— Daj mi trochę cukru, bo nie chce mi się iść do sklepu.
— Daj mi dwa jajka, rano odkupię.
— Pożycz mi proszek do prania. Przecież jesteśmy sąsiadkami.
Mieszkała naprzeciwko mnie, a jej córka Lena przyjaźniła się z moją dziesięcioletnią Zosią. Dziewczynki chodziły do jednej klasy, razem odrabiały lekcje i spędzały niemal każde popołudnie. Nie chciałam psuć ich relacji z powodu kilku jajek czy kubka cukru.
Problem w tym, że Renata nigdy niczego nie oddawała.
Po kilku miesiącach przestała nawet udawać, że prosi. Otwierałam drzwi, a ona od razu mówiła:
— Daj mi pięćdziesiąt złotych, jutro mam wypłatę.
Albo:
— Zawieź mnie do miasta. Ty i tak masz samochód.
Pewnej soboty przyszła o siódmej rano z Leną i torbą pełną ubrań.
— Weź ją na weekend. Muszę wyjechać.
— Nie mogę. Obiecałam rodzicom, że ich odwiedzę.
— To zabierz obie dziewczynki. Będą się razem bawiły.
Wcisnęła torbę w moje ręce i zbiegła po schodach. Nie zdążyłam nawet zapytać, kiedy wróci.
Przez dwa dni nie odbierała telefonu. Lena nie miała piżamy, leków na alergię ani pieniędzy. W niedzielę wieczorem dostałam wiadomość: „Będę jutro. Daj jej coś na kolację”.
Renata wróciła dopiero w poniedziałek po południu. Nie przeprosiła. Zapytała tylko, czy wyprałam ubrania córki.
Mąż uważał, że powinniśmy natychmiast zakończyć tę znajomość.
— Ona cię wykorzystuje — powtarzał. — Za każdym razem ustępujesz, więc żąda coraz więcej.
— A co z dziewczynkami? — odpowiadałam. — Zosia będzie cierpieć.
Nie przyznawałam się, że bałam się Renaty. Potrafiła godzinami obmawiać ludzi z naszego bloku. Jedną sąsiadkę oskarżyła o kradzież paczki, inną o romans. Wiedziałam, że jeśli się sprzeciwię, następnego dnia cała szkoła usłyszy wymyśloną historię na mój temat.
Wkrótce zaczęła przysyłać do mnie Lenę niemal codziennie. Dziewczynka zawsze była głodna. Jadła obiad, a później chowała kanapki do plecaka.
— Mama nie gotuje? — zapytałam delikatnie.
Lena spuściła wzrok.
— Mówi, że mogę zjeść u Zosi, bo wy macie dużo pieniędzy.
Nie mieliśmy. Spłacaliśmy kredyt, a mój mąż właśnie stracił część zleceń. Mimo to nie potrafiłam odmówić jedzenia dziecku.
Pewnego dnia Renata zauważyła, że moja mama dała mi złotą bransoletkę po babci.
— Daj mi ją na sobotę — powiedziała. — Idę na wesele i pasowałaby do sukienki.
— Nie. To rodzinna pamiątka.
Jej twarz natychmiast się zmieniła.
— Jaka z ciebie przyjaciółka? Tyle razy pozwalam Lenie bawić się z twoją córką, a ty żałujesz mi jednej bransoletki?
Zrozumiałam wtedy, że uważała przyjaźń dzieci za usługę, za którą powinnam płacić.
Prawdziwa granica została jednak przekroczona miesiąc później.
Renata zapukała późnym wieczorem. W ręku trzymała torbę podróżną.
— Wyjeżdżamy z Leną na dwa tygodnie. Daj mi klucze do swojego mieszkania.
— Po co?
— Mój brat będzie podlewał u mnie kwiaty. U ciebie też czasem posiedzi. Pokłócił się z dziewczyną i nie ma gdzie spać.
Patrzyłam na nią, przekonana, że źle usłyszałam.
— Nie dam kluczy obcemu człowiekowi.
— Przecież przez dwa tygodnie was nie będzie. Zosia mówiła, że jedziecie nad morze. Mieszkanie będzie stało puste.
Zrobiło mi się zimno. Nie mówiłam Renacie o wyjeździe. Wiedziała o nim od mojej córki.
— Nie zgadzam się.
— W takim razie Lena nie będzie już spotykała się z Zosią — odpowiedziała. — Skoro nie potrafisz pomóc mojej rodzinie, nie widzę powodu, żeby nasze dzieci się przyjaźniły.
Za drzwiami stała Lena. Miała łzy w oczach.
— Mamo, proszę…
— Milcz! — krzyknęła Renata.
Po raz pierwszy nie pomyślałam o plotkach ani o tym, co powie córka.
— Nie dostaniesz kluczy. I nigdy więcej nie zostawisz u mnie dziecka bez wcześniejszego uzgodnienia.
Renata zaczęła krzyczeć, że jestem skąpa i fałszywa. Obiecała, że wszyscy dowiedzą się, jak źle traktuję jej córkę. Potem chwyciła Lenę za rękę i odciągnęła ją do mieszkania.
Następnego dnia Zosia wróciła ze szkoły zapłakana. Renata powiedziała wychowawczyni, że głodzę Lenę podczas jej wizyt i zmuszam ją do sprzątania w zamian za jedzenie.
Na szczęście zachowałam wiadomości, w których sąsiadka polecała mi karmić córkę i zostawiała ją na całe weekendy. Pokazałam je wychowawczyni oraz szkolnej pedagog. Opowiedziałam też o tym, że dziewczynka regularnie przychodzi głodna.
Szkoła zainteresowała się sytuacją Leny. Wtedy wyszło na jaw, że Renata od miesięcy znikała na całe noce, zostawiając córkę samą. Pieniądze, które pożyczała od sąsiadów, wydawała na wyjazdy z nowym partnerem.
Ojciec Leny wcześniej mieszkał za granicą. Kiedy dowiedział się, co się dzieje, wrócił do kraju i wystąpił o opiekę nad córką. Lena zamieszkała z nim u swoich dziadków, kilka ulic dalej.
Renata oskarżyła mnie, że zniszczyłam jej rodzinę. Krzyczała na klatce schodowej, że zrobiłam to z zemsty za klucze.
Przez pewien czas zastanawiałam się, czy powinnam była milczeć. Odpowiedź przyszła, gdy Lena odwiedziła nas razem z ojcem. Wyglądała spokojniej i nie rzuciła się od razu na jedzenie.
— Dziękuję, że powiedziała pani prawdę — szepnęła. — Bałam się zostawać sama, ale mama zabroniła mi komukolwiek mówić.
Dziewczynki nadal się przyjaźnią. To nie moja odmowa zagrażała ich relacji. Niebezpieczne było moje wielomiesięczne milczenie.
Chciałam uniknąć sąsiedzkiej kłótni, dlatego oddawałam Renacie jedzenie, pieniądze, czas i spokój. Dopiero kiedy zażądała kluczy do mojego domu, zrozumiałam, że człowiekowi, który nie zna granic, nigdy nie wystarczy to, co już dostał.
Zawsze wróci i powie: „Daj mi jeszcze”.