W wieku 95 lat zmarł Robert Duvall – aktor, którego nazwisko przez dekady było synonimem najwyższej klasy aktorstwa. Informację o jego śmierci przekazała żona, Luciana Pedraza. Artysta odszedł spokojnie w swoim domu, otoczony rodziną.

„Dla świata był laureatem Oscara, reżyserem i gawędziarzem. Dla mnie był wszystkim” – napisała w poruszającym pożegnaniu.

Aktor, który definiował epokę

Duvall należał do pokolenia, które ukształtowało współczesne Hollywood. Ogromną popularność przyniosła mu rola Toma Hagena w filmie The Godfather. Współpraca z reżyserem Francis Ford Coppola zaowocowała także udziałem w legendarnym Apocalypse Now, gdzie jako podpułkownik Kilgore stworzył jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w historii kina.

Jego słynna kwestia o „zapachu napalmu o poranku” przeszła do popkultury i do dziś jest cytowana przez kolejne pokolenia widzów.

Oscar i dziesiątki nagród

Robert Duvall był sześciokrotnie nominowany do Oscara. Statuetkę zdobył za rolę w filmie Tender Mercies. Oprócz tego otrzymał cztery Złote Globy oraz wiele innych prestiżowych wyróżnień.

Nie ograniczał się jednak wyłącznie do aktorstwa. Reżyserował, pisał scenariusze, produkował filmy. Był również miłośnikiem muzyki country i sam występował jako wokalista.

Droga na szczyt

Jego kariera nie była dziełem przypadku. Po studiach aktorskich w Nowym Jorku mieszkał i uczył się z przyszłymi gwiazdami – m.in. z Dustin Hoffman i Gene Hackman. Początkowo grywał na Broadwayu i podejmował dorywcze prace, by utrzymać się w mieście.

Przełom przyniosła rola w filmie „Zabić drozda” z 1962 roku. Od tego momentu jego nazwisko zaczęło pojawiać się w największych produkcjach amerykańskiego kina.

Człowiek poza ekranem

W życiu prywatnym Duvall był osobą zdystansowaną do sławy. W 2005 roku poślubił Lucianę Pedrazę, z którą tworzył zgodny związek przez blisko dwie dekady. Ostatni raz na ekranie pojawił się w 2022 roku w filmie „Bielmo”, po czym definitywnie wycofał się z pracy zawodowej.

W wywiadach podkreślał, że najważniejsze są dla niego relacje, pasja i codzienne, proste radości.

Dziedzictwo, które pozostanie

Śmierć Roberta Duvalla oznacza koniec pewnej ery w Hollywood. Jego role były intensywne, pełne charyzmy i autentyczności. Tworzył bohaterów, którzy mieli głębię, sprzeczności i prawdziwe emocje.

Choć odszedł, pozostawił po sobie dziesiątki filmów, które na stałe weszły do kanonu światowego kina. Dla wielu widzów i twórców był mistrzem – nie tylko na ekranie, ale i poza nim.