I nie były to puste deklaracje. Sezon Pucharu Świata tylko wzmocnił jej pozycję w gronie światowej czołówki, a trzy miejsca na podium sprawiły, że nazwisko Polki regularnie pojawiało się wśród olimpijskich faworytek slalomu giganta równoległego.

Forma, doświadczenie i znajomość trasy w Livigno układały się w logiczną całość. Wszystko miało sens. Do momentu, w którym sport po raz kolejny przypomniał, że na igrzyskach nie ma miejsca na błędy.

Eliminacje pod kontrolą, faza pucharowa z nadziejami

Rywalizację Król-Walas rozpoczęła spokojnie i pewnie. Piąty czas w eliminacjach dał jej komfort rozstawienia i teoretycznie łatwiejszą drogę w pierwszym biegu fazy pucharowej. W 1/8 finału Polka potwierdziła swoją klasę, pokonując Kanadyjkę Aurelie Moisan bez większych problemów.

W tym momencie wszystko zaczęło wyglądać dokładnie tak, jak planowano. Jedno zwycięstwo dzieliło ją od strefy medalowej. Jedno.

Ćwierćfinał, który zabolał najbardziej

Los skojarzył Polkę z Lucią Dalmasso – reprezentantką gospodarzy i czwartą zawodniczką eliminacji. Pojedynek od pierwszych metrów był niezwykle wyrównany, choć to Król-Walas lepiej weszła w przejazd i przez długi czas utrzymywała minimalną przewagę.

Decydujący okazał się sam finisz. Błąd popełniony na ostatnim fragmencie trasy kosztował ją wszystko. Włoszka wykorzystała potknięcie rywalki i na mecie była szybsza o 0,26 sekundy. Różnica niemal symboliczna, ale na igrzyskach bezlitosna. Dalmasso pojechała dalej i sięgnęła po brąz, a Polce pozostało gorzkie „co by było, gdyby”.

Obrazki, które zostają na długo

Po przegranym ćwierćfinale Król-Walas nie potrafiła ukryć emocji. Długo siedziała na stoku w kasku i goglach, obserwując kolejne przejazdy. Zdejmowała je tylko na moment – by otrzeć łzy. To był jeden z tych obrazów igrzysk, które nie potrzebują komentarza.

Dopiero po zawodach stanęła przed kamerami, wciąż wyraźnie poruszona tym, co wydarzyło się na trasie.

Emocje już puściły, bo się popłakałam (śmiech). A teraz już marzę, żeby jechać do domu i sobie chwilę odpocząć i zapomnieć o tych igrzyskach - przyznała przed kamerą TVP rozczarowana 35-latka, która powstrzymała się od deklaracji nt. przyszłości.

Cisza zamiast decyzji

Król-Walas jasno dała do zrozumienia, że nie jest to moment na rozmowy o kolejnych startach czy sportowych planach. Zamiast analiz i deklaracji potrzebuje spokoju, odpoczynku i dystansu. Po miesiącach przygotowań igrzyska zakończyły się dla niej w najbardziej bolesny sposób – tuż przed medalem.