Piotr mieszkał wtedy sam, a ona wpadała podlewać kwiaty i zostawiać mu jedzenie. Po naszym ślubie uznała, że nic się nie zmieniło.

Potrafiła wejść bez pukania w niedzielę o siódmej rano. Zaglądała do lodówki, przestawiała rzeczy w szafkach i sprawdzała, czy koszule jej syna są odpowiednio wyprasowane.

— Traktuj ją jak rodzinę — prosił Piotr. — Mama po prostu chce pomóc.

Problem w tym, że jej pomoc zawsze kończyła się krytyką. Zupa była za słona, podłoga niedokładnie umyta, a ja rzekomo wydawałam zbyt dużo pieniędzy. Kilka razy prosiłam, żeby oddała klucze. Udawała, że nie słyszy.

Wszystko stało się jeszcze trudniejsze po narodzinach naszej córki. Poród zakończył się nagłym cesarskim cięciem. Straciłam dużo krwi, rana długo się goiła, a mała Lena budziła się niemal co godzinę.

Przez pierwsze tygodnie funkcjonowałam jak we mgle. Bolało mnie całe ciało, ale teściowa uważała, że przesadzam.

— Kiedy ja urodziłam Piotrusia, następnego dnia gotowałam obiad — powtarzała. — Dzisiejsze kobiety są takie delikatne.

Pewnej soboty Piotr zobaczył, że prawie zasypiam na stojąco.

— Idź do sypialni. Ja zajmę się Leną — powiedział.

Po raz pierwszy od narodzin córki przespałam trzy godziny bez przerwy.

Obudził mnie krzyk teściowej.

Weszła do mieszkania bez pukania i zastała Piotra przy przewijaku. Syn trzymał zabrudzoną pieluchę, na ramieniu miał mokrą plamę po mleku, a w pralce wirowały dziecięce ubranka.

— Co ty robisz?! — zawołała.

— Zmieniam córce pieluchę.

— A twoja żona gdzie?

— Śpi.

Teściowa uznała ten widok za coś potwornego. Wpadła do sypialni, odsłoniła zasłony i zerwała ze mnie kołdrę.

— Wstawaj! Twoje dziecko płacze, a mój syn grzebie w brudnych pieluchach! Jak możesz leżeć, kiedy on wykonuje takie obrzydliwe czynności?

Próbowałam się podnieść, ale rana po operacji zapiekła tak mocno, że krzyknęłam.

— Proszę wyjść — powiedziałam.

— To mieszkanie mojego syna!

Wtedy w drzwiach stanął Piotr z Leną na rękach. Był blady ze złości.

— To jest nasze mieszkanie. A Lena jest również moim dzieckiem. Zmienianie jej pieluchy nie jest obrzydliwe. Obrzydliwe jest wtargnięcie do sypialni mojej żony i poniżanie jej, gdy ledwo dochodzi do siebie.

Teściowa zamarła. Nigdy wcześniej Piotr nie podniósł na nią głosu.

— Ona zrobiła z ciebie służącego — wyszeptała.

— Nie. Zostałem mężem i ojcem.

Wyciągnął rękę.

— Oddaj klucze.

Teściowa zacisnęła je w dłoni. Powiedziała, że syn jeszcze będzie błagał ją o pomoc, a ja rozbiję ich rodzinę. W końcu rzuciła klucze na podłogę i wyszła, trzaskając drzwiami.

Tego samego dnia wymieniliśmy zamki. Piotr obawiał się, że jego matka wcześniej zrobiła kopię.

Przez kolejne tygodnie opowiadała całej rodzinie, że zabraniam jej widywać wnuczkę i zmuszam męża do wykonywania „kobiecych obowiązków”. Nie wspomniała, że weszła do naszej sypialni bez pozwolenia ani że lekarze kazali mi odpoczywać po operacji.

Miesiąc później pojawiła się pod drzwiami z garnkiem rosołu. Nacisnęła klamkę i dopiero wtedy zrozumiała, że stare klucze naprawdę już nie działają.

Nie otworzyliśmy od razu. Piotr zapytał przez domofon, czy uprzedziła nas o wizycie. Kiedy odpowiedziała, że matka nie musi się zapowiadać, spokojnie powiedział:

— W takim razie porozmawiamy innym razem.

Od tamtej soboty teściowa twierdzi, że zupełnie nie poznaje własnego syna. Ma rację. Piotr wreszcie przestał być chłopcem, do którego mieszkania mama może wejść o każdej porze.

Stał się mężem i ojcem, który potrafił zamknąć drzwi przed każdym, kto nie szanował jego rodziny.