Razem piłyśmy kawę, robiłyśmy zakupy i pilnowałyśmy sobie mieszkań podczas wyjazdów. Kiedy odszedł mój mąż, to ona siedziała przy mnie do późnej nocy i powtarzała, że zawsze mogę na nią liczyć.
Dlatego nie zawahałam się, gdy pewnego wieczoru zapukała do moich drzwi zapłakana.
— Mam poważne problemy z sercem — powiedziała. — Lekarz zalecił zabieg, ale termin jest bardzo odległy. Prywatnie mogą zrobić go szybko, tylko potrzebuję dwudziestu pięciu tysięcy złotych.
Pokazała mi dokumenty ze szpitala i wycenę zabiegu. Trzęsły jej się ręce. Byłam przerażona, że mogę stracić kolejną bliską osobę.
Miałam trzydzieści tysięcy złotych oszczędności. Odkładałam je na remont łazienki oraz leczenie zębów. Następnego dnia wypłaciłam dwadzieścia pięć tysięcy i przekazałam Irenie gotówkę w kopercie.
— Oddam ci wszystko po sprzedaży działki po rodzicach — zapewniła.
Zaproponowałam spisanie prostego potwierdzenia, ale Irena zrobiła obrażoną minę.
— Znamy się tyle lat. Naprawdę mi nie ufasz?
Zrobiło mi się wstyd. Odłożyłam kartkę i podałam jej kopertę.
Przez pierwsze tygodnie regularnie pytałam o zdrowie. Irena odpowiadała krótko, że czeka na kolejne wyniki. Później zaczęła mnie unikać. Przestała przychodzić na kawę, a gdy spotykałyśmy się na klatce, twierdziła, że się spieszy.
Minęło osiem miesięcy. Sama musiałam rozpocząć kosztowne leczenie stomatologiczne, więc poprosiłam ją o zwrot choć części pieniędzy.
Irena spojrzała na mnie tak, jakbym postradała rozum.
— Jakich pieniędzy?
Początkowo myślałam, że źle mnie zrozumiała.
— Tych, które pożyczyłam ci na zabieg. Dwadzieścia pięć tysięcy.
— Nigdy nie dałaś mi ani grosza — odpowiedziała. — Chyba zaczynasz mieć problemy z pamięcią.
Zamarłam. Przypomniałam jej wieczór, dokumenty i kopertę. Irena roześmiała się, otworzyła drzwi do mieszkania i powiedziała:
— Jeśli masz dowód, idź na policję.
Następnego dnia cały blok wiedział, że próbuję wyłudzić pieniądze od ciężko chorej kobiety. Irena opowiadała, że wykorzystuję jej stan zdrowia i wymyśliłam pożyczkę, ponieważ jestem samotna oraz „trochę pogubiona”.
Niektórzy sąsiedzi przestali mi odpowiadać na powitanie. Jej syn zaczepił mnie przed windą.
— Proszę zostawić matkę w spokoju, bo zgłosimy nękanie — zagroził.
Czułam się upokorzona. Miałam potwierdzenie wypłaty z banku, ale przekazałam gotówkę bez świadków i pisemnej umowy. Wszystkie nasze rozmowy odbywały się osobiście.
Zadzwoniłam do wnuka i opowiedziałam mu, co się stało. Przyjechał wieczorem. Kiedy wspomniałam, że pieniądze przekazałam Irenie przed drzwiami, spojrzał na małą kamerę zamontowaną nad wizjerem.
Założył ją kilka miesięcy wcześniej, gdy w okolicy dochodziło do włamań. Zupełnie o niej zapomniałam.
Nagrania były przechowywane w internecie. Po godzinie poszukiwań znaleźliśmy właściwy dzień.
Na ekranie zobaczyłam siebie z kopertą w dłoni. Irena otworzyła ją, przeliczyła banknoty i powiedziała wyraźnie:
— Dwadzieścia pięć tysięcy. Oddam ci po sprzedaży działki, obiecuję.
Wnuk zrobił kopię nagrania.
Najpierw chciałam od razu pójść do Ireny. Prawnik poradził mi jednak, żebym zachowała spokój i wysłała oficjalne wezwanie do zwrotu pieniędzy.
Kiedy otrzymała pismo, zapukała do mnie po raz pierwszy od wielu miesięcy. Nie przeprosiła. Zaczęła krzyczeć, że nie miałam prawa jej nagrywać i że jako przyjaciółka powinnam podarować jej te pieniądze.
— Potrzebowałaś ich na leczenie — przypomniałam.
Wtedy powiedziała coś, co zabolało mnie jeszcze bardziej.
— Zabieg był bezpłatny. Pieniądze dałam synowi, bo miał długi. Gdybym powiedziała prawdę, na pewno byś odmówiła.
Okazało się, że działki również nie zamierzała sprzedawać. Cała historia została wymyślona po to, żebym oddała jej własne oszczędności.
Irena odmówiła zwrotu pieniędzy, więc skierowałam sprawę na drogę prawną. Kiedy zobaczyła nagranie i dokument z banku, zgodziła się na ugodę. Musiała oddawać mi pieniądze w miesięcznych ratach.
Najtrudniejsze nie było jednak oczekiwanie na kolejne wpłaty. Najtrudniej było pogodzić się z tym, że kobieta, którą uważałam za przyjaciółkę, wykorzystała moje współczucie, a później próbowała przekonać cały blok, że tracę pamięć.
Odzyskałam pieniądze, ale straciłam zaufanie. Dzisiaj wiem, że prośba o pisemne potwierdzenie nie jest brakiem serca. Człowiek z uczciwymi zamiarami nie obrazi się na zabezpieczenie pożyczki. Najgłośniej protestuje zwykle ten, kto od początku nie zamierza niczego oddać.