Miała to być podróż z okazji naszej dwudziestej piątej rocznicy ślubu. Kiedy jednak teściowa zaczęła narzekać, że po odejściu męża została sama i nigdzie nie wyjeżdża, zaproponowałam, żeby pojechała z nami.

— Naprawdę chcesz zabrać moją mamę? — zapytał zaskoczony Piotr.

— Może zmiana otoczenia dobrze jej zrobi.

Opłaciliśmy jej przelot, osobny pokój i wszystkie wycieczki. Teściowa nie wydała ani złotówki. Mimo to już na lotnisku stwierdziła, że wybraliśmy niewygodne miejsca w samolocie.

W hotelu skrytykowała widok z okna, twardość materaca i brak polskich kanałów w telewizji. W restauracjach narzekała, że porcje są małe, a makaron smakuje gorzej niż ten, który gotuje w domu.

— Tyle pieniędzy wyrzuciliście, żeby jeść suche kluski — powtarzała.

Starałam się nie reagować. Piotr prosił, żebym była wyrozumiała.

— Mama wciąż czuje się samotna. Dlatego jest rozdrażniona.

Trzeciego dnia pojechaliśmy do Florencji. Chciałam zwiedzić galerię, lecz teściowa oznajmiła, że bolą ją nogi. Zostałam więc z nią w kawiarni, podczas gdy Piotr sam poszedł obejrzeć muzeum.

Następnego dnia zrezygnowaliśmy z wycieczki do winnicy, bo przeszkadzał jej upał. Później odwołaliśmy rejs, ponieważ bała się wejść na łódź.

Każda nasza próba spędzenia choćby godziny we dwoje kończyła się jej bólem głowy, dusznością albo pretensjami.

— Przyjechaliście ze mną, a teraz chcecie mnie porzucić w obcym kraju — mówiła.

Najważniejszym punktem wyjazdu miała być uroczysta kolacja w rocznicę naszego ślubu. Piotr wcześniej zarezerwował stolik w niewielkiej restauracji z widokiem na morze. Kupiłam granatową sukienkę, a mąż po raz pierwszy od dawna założył marynarkę.

Teściowa zeszła do holu ubrana na czarno.

— Widzę, że urządzacie przedstawienie — rzuciła. — Nie każdy ma powody do świętowania.

Przy kolacji Piotr wzniósł toast.

— Za moją żonę. Bez niej nie zbudowałbym niczego, co dziś mamy.

Teściowa odstawiła kieliszek tak gwałtownie, że wino rozlało się na obrus.

— Ciekawe, czy nadal będziesz tak mówił, kiedy dowiesz się, z kim żyjesz.

Wyjęła z torebki puste pudełko po biżuterii. Oznajmiła, że z jej pokoju zniknęła złota bransoletka. Rodzinna pamiątka, której nigdy nie zdejmowała podczas ważnych okazji.

— Widziałam, jak Agnieszka rano wychodziła z mojego pokoju — powiedziała głośno. — Nikt inny nie wiedział, gdzie ją trzymam.

Przy sąsiednich stolikach zapadła cisza. Kelner wezwał kierownika restauracji. Teściowa zażądała przeszukania mojej torebki.

Byłam tak oszołomiona, że sama wysypałam jej zawartość na stół.

Bransoletka wypadła spomiędzy chusteczek.

Poczułam, jak uginają się pode mną nogi.

— Nie włożyłam jej tam — wyszeptałam.

Piotr patrzył raz na mnie, raz na matkę. W jego oczach zobaczyłam wahanie. To zabolało bardziej niż oskarżenie.

— Agnieszka nie kradnie — powiedział w końcu. — Musi istnieć jakieś wyjaśnienie.

— Zawsze jej bronisz! — krzyknęła teściowa. — Nawet kiedy okrada twoją matkę!

Wróciliśmy do hotelu. Kierownik sprawdził zapisy elektronicznych zamków oraz porozmawiał z obsługą. Okazało się, że teściowa poprosiła pokojówkę o otwarcie naszego pokoju, twierdząc, że zostawiła tam lekarstwa. Kobieta pamiętała, że teściowa przez kilka minut była w środku sama.

Kiedy Piotr ją o to zapytał, najpierw zaprzeczała. Później powiedziała, że tylko chciała pożyczyć ładowarkę. W końcu zaczęła płakać.

— Musiałam otworzyć ci oczy — tłumaczyła synowi. — Odkąd się z nią ożeniłeś, jestem dla ciebie nikim. Liczy się tylko ona.

— Więc podrzuciłaś żonie bransoletkę? — zapytał Piotr.

— Chciałam sprawdzić, komu uwierzysz.

Wtedy zrozumiałam, że całe wakacje były dla niej próbą. Każdy ból, każde narzekanie i każda awantura miały udowodnić, że Piotr powinien stawiać matkę ponad własną żonę.

Mąż kupił jej bilet powrotny na następny dzień. Na lotnisku teściowa powiedziała, że już nie ma syna. Piotr odpowiedział tylko:

— To ty próbowałaś odebrać mi rodzinę.

Zostaliśmy we Włoszech do końca pobytu, ale nie potrafiliśmy już cieszyć się widokami. Podczas rocznicowej kolacji miałam usłyszeć, że mąż nadal wybrałby mnie po dwudziestu pięciu latach.

Zamiast tego dowiedziałam się, że jego matka była gotowa zrobić ze mnie złodziejkę, aby sprawdzić, czy nadal ma nad nim władzę.

Bransoletkę zostawiła na hotelowym stoliku. Do dziś leży u nas w szufladzie, ponieważ teściowa nie chciała jej przyjąć.

Piotr twierdzi, że to tylko kawałek złota. Dla mnie jest dowodem, że człowiek, który pragnie rozbić cudze małżeństwo, nie zawsze stoi po drugiej stronie drzwi.

Czasem jedzie z nami na wakacje i nazywa się rodziną.