Montowałem okna po dziesięć godzin dziennie, spałem w pokoju z trzema obcymi mężczyznami i liczyłem każde euro. Wszystko po to, żebyśmy z Anną mogli wybudować dom.
— Jeszcze trochę wytrzymaj — powtarzała przez telefon. — Kiedy skończymy, już nigdy nie będziemy musieli się rozstawać.
Wysyłałem jej niemal całą wypłatę. Dla siebie zostawiałem tylko na jedzenie i najtańsze rozmowy telefoniczne. Gdy koledzy jechali na weekend do miasta, ja zostawałem w kwaterze. Oglądałem zdjęcia fundamentów, ścian i czerwonego dachu.
W budowie pomagał Rafał, mój przyjaciel z dzieciństwa.
— Pilnuję fachowców, żeby cię nie oszukali — zapewniał. — Możesz na mnie liczyć jak na brata.
Byłem mu wdzięczny. Kiedy trzeba było odebrać materiały, zawieźć Annę do hurtowni albo dopilnować ekipy, zawsze był pod ręką.
Z czasem jego samochód coraz częściej pojawiał się na zdjęciach przesyłanych przez żonę. Stał przed domem rano, wieczorem, czasami nawet w niedzielę.
— Rafał pomaga przy wykończeniu — tłumaczyła Anna. — Bez niego wszystko trwałoby dwa razy dłużej.
Nie podejrzewałem niczego. Przecież znałem go od podstawówki. To on był świadkiem na naszym ślubie.
Na piętnastą rocznicę małżeństwa postanowiłem zrobić żonie niespodziankę. Powiedziałem, że nie dostanę wolnego, a sam wsiadłem w nocny autobus do Polski. W walizce wiozłem perfumy dla Anny i srebrny naszyjnik, na który odkładałem przez kilka miesięcy.
Do domu dotarłem przed siódmą rano. W oknach paliło się światło. Na podjeździe stał samochód Rafała.
Pomyślałem, że znowu pomaga. W końcu zostało jeszcze kilka drobiazgów do zrobienia.
Drzwi otworzyłem własnym kluczem. W przedpokoju stały męskie buty, a na wieszaku wisiała kurtka Rafała. Z kuchni dochodził śmiech.
Anna siedziała przy stole w szlafroku. Rafał smażył jajecznicę, ubrany jedynie w spodnie od piżamy. Poruszał się po moim domu tak swobodnie, jakby mieszkał tam od lat.
Kiedy mnie zobaczyli, zamilkli.
Naszyjnik wypadł mi z ręki.
— Piotr… miałeś przyjechać dopiero za trzy tygodnie — wyszeptała żona.
— Widzę, że źle wybrałem moment.
Rafał próbował podejść.
— Stary, spokojnie. To nie wygląda tak…
— Wygląda dokładnie tak, jak powinno.
W salonie zobaczyłem jego kubek, maszynkę do golenia oraz fotografię Anny i Rafała z wakacji. Stali objęci na tle morza. Zdjęcie było zrobione w tygodniu, gdy żona twierdziła, że pojechała do chorej ciotki.
Prawda wychodziła z nich kawałek po kawałku. Romans trwał od ponad dwóch lat. Rafał miał własne klucze. Gdy wracałem na kilka dni do kraju, zabierał swoje rzeczy i nocował u siostry.
— Ty ciągle byłeś daleko — powiedziała Anna. — Przysyłałeś pieniądze, ale nie było cię, kiedy cię potrzebowałam.
— Pracowałem dla nas.
— Dla domu — poprawiła mnie. — Zawsze bardziej interesowały cię rachunki niż moje uczucia.
Spojrzałem na człowieka, którego uważałem za brata.
— A ty? Co masz na swoje usprawiedliwienie?
Rafał spuścił wzrok.
— Sam zostawiłeś ją na tyle lat.
To zdanie zabolało bardziej niż widok jego rzeczy w naszej sypialni. Oni naprawdę wmówili sobie, że moja praca była zgodą na zdradę.
Dopiero wtedy dowiedziałem się, że działka należała wyłącznie do Anny. Dom, na który wysłałem niemal czterysta tysięcy złotych, formalnie również był jej własnością. Żona przez lata przekonywała mnie, że wszystkie dokumenty załatwimy po zakończeniu budowy.
Wyszedłem z jedną walizką. Perfumy i naszyjnik zostawiłem na kuchennym stole.
Przez następne miesiące walczyłem o odzyskanie pieniędzy. Miałem potwierdzenia przelewów, wiadomości i faktury wystawione na moje nazwisko. Sprawa ciągnęła się długo, ale sąd przyznał, że znaczna część nakładów pochodziła z moich zarobków.
Kiedy pieniądze przestały płynąć, skończyła się również wielka miłość Anny i Rafała. Przyjaciel wyprowadził się, gdy pojawiły się pierwsze problemy z utrzymaniem domu. Anna zadzwoniła do mnie po kilku miesiącach.
— Może moglibyśmy zacząć od nowa? — zapytała. — Przecież ten dom budowaliśmy razem.
— Nie. Ja go budowałem. Wy tylko w nim mieszkaliście.
Dziś wynajmuję małe mieszkanie. Nie ma ogrodu, kominka ani czerwonego dachu. Mam jednak coś, czego przez sześć lat nie potrafiłem kupić za żadne pieniądze — spokój.
Myślałem, że pracując za granicą, buduję dom dla swojej rodziny. Tak naprawdę finansowałem miejsce, w którym żona i najlepszy przyjaciel układali sobie życie beze mnie.