Przygotowałam kolację, wyjęłam najlepszy obrus i upiekłam jego ulubione ciasto. On położył na stole klucze i oznajmił:
– Nie chcę spędzić reszty życia, patrząc, jak się starzejesz.
Myślałam, że źle usłyszałam. Miałam sześćdziesiąt siedem lat, on był ode mnie o trzy lata starszy.
– Poznałem kobietę, która jeszcze potrafi cieszyć się życiem – dodał. – Przy tobie wszystko jest takie przewidywalne.
Tą kobietą była Danuta, jego dawna koleżanka z pracy. Jeździła na wycieczki, chodziła na koncerty i ubierała się kolorowo. Jerzy mówił o niej z zachwytem, jakby odkrył zupełnie inny świat.
Nie przypomniał sobie, że przez lata to on zabraniał mi żyć inaczej.
Kiedy chciałam studiować malarstwo, przekonał mnie, że rodzina potrzebuje pieniędzy. Gdy zapisałam się na kurs tańca, wyśmiał mnie i powiedział, że mam pilnować dzieci. Każdy wyjazd uważał za stratę pieniędzy, kolorowe ubrania za niepoważne, a spotkania z koleżankami za zaniedbywanie domu.
Przez czterdzieści pięć lat gotowałam to, co lubił, oglądałam jego programy i spędzałam wakacje na działce, choć zawsze marzyłam o morzu. Teraz odchodził do kobiety, która robiła wszystko to, czego mnie wcześniej odmawiał.
Po jego wyprowadzce przez kilka dni nie wstawałam z łóżka. Nie umiałam zasnąć bez jego chrapania, choć przez lata na nie narzekałam. Gotowałam za dużo jedzenia, nakrywałam do stołu dla dwóch osób i nasłuchiwałam klucza w zamku.
Najgorsze przyszło, gdy znalazłam na jego półce kopertę z biletami lotniczymi. Jerzy i Danuta wybierali się do Włoch. Była to podróż, o którą prosiłam go od trzydziestu lat.
Rozpłakałam się na podłodze w przedpokoju. Znalazła mnie tam córka.
– Mamo, tata zabrał ci najlepsze lata – powiedziała. – Nie pozwól mu zabrać również tych, które jeszcze masz.
Następnego dnia pomalowałam kuchnię na żółto. Jerzy zawsze twierdził, że ten kolor jest krzykliwy. Potem poszłam do fryzjera i kupiłam czerwoną sukienkę, choć drżały mi ręce, gdy płaciłam.
Najtrudniej było zapisać się na zajęcia malarskie. Stałam przed drzwiami pracowni i prawie uciekłam. W środku pachniało farbą i drewnem. Gdy pierwszy raz od kilkudziesięciu lat dotknęłam pędzlem płótna, zaczęłam płakać.
Kilka miesięcy później sprzedałam duży dom. Jerzy dostał należną mu część, a ja kupiłam małe mieszkanie blisko morza. Dzieci mówiły, że w moim wieku taka przeprowadzka to szaleństwo. Odpowiedziałam, że po raz pierwszy chcę popełnić własne szaleństwo.
Zaczęłam spacerować po plaży, poznałam nowych ludzi i pojechałam z grupą seniorów do Rzymu. Stałam przed fontanną, o której marzyłam przez pół życia, i nie czułam już żalu. Jerzy nie spełnił mojego marzenia, więc zrobiłam to sama.
Rok później Danuta go zostawiła. Okazało się, że wspólne podróże są przyjemne, ale codzienność z człowiekiem, który oczekuje obiadu podanego o tej samej godzinie, już nie.
Jerzy zadzwonił i powiedział, że chce wrócić.
– Przecież spędziliśmy razem całe życie – przypomniał.
– Nie – odpowiedziałam. – Ja spędziłam życie przy tobie. Teraz wreszcie spędzam je ze sobą.
Rozłączyłam się i wróciłam do malowania. Za oknem szumiało morze, a na sztaludze stał mój pierwszy obraz przeznaczony na wystawę.
Mąż zostawił mnie po czterdziestu pięciu latach. Byłam przekonana, że moje życie się skończyło. Tymczasem dopiero wtedy zrozumiałam, że wcześniej właściwie nie należało do mnie.