W czwartek rano Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości, pojawił się w prokuraturze, by złożyć zeznania w sprawie śmierci Barbary Skrzypek – wieloletniej, lojalnej współpracowniczki i osoby niezwykle bliskiej partyjnemu kierownictwu. Po zakończeniu przesłuchania Kaczyński nie unikał kontaktu z mediami. Jego słowa były pełne emocji i jednoznacznych ocen.
Barbara Skrzypek przez lata pracowała u boku najważniejszych polityków PiS. Choć sama rzadko pojawiała się w mediach, była uznawana za jedną z najbardziej zaufanych osób Jarosława Kaczyńskiego. Jej nagła śmierć poruszyła środowisko partyjne i uruchomiła falę pytań, nie tylko o stan zdrowia kobiety, ale i o presję, pod jaką mogła się znaleźć.
Prezes PiS, zapytany o przebieg przesłuchania, ocenił je jako profesjonalne, podkreślając, że nie pojawiły się żadne trudne pytania. Zdecydowanie więcej emocji wzbudziły jednak jego wypowiedzi na temat atmosfery, jaka miała towarzyszyć ostatnim tygodniom życia Skrzypek. — To była bardzo trudna sytuacja. Mówiłem o ogromnym napięciu, które mogło doprowadzić do tragicznego skutku — stwierdził.
Zwrócił również uwagę na to, jak ważne były osobiste obserwacje dotyczące emocjonalnego stanu zmarłej. Skrzypek miała – według jego relacji – wyrażać niepokój wobec działań konkretnych osób, w tym prokurator Ewy Wrzosek. — Ona dobrze wiedziała, kto to jest. Miała swoje zdanie i była zaniepokojona sytuacją — dodał Kaczyński.
Największe kontrowersje wzbudziły jednak słowa prezesa PiS o samym trybie wcześniejszych działań prokuratury wobec Barbary Skrzypek. — Przesłuchanie odbyło się bez obecności pełnomocnika. To się praktycznie nie zdarza. Był to klasyczny przykład ustawki — powiedział bez ogródek.
Choć nie chciał wdawać się w szczegóły, jego wypowiedzi wskazują na to, że traktuje sprawę jako element większej gry politycznej, w której zaufana współpracowniczka padła ofiarą presji instytucjonalnej.
W kontekście sprawy pojawiło się również nazwisko Romana Giertycha, wobec którego Kaczyński nie szczędził ostrych słów. — Mam nadzieję, że Roman Giertych spędzi resztę życia w więzieniu — stwierdził przed wejściem do prokuratury, oskarżając go o działania noszące znamiona zamachu stanu, zgodnie z art. 127 Kodeksu karnego.