Był pierwszą osobą w naszej rodzinie, która miała ukończyć studia.
— Dziadek byłby z ciebie dumny — powiedziałam, wręczając mu wieczne pióro po moim mężu.
Kacper studiował na prywatnej uczelni. Czesne wynosiło osiemset złotych miesięcznie, a miejsce w akademiku kolejne tysiąc sto. Jego matka, moja córka Monika, samotnie spłacała kredyt i twierdziła, że nie może mu pomagać.
— Babciu, poradzę sobie — zapewniał. — Pójdę do pracy.
Nie chciałam, żeby nauka przegrała z rachunkami. Zobowiązałam się opłacać studia i akademik. Co miesiąc przelewałam córce tysiąc dziewięćset złotych. Monika miała przekazywać pieniądze uczelni i administracji budynku.
Moja emerytura wynosiła niewiele ponad trzy tysiące siedemset złotych. Żeby wystarczyło, oszczędzałam na wszystkim. Zimą ogrzewałam tylko jeden pokój, mięso kupowałam raz w tygodniu, a wizytę u protetyka przekładałam przez dwa lata.
Nie żałowałam. Kacper regularnie przesyłał zdjęcia z uczelni. Pokazywał projekty, indeks elektroniczny i oceny z egzaminów.
— Jeszcze zobaczysz, babciu. Kiedy znajdę dobrą pracę, zabiorę cię nad morze — obiecywał.
Po trzech latach oznajmił, że obronił pracę licencjacką. Zaprosił mnie na rodzinny obiad, ale o uroczystym rozdaniu dyplomów mówił niechętnie.
— Sala jest mała, każdy absolwent może przyprowadzić tylko jedną osobę — wyjaśnił. — Pójdzie mama. Tobie później pokażemy zdjęcia.
Postanowiłam zrobić mu niespodziankę. Nawet jeśli nie mogłam wejść do auli, chciałam zaczekać przed budynkiem i wręczyć mu zegarek po dziadku.
Do Warszawy przyjechałam porannym pociągiem. Przed uczelnią stali elegancko ubrani absolwenci z rodzinami. Na tablicy wywieszono listę osób odbierających dyplomy.
Czytałam ją trzy razy.
Nazwiska Kacpra nie było.
Podeszłam do kobiety sprawdzającej zaproszenia.
— Przepraszam, chyba pominięto mojego wnuka. Kacper Majewski, informatyka.
Przejrzała dokumenty.
— Nie mamy takiego absolwenta.
— To niemożliwe. Dzisiaj odbiera dyplom.
— Być może chodzi o inną uczelnię?
Pokazałam jej zdjęcie Kacpra. Stojący obok młody mężczyzna nagle się odwrócił.
— Kacper? Studiowaliśmy razem na pierwszym roku — powiedział. — Ale on został skreślony z listy studentów po pierwszym semestrze. Nie pojawiał się na zajęciach ani egzaminach.
Zrobiło mi się słabo. Usiadłam na schodach i zadzwoniłam do wnuka. Nie odebrał. Monika również odrzuciła połączenie.
Pojechałam pod adres akademika. W recepcji dowiedziałam się, że Kacper wyprowadził się stamtąd ponad dwa lata wcześniej.
Czekałam pod budynkiem uczelni do zakończenia uroczystości. Wtedy zobaczyłam Monikę i Kacpra. Szli w moją stronę bez kwiatów, dyplomu i odświętnych ubrań. Kacper miał na sobie roboczą kurtkę firmy kurierskiej.
Oboje stanęli, gdy mnie zauważyli.
— Babciu, co ty tutaj robisz? — wyszeptał.
— Przyjechałam zobaczyć, jak odbierasz dyplom.
Córka pierwsza odzyskała głos.
— Mamo, nie rób sceny na ulicy.
— Od trzech lat płacę za studia, których nie ma, i akademik, w którym Kacper nie mieszka. Gdzie są moje pieniądze?
Kacper spuścił głowę. Przyznał, że po pierwszym semestrze przestał chodzić na zajęcia. Nie radził sobie i bał się powiedzieć prawdę. Chciał wrócić do domu, lecz Monika przekonała go, żebyśmy nadal wierzyli w jego studia.
— Powiedziała, że pieniądze i tak kiedyś będą nasze — wyszeptał. — Miałem robić zdjęcia pod uczelnią i przesyłać ci fałszywe potwierdzenia.
Spojrzałam na córkę.
— Co robiłaś z przelewami?
— Miałam zaległości w kredycie — odpowiedziała. — Kacper też potrzebował pieniędzy na życie. Wszystko zostało w rodzinie.
— Przelałam wam prawie siedemdziesiąt tysięcy złotych.
— Nie przesadzaj. Przecież nie zostałaś bez jedzenia.
Wyjęłam z torebki pudełko z zegarkiem po mężu.
— Przez dwa lata jadłam najtańsze jedzenie, chodziłam z bolącymi zębami i marzłam we własnym mieszkaniu. Myślałam, że inwestuję w przyszłość wnuka. Tymczasem finansowałam wasze kłamstwo.
Kacper rozpłakał się i próbował mnie objąć. Odsunęłam się.
— Nie straciłeś studiów przez brak pieniędzy. Straciłeś je, a potem pozwoliłeś, żebym płaciła za dyplom, którego nigdy nie miałeś otrzymać.
Wróciłam do domu sama. Tego samego dnia odwołałam stały przelew. Z pieniędzy, które zostały mi po mężu, opłaciłam leczenie zębów i zaległe rachunki za ogrzewanie.
Monika nazwała mnie mściwą. Powiedziała rodzinie, że odwróciłam się od wnuka po jego pierwszym życiowym niepowodzeniu. Nie wspomniała, że przez trzy lata wspólnie podrabiali potwierdzenia i oceny.
Kacper odezwał się po kilku miesiącach. Przyznał, że matka wykorzystała część pieniędzy na kredyt, ale on również z nich korzystał. Zaczął oddawać mi po trzysta złotych miesięcznie. Zapisał się też do szkoły policealnej, którą opłaca już sam.
Nie wiem, czy jeszcze kiedyś zaufam mu tak jak dawniej. Zegarek po dziadku nadal leży w mojej szufladzie.
Na liście absolwentów nie znalazłam nazwiska Kacpra. Tego dnia z mojej własnej listy ludzi, którym ufałam bezgranicznie, zniknęły jednak dwa nazwiska — wnuka i córki.