł do mnie sam. Wyglądał na starszego, niż go pamiętałam.

— Tęsknię za tobą — powiedział.

— To dlaczego pozwalasz jej odcinać cię od siostry?

— Nie chcę awantur w domu.

— Więc wolisz krzywdzić mnie, bo ja krzyczę ciszej?

Spuścił głowę.

Nie zerwałam kontaktu z bratem. Spotykamy się czasem w kawiarni albo spacerujemy po parku. Kocham go niezależnie od tego, jak bardzo mnie zawiódł.

Nie odwiedzam jednak jego domu. Nie dlatego, że Renata ma drogie meble kupione częściowo za moje pieniądze.

Nie chodzę tam, ponieważ w tym domu każda filiżanka kawy, każde zaproszenie i każda oznaka rodzinnej życzliwości prędzej czy później otrzymują swoją cenę.