Z pierwszego małżeństwa miał syna, Kamila, który mieszkał z matką w innym mieście.

Twierdził, że była żona utrudnia mu kontakty z dzieckiem.

— Elżbieta zatruła mu głowę — mówił. — Przekonała go, że porzuciłem rodzinę, chociaż sama wyrzuciła mnie z domu.

Współczułam mu. Zachęcałam, żeby dzwonił do syna, pamiętał o urodzinach i próbował odbudować relację. Robert odpowiadał, że potrzebuje czasu. Czasem wyjeżdżał na weekend, podobno właśnie do Kamila.

Pobraliśmy się po dwóch latach. Zamieszkaliśmy w domu, który odziedziczyłam po rodzicach. Robert pomagał przy remoncie, ale większość kosztów pokryłam z oszczędności oraz pieniędzy ze sprzedaży małej działki.

Przez siedem lat nie spotkałam ani Elżbiety, ani Kamila. Mąż pokazywał mi ich zdjęcia, lecz zawsze znajdował powód, żeby nie zapraszać syna do naszego domu.

— Jeszcze nie jest gotowy, żeby cię poznać — tłumaczył.

Wszystko zmieniło się w deszczowy jesienny wieczór.

Ktoś zadzwonił do drzwi. Na ganku stała kobieta w mokrym płaszczu oraz młody mężczyzna. Obok nich leżały trzy duże walizki i kilka kartonów.

— Pani jest Anną? — zapytała kobieta.

Przytaknęłam.

— Jestem Elżbieta. To Kamil, syn Roberta. Mąż powiedział, że możemy już się wprowadzić.

Myślałam, że źle usłyszałam.

— Jaki mąż?

— Robert. Powiedział, że po pani wyprowadzce dom będzie wolny.

Zaprosiłam ich do środka, ponieważ oboje byli przemoczeni. Kamil patrzył na mnie z taką samą dezorientacją, jaką sama czułam.

Elżbieta wyjęła telefon i pokazała mi wiadomości od Roberta. Pisał, że nasze małżeństwo od dawna istnieje tylko na papierze. Twierdził, że mieszkam głównie u siostry i zgodziłam się zostawić mu dom w zamian za pieniądze.

Obiecał byłej żonie, że znów będą rodziną.

W wiadomościach nazywał ją „Elu” i pisał, że żałuje rozwodu. Przesyłał zdjęcia naszej kuchni, sypialni oraz pokoju gościnnego, który rzekomo przygotowywał dla syna.

Kamil pokazał mi własne rozmowy z ojcem. Robert zapewniał, że przepisałam na niego dom i że młody człowiek może rozpocząć studia w naszym mieście, nie martwiąc się o mieszkanie.

— Mama wypowiedziała umowę najmu — powiedział Kamil. — Wszystkie rzeczy mamy tutaj. Tata miał po nas przyjechać, ale przestał odbierać.

Poczułam, jak robi mi się słabo. Robert tego dnia był rzekomo na spotkaniu służbowym. Zadzwoniłam do jego firmy. Sekretarka powiedziała, że od tygodnia przebywa na urlopie.

Przez kolejne dwie godziny porównywałyśmy z Elżbietą jego kłamstwa.

Mnie mówił, że była żona nie pozwala mu widywać syna. Jej opowiadał, że to ja zabraniam Kamilowi przychodzić do domu. Gdy wyjeżdżał na „delegacje”, nocował u Elżbiety. Jej tłumaczył, że wkrótce się rozwiedzie, ale musi najpierw przekonać mnie do wyprowadzki.

Najgorsze było to, że kilka miesięcy wcześniej pożyczył od niej czterdzieści tysięcy złotych. Powiedział, że pieniądze są potrzebne na wykupienie ode mnie udziału w domu.

Dom nigdy nie należał do niego.

Robert wrócił po dwudziestej drugiej. Kiedy zobaczył nas przy jednym stole, zatrzymał się w drzwiach. Przez chwilę nie odezwał się ani słowem.

— Możesz nam to wyjaśnić? — zapytałam.

Najpierw twierdził, że doszło do nieporozumienia. Potem próbował rozmawiać ze mną na osobności. Gdy odmówiłam, oskarżył Elżbietę, że celowo zniszczyła mu życie.

— Chciałem tylko pomóc synowi — krzyczał. — Kamil potrzebuje miejsca na czas studiów!

— A ja? — zapytała Elżbieta. — Dlaczego pisałeś, że do mnie wrócisz?

Robert milczał.

W końcu przyznał, że planował namówić mnie na sprzedaż domu i zakup dwóch mniejszych mieszkań. Jedno miało zostać dla nas, drugie dla syna. Nigdy jednak ze mną o tym nie rozmawiał. Wymyślił własny plan i rozporządzał moim majątkiem, jakby moje zdanie nie miało znaczenia.

— Gdybyście nie zrobiły awantury, wszystko dałoby się załatwić — powiedział.

Wtedy Kamil wstał.

— Nie chcę od ciebie mieszkania — oznajmił. — Chciałem mieć ojca, który przynajmniej raz powie mi prawdę.

Pozwoliłam Elżbiecie i Kamilowi zostać na noc. Robert spakował najpotrzebniejsze rzeczy i pojechał do hotelu. Następnego dnia zmieniłam zamki, zabezpieczyłam dokumenty domu oraz złożyłam wizytę u prawnika.

Elżbieta wynajęła inne mieszkanie. Nie zostałyśmy przyjaciółkami, ale utrzymujemy kontakt. Obie długo czułyśmy wobec siebie niechęć, choć wcześniej nawet się nie znałyśmy. Robert potrzebował dwóch wrogich kobiet, żeby żadna z nas nie porównała jego opowieści z prawdą.

Zawsze wiedziałam, że mąż ma byłą żonę i syna.

Nie wiedziałam, że przez siedem lat miał również dwa domy, dwie wersje własnego życia i plan, w którym każda z nas miała stracić coś ważnego.

Elżbieta straciła pieniądze i dach nad głową. Kamil — resztki zaufania do ojca.

Ja straciłam męża.

Dopiero później zrozumiałam, że człowieka, za którym płakałam, nigdy naprawdę nie było. Istniały tylko jego kłamstwa, starannie dopasowane do osoby, która akurat ich słuchała.