Śmierć Ewy Sałużanki poruszyła środowisko twórcze, bo była ona jedną z tych osób, które łączyły różne światy: teatr, telewizję, edukację i działalność instytucjonalną. Zostawiła po sobie dzieła, ale też relacje — a to one, jak podkreślają współpracownicy, były dla niej najważniejsze.

Twórczość, która nie potrzebowała hałasu

Sałużanka konsekwentnie budowała swoją drogę artystyczną, stawiając na sens i rzetelność. Reżyserowała, współtworzyła scenariusze, pracowała z zespołami, ale nigdy nie dążyła do osobistej dominacji. Interesował ją proces, rozmowa i wspólne poszukiwanie znaczeń. W czasach, gdy tempo produkcji bywa ważniejsze niż refleksja, ona wybierała uważność.

Serial, który stał się pokoleniowym kodem

Dla widzów jej nazwisko na zawsze pozostanie związane z Alternatywy 4 — serialem, który z pozoru był satyrą na codzienność PRL-u, a w rzeczywistości okazał się uniwersalnym komentarzem do ludzkich ambicji i słabości. Produkcja nie zestarzała się wraz z epoką, bo opowiadała o mechanizmach społecznych, które pozostają aktualne. Sałużanka była częścią zespołu, który potrafił śmiać się z rzeczywistości bez pogardy i moralizowania.

Teatr jako przestrzeń spotkania

Poza telewizją ważnym obszarem jej pracy był teatr. Zarówno repertuarowy, jak i offowy. Interesowały ją tematy społeczne, obyczajowe i relacyjne — wszystko to, co dotyczy realnych ludzi i ich codziennych wyborów. Znana była z tego, że potrafiła stworzyć bezpieczną przestrzeń do pracy, w której aktorzy i współtwórcy czuli się słyszani.

Pedagogika oparta na zaufaniu

Działalność dydaktyczna była dla niej naturalnym przedłużeniem pracy twórczej. Jako wykładowczyni uczyła nie tylko warsztatu, lecz także odpowiedzialności za przekaz. Wielu młodych artystów wspomina ją jako osobę, która nie narzucała wizji, ale pomagała ją odnaleźć. Dawała narzędzia i zaufanie — rzadkie połączenie.

Blisko ludzi i miejsca

Z jej nazwiskiem wiąże się także działalność lokalna i instytucjonalna. W poruszającym wpisie Paweł Silbert przypomniał, że Sałużanka świadomie wybierała życie „bez anonimowości”, wśród ludzi, z którymi mogła budować realną wspólnotę. To podejście przenikało całą jej pracę — od sali prób po sale wykładowe.

Dziedzictwo, które nie znika

Odejście Ewy Sałużanki zamyka pewien etap, ale nie kończy rozmowy, którą prowadziła swoją twórczością. Jej spektakle, serialowe współprace i wychowankowie pozostają żywym dowodem na to, że kultura nie powstaje w pojedynkę. Zostawiła po sobie coś więcej niż tytuły w filmografii — zostawiła sposób myślenia o sztuce jako o relacji. I to właśnie on będzie wracał najdłużej.