W jego najnowszej wizji 2026 rok ma przynieść bardzo suchy okres, niedobory wody i zjawisko, które określa jako „żółty pył”. Problem w tym, że oficjalne prognozy nie potwierdzają dziś tak mocnego scenariusza, choć pokazują, dlaczego podobne ostrzeżenia łatwo trafiają do ludzi.

Jackowski mówi o lecie, które ma niepokoić, a nie uspokajać

W relacjach opisujących jego najnowszą wypowiedź powraca ten sam obraz: gwałtowna, przedwczesna wiosna, a potem lato zdominowane przez suszę, ogień i pył unoszący się nad wysuszoną ziemią. W tekście Styl.fm wizja 2026 roku została opisana jako czas „morderczej suszy”, „żółtego pyłu” i bardzo wysokiego zagrożenia pożarowego. To prognoza o charakterze ezoterycznym, a nie meteorologicznym, ale właśnie dlatego działa mocno na wyobraźnię.

Najbardziej działa wątek braku wody

W tej wizji nie chodzi tylko o upał. Najmocniejszy jest motyw narastającego niedoboru wody i wysuszenia gleby. To szczególnie nośne, bo podobne obawy mają dziś realne tło klimatyczne. Copernicus przypominał, że już wiosną 2025 roku znaczna część północnej i zachodniej Europy doświadczała wyraźnie suchszych warunków niż zwykle, a w sierpniu 2025 roku suchiej niż średnio było także w dużej części Europy środkowej.

Oficjalne modele nie zapowiadają dziś jednak pewnej katastrofy

To ważne rozróżnienie. Sezonowe prognozy europejskie nie mówią obecnie, że Polska na pewno wpadnie latem 2026 roku w skrajną suszę. Copernicus wskazuje jedynie lekki sygnał opadów poniżej normy dla północno-wschodniej części Europy w okresie od czerwca do sierpnia. To za mało, by ogłaszać przesądzony scenariusz pogodowego dramatu dla całego kraju.

Dlatego takie wizje trzeba oddzielać od prognoz

Oficjalne instytucje od dawna przypominają, że długoterminowe prognozy pokazują trendy, a nie dokładny przebieg pogody dzień po dniu. W praktyce oznacza to, że nawet jeśli modele sugerują cieplejsze albo suchsze lato, nie da się na wiele miesięcy do przodu potwierdzić konkretnych zjawisk takich jak długotrwała susza, pył czy fala pożarów. Właśnie tu kończy się rola prognozy, a zaczyna pole dla interpretacji i medialnych uproszczeń.

Skąd więc tyle emocji wokół tych słów

Bo wizja Jackowskiego trafia w coś, co już istnieje w zbiorowej pamięci. Europa ma za sobą lata z bardzo suchymi miesiącami i rekordowo ciepłymi sezonami. Copernicus podawał, że lato 2024 było najgorętsze w historii pomiarów dla Europy, a 2024 rok był dla kontynentu najcieplejszym rokiem w historii. W takim klimacie każda opowieść o braku wody i niebezpiecznym lecie brzmi bardziej prawdopodobnie niż jeszcze kilka lat temu.

Na dziś najuczciwszy wniosek jest prosty

Jackowski przedstawia obraz lata 2026 jako czasu suszy, pyłu i zagrożenia. Dane pogodowe nie potwierdzają dziś tak jednoznacznej wizji, ale też nie biorą się znikąd obawy, które ona uruchamia. Na razie można powiedzieć tylko tyle: istnieją sygnały, że część Europy może doświadczać suchszych okresów, lecz mówienie już teraz o pewnym i powszechnym kryzysie pogodowym w Polsce byłoby zdecydowanie za daleko idące.