Mama wyjechała za granicę i stopniowo przestała się odzywać, a ojca prawie nie znałam. To babcia chodziła na szkolne zebrania, siedziała przy moim łóżku podczas choroby i pożyczyła pieniądze, żebym mogła skończyć studia.
W ostatnich latach to ja opiekowałam się nią. Robiłam zakupy, woziłam do lekarzy i pomagałam się kąpać. Ciotka Elżbieta oraz wujek Marian odwiedzali ją głównie przed świętami. Kuzyni dzwonili wtedy, gdy potrzebowali pieniędzy.
Babcia często ściskała mnie za rękę i mówiła:
— Ty jesteś moim najbliższym człowiekiem. Nigdy nie zostawię cię samej.
Dlatego podczas odczytania testamentu byłam pewna, że zostawiła mi przynajmniej jakąś pamiątkę.
Notariusz przeczytał dokument. Dom przypadł ciotce i wujkowi. Oszczędności podzielono między troje kuzynów. Biżuterię babcia zapisała mojej matce, choć nie widziała jej od kilkunastu lat.
Moje nazwisko nie pojawiło się ani razu.
— To wszystko? — zapytałam.
Notariusz skinął głową.
Ciotka Elżbieta udawała zaskoczoną, ale widziałam satysfakcję w jej oczach.
— Widocznie mama miała swoje powody — powiedziała. — Opieka nad starszą osobą nie oznacza, że należy ci się nagroda.
Nie chodziło mi o nagrodę. Bolało mnie, że babcia nie zostawiła nawet listu ani zdjęcia. Jakby wykreśliła mnie z życia, chociaż jeszcze tydzień przed odejściem szeptała, że jestem jej ukochaną wnuczką.
Przez kilka dni prawie nie wychodziłam z domu. Analizowałam każdą rozmowę i zastanawiałam się, czy jej miłość była tylko sposobem na zapewnienie sobie bezpłatnej opieki.
Ciotka szybko zaczęła porządkować dom. Zadzwoniła, żebym odebrała swoje rzeczy.
— Resztę wyrzucamy albo sprzedajemy — oznajmiła. — Nie będziemy trzymać starych gratów.
Pojechałam po album ze zdjęciami i maszynę do szycia, którą babcia obiecała mi wiele lat wcześniej. W kuchni stały kartony pełne książek, zeszytów z przepisami i starych naczyń.
— Możesz zabrać te śmieci — powiedziała ciotka. — I tak jadą na makulaturę.
Wzięłam zeszyt z przepisami. Babcia zapisywała w nim wszystko: sposób na makowiec, daty szczepień psa, a nawet numery telefonów sąsiadek.
Między stronami z przepisem na szarlotkę znalazłam złożoną kartkę.
„Magdo, jeśli czytasz ten list, znaczy, że nie mogłam już powiedzieć ci prawdy. Elżbieta przywiozła człowieka, który kazał mi podpisać dokument. Mówiła, że chodzi o zgodę na leczenie. Dopiero później zrozumiałam, że podpisałam testament. Bałam się jej powiedzieć, że wiem”.
Ręce zaczęły mi drżeć.
Na następnej stronie znajdował się drugi dokument, w całości napisany ręką babci, opatrzony późniejszą datą i podpisem. Babcia odwoływała wcześniejsze rozporządzenia. Dom zapisywała mnie, a oszczędności dzieliła po równo między pozostałych członków rodziny.
Na końcu napisała:
„Nie zostawiam Magdzie domu za opiekę. Zostawiam go osobie, która przez wszystkie lata sprawiła, że ten budynek był prawdziwym domem”.
Natychmiast pojechałam do prawnika. Wyjaśnił, że własnoręcznie sporządzony i podpisany testament może być ważny. Dokument trzeba było jednak przedstawić w sądzie i potwierdzić jego autentyczność.
Kiedy ciotka dowiedziała się o znalezisku, oskarżyła mnie o fałszerstwo. Twierdziła, że wykorzystałam chorobę babci i sama napisałam testament. Wujek przestał odbierać moje telefony, a kuzyni rozpowiadali, że próbuję ukraść rodzinny majątek.
Sprawa trwała wiele miesięcy. Biegły porównał pismo z listami oraz starymi zeszytami babci. Sąsiadka zeznała, że widziała, jak babcia chowała dokument w kuchni. Lekarka potwierdziła, że w dniu jego sporządzenia była świadoma i zdolna podejmować decyzje.
Sąd uznał późniejszy testament.
Ciotka wybiegła z sali, krzycząc, że babcia została zmanipulowana. Nie wspomniała, że sama przywiozła ją wcześniej do kancelarii i przez kilka tygodni nie pozwalała mi odwiedzać jej bez zapowiedzi.
Dostałam dom, ale straciłam niemal całą rodzinę. Mama zadzwoniła tylko raz, żeby zapytać, czy mimo wszystko oddam jej część pieniędzy. Kuzyni usunęli mnie z kontaktów.
Czasem siedzę w kuchni babci i czytam jej zeszyt. Plamy po mące nadal są widoczne przy przepisie na szarlotkę. To tam ukryła odpowiedź na pytanie, które nie dawało mi spokoju.
Babcia nie kłamała, że mnie kocha.
Kłamali ludzie, którzy chcieli, żebym w to zwątpiła, zanim zdążę zajrzeć między kartki przeznaczone na makulaturę.