Podczas jubileuszu mojego małżeństwa powiedziała, że byłem tylko narzędziem zemsty.

Z Magdą przeżyłem trzydzieści lat. Wychowaliśmy córkę i syna, zbudowaliśmy dom, a po przejściu dzieci na swoje zaczęliśmy układać życie od nowa.

Karolina była najlepszą przyjaciółką żony jeszcze ze szkoły. Spędzała z nami święta, jeździła na wakacje i została chrzestną naszej córki. Po odejściu swojego męża, Roberta, coraz częściej odwiedzała Magdę.

Pewnego wieczoru odwoziłem ją do domu. Magda została z wnukiem, a Karolina zaprosiła mnie na kawę.

— Nie powinieneś być tak samotny we własnym małżeństwie — powiedziała.

Pocałowała mnie pierwsza.

Mogłem wstać i wyjść. Zostałem.

Początkowo spotykaliśmy się raz w miesiącu. Potem co tydzień. Okłamywałem żonę, że mam dodatkowe zlecenia, wyjazdy i zebrania. Karolina wynajmowała pokój w hotelu albo zapraszała mnie do swojego mieszkania.

— Odejdę od Magdy — obiecywałem.

— Jeszcze nie — odpowiadała. — Nie chcę niszczyć waszej rodziny.

Uważałem to za dowód jej szlachetności. Dziś wiem, że nie chciała ze mną żyć. Chciała jedynie, żebym zdradzał.

Na trzydziestą rocznicę ślubu dzieci zorganizowały nam przyjęcie. Magda założyła sukienkę, którą kupiłem jej na pierwszą wspólną podróż. Przed gośćmi dziękowała mi za wierność, cierpliwość i wszystkie lata.

Siedziałem obok niej, czując w kieszeni wiadomość od Karoliny:

„Po torcie spotkajmy się na tarasie”.

Karolina przyszła z bukietem białych róż. Ucałowała Magdę i powiedziała, że zazdrości nam tak trwałego małżeństwa.

Po północy wyszedłem na taras.

— Nie możemy dłużej się ukrywać — powiedziałem. — Dzieci są dorosłe. Powiem Magdzie i zaczniemy wszystko od nowa.

Karolina roześmiała się.

— Naprawdę nadal myślisz, że chciałam z tobą być?

— Przecież spotykamy się od sześciu lat.

— Spotykałam się z tobą, bo chciałam, żeby Magda poczuła to samo co ja.

Wyjęła z torebki pożółkłą kopertę. W środku znajdowały się listy pisane ręką mojej żony do Roberta, męża Karoliny.

Pierwszy pochodził sprzed osiemnastu lat.

„Wczorajszej nocy nigdy nie zapomnę”.

„Tomasz niczego nie podejrzewa”.

„Karolina nie może się dowiedzieć”.

Zrobiło mi się słabo.

— Magda i Robert byli razem?

— Przez prawie rok. Znalazłam te listy po jego odejściu. Twoja żona przychodziła do mnie, pocieszała mnie i pomagała porządkować jego rzeczy. Wiedziała, że płaczę za człowiekiem, z którym mnie zdradzała.

— Dlaczego nie powiedziałaś mi od razu?

— Bo słowa nie wystarczyłyby. Chciałam odebrać jej to, co ona odebrała mnie.

— Czyli nigdy mnie nie kochałaś?

— Nie. Wiedziałam tylko, że wystarczy powiedzieć ci kilka komplementów. Resztę zrobiła twoja próżność.

Wtedy za naszymi plecami otworzyły się drzwi. Na tarasie stała Magda. Nie wiedziałem, jak długo słuchała.

Spojrzała na listy w mojej dłoni, a potem na Karolinę.

— Znalazłaś je — wyszeptała.

— Sześć lat temu — odpowiedziała Karolina. — Tyle czasu zajęło mi zniszczenie tego, co ty zniszczyłaś mnie.

Magda rozpłakała się.

— To zakończyło się wiele lat temu. Robert chciał odejść od ciebie, ale nie pozwoliłam mu. Żałowałam każdego dnia.

— A mimo to patrzyłaś mi w oczy i milczałaś.

Karolina weszła do salonu, położyła kopię listów obok jubileuszowego tortu i wyszła. Zostaliśmy sami na tarasie, podczas gdy za ścianą bawiły się nasze dzieci i wnuki.

— Od jak dawna z nią jesteś? — zapytała Magda.

— Sześć lat.

Uderzyła mnie w twarz.

— Ona cię uwiodła z zemsty, ale wracałeś do niej z własnej woli.

Próbowałem pytać o Roberta. Chciałem krzyczeć, że ona zdradziła pierwsza, że całe nasze małżeństwo zostało zbudowane na kłamstwie.

— To, co zrobiłam, było podłe — powiedziała. — Ale ty nie wiedziałeś o moim romansie. Nie zdradzałeś mnie z bólu ani w odwecie. Robiłeś to, bo chciałeś.

Te słowa odebrały mi ostatnią wymówkę.

Przyjęcie zakończyło się przed pierwszą w nocy. Dzieci zobaczyły listy i usłyszały część kłótni. Nasz jubileusz, który miał potwierdzić trwałość rodziny, stał się dniem jej rozpadu.

Następnego ranka Magda kazała mi się wyprowadzić. Karolina nie odbierała telefonu. Po tygodniu przysłała tylko jedną wiadomość:

„Rachunek został wyrównany. Nie szukaj mnie”.

Myliła się. Żaden rachunek nie został wyrównany. Robert już nie żył, Karolina została sama, Magda straciła przyjaciółkę i męża, a nasze dzieci dowiedziały się, że oboje rodzice przez lata je okłamywali.

Rozwód zakończył się po ośmiu miesiącach. Karoliny nie zobaczyłem już nigdy.

Długo powtarzałem sobie, że zostałem wykorzystany. Było to łatwiejsze niż przyznanie, że sam pozwoliłem się użyć. Karolina chciała zranić moją żonę i znalazła idealne narzędzie — mężczyznę, który uznał własną zdradę za dowód wielkiej miłości.

Na trzydziestą rocznicę ślubu dostałem od kochanki prawdę o żonie. Żonie podarowałem prawdę o sobie.

Do dziś nie wiem, która z tych prawd zniszczyła nas bardziej.