Jej ojciec wyjechał do pracy za granicę i początkowo obiecywał, że wróci. Po kilku miesiącach przestał odbierać telefon, a alimenty dostawałam wyłącznie wtedy, gdy odnalazł go komornik.
Pracowałam w piekarni. Wstawałam przed czwartą, a po powrocie sprzątałam mieszkania. Czasami byłam tak zmęczona, że zasypiałam przy stole, pomagając córce w lekcjach.
Mimo to codziennie zaglądałam do pani Heleny, sąsiadki z naprzeciwka.
Miała ponad osiemdziesiąt lat, chore serce i problemy z poruszaniem się. Jej jedyny krewny, siostrzeniec Dariusz, odwiedzał ją raz w miesiącu — zwykle w dniu, w którym otrzymywała emeryturę.
Robiłam jej zakupy, odbierałam recepty i pomagałam w kąpieli. Kiedy dostała wysokiej gorączki, przesiedziałam przy niej całą noc. Następnego dnia poszłam do pracy bez chwili snu.
— Po co się tak poświęcasz? — pytała kierowniczka piekarni. — Przecież to obca kobieta.
Dla mnie nie była obca. Pilnowała Julii, gdy musiałam zostać dłużej w pracy. Pomagała jej w lekcjach i uczyła gry na pianinie. Przed emeryturą pracowała w szkole muzycznej.
Julia miała talent. Pani Helena powtarzała, że dziewczyna powinna zdawać do akademii muzycznej. Ja zmieniałam temat, bo wiedziałam, że nie będzie mnie stać na akademik, podróże ani dobry instrument.
Pewnego dnia Dariusz zastał mnie, gdy myłam okna u ciotki.
— Wiem, na co liczysz — powiedział. — Mieszkanie jest moje. Możesz przestać odgrywać troskliwą sąsiadkę.
Poczułam, jak płoną mi policzki.
— Nigdy nie wzięłam od pani Heleny nawet złotówki.
— Takie jak ty nie robią niczego bezinteresownie.
Od tamtej chwili kontrolował każdą wizytę. Przeglądał paragony i liczył pieniądze w portfelu ciotki. Pewnego wieczoru przyprowadził dwóch sąsiadów i przy nich oskarżył mnie o zabranie złotego pierścionka.
Biżuteria znalazła się następnego dnia w kieszeni szlafroka. Dariusz nie przeprosił.
Najbardziej zabolało mnie jednak zachowanie pani Heleny. Kilka tygodni później poprosiła, żebym oddała klucze i więcej nie przychodziła.
— Rodzina zorganizowała mi opiekunkę — powiedziała chłodno. — Nie potrzebuję już twojej pomocy.
Wróciłam do domu i rozpłakałam się. Julia również to przeżyła, ale zabroniłam jej chodzić do sąsiadki. Nie chciałam, żeby Dariusz ponownie oskarżył nas o kradzież albo wyłudzanie pieniędzy.
Przez kolejne miesiące widywałam panią Helenę jedynie przez okno. Czasami podnosiła rękę, jakby chciała mi pomachać, lecz po chwili opuszczała ją na kolana.
Późną jesienią jej mieszkanie opustoszało. Odeszła w szpitalu. O terminie pogrzebu dowiedziałam się od innej sąsiadki.
Dariusz zobaczył mnie przed kaplicą.
— Mam nadzieję, że nie przyszłaś tu po klucze — syknął. — Ciotka przepisała mieszkanie mnie.
Nie odpowiedziałam. Położyłam na grobie białe róże i wróciłam do domu.
Dwa tygodnie później zadzwonił notariusz.
Pani Helena rzeczywiście zostawiła mieszkanie siostrzeńcowi. Julii zapisała jednak swoje oszczędności oraz pianino. Było to osiemdziesiąt sześć tysięcy złotych — pieniądze odkładane przez wiele lat.
Do testamentu dołączyła list.
Wyjaśniła, że celowo zerwała ze mną kontakt. Dariusz groził, że oskarży mnie o wykorzystywanie chorej osoby i będzie próbował odebrać mi córkę. Pani Helena bała się, że spełni groźbę, dlatego wynajęła opiekunkę i udawała, że już mnie nie potrzebuje.
„Aniu, oddałaś mi coś, czego nie potrafił dać mi własny krewny — czas. Nie chcę płacić Ci za dobroć, bo ona nie ma ceny. Chcę tylko, żeby Julia mogła wykorzystać talent, który w niej zobaczyłam”.
Dariusz próbował podważyć testament. Przez kilka miesięcy nazywał mnie oszustką i twierdził, że zmanipulowałam jego ciotkę. Dokument został jednak sporządzony dużo wcześniej, w obecności lekarza oraz dwóch świadków.
Julia dostała się na wymarzone studia. Pianino pani Heleny stoi dziś w naszym salonie. Na jego wieku trzymamy oprawiony list.
Przez długi czas myślałam, że sąsiadka odrzuciła mnie wtedy, gdy najbardziej potrzebowała pomocy. Dopiero po jej odejściu zrozumiałam, że do ostatniej chwili próbowała chronić mnie i moją córkę.
Ja przynosiłam jej zakupy i lekarstwa.
Ona dała Julii przyszłość, której sama nie potrafiłabym jej zapewnić.