W przedpokoju nadal wisiał jej płaszcz. Na kuchennym stole leżały okulary ojca, a w kredensie stały filiżanki, z których pili kawę w każdą niedzielę. Dom wyglądał tak, jakby rodzice wyszli na chwilę i mieli zaraz wrócić.
Mój brat Robert mieszkał zaledwie kilka ulic dalej. To on zaproponował, że zajmie się przygotowaniem nieruchomości do sprzedaży.
— Ty masz daleko i tylko się denerwujesz — powiedział. — Posprzątam, wyrzucę niepotrzebne rzeczy i wpuszczę rzeczoznawcę.
Dom odziedziczyliśmy po połowie. Ustaliliśmy, że niczego nie będziemy dzielić ani wynosić przed wykonaniem dokładnego spisu. W środku znajdowało się wiele rodzinnych pamiątek: stary zegar po dziadku, komplet srebrnych sztućców, obrazy, biżuteria mamy oraz kolekcja monet ojca.
Nie wiedzieliśmy, ile te rzeczy są warte. Dla mnie ich wartość nie miała jednak większego znaczenia. Chciałam zachować kilka zdjęć, porcelanową figurkę oraz maszynę do szycia, przy której mama uszyła mi sukienkę na szkolny bal.
Robert obiecał, że niczego nie ruszy bez mojej zgody.
Wręczyłam mu drugi komplet kluczy.
Kilka dni później zadzwonił pan Stefan, sąsiad rodziców.
— Pani Ewo, czy państwo już opróżniacie dom? — zapytał.
— Jeszcze nie. Brat miał tylko posprzątać.
— W takim razie powinna pani przyjechać.
W jego głosie wyczułam niepokój.
— Co się stało?
— Ostatniej nocy pod domem stał samochód dostawczy. Wynosili meble do trzeciej nad ranem.
Natychmiast zadzwoniłam do Roberta.
— Dlaczego wywoziłeś rzeczy w nocy?
— Jakie rzeczy?
— Sąsiad widział samochód.
Brat roześmiał się.
— Wyrzuciłem kilka starych gratów. Nie będę płacił ekipie za sprzątanie, skoro znajomy zgodził się zabrać wszystko za darmo.
— Umówiliśmy się, że niczego nie ruszamy przed spisem.
— Ewa, nie przesadzaj. To były połamane krzesła i zniszczone szafki.
Pan Stefan przyszedł do mnie, gdy tylko przyjechałam. Trzymał telefon w dłoni.
— Nie chciałem się mieszać w rodzinne sprawy — powiedział. — Ale pani ojciec był moim przyjacielem. Wiem, jak dbał o te rzeczy.
Pokazał mi zdjęcia wykonane z okna.
Na pierwszym Robert wraz z dwoma mężczyznami wynosił z domu dębowy zegar po dziadku. Na drugim ładowali do samochodu maszynę do szycia mamy. Później zobaczyłam kredens, obrazy oraz drewnianą skrzynię, w której ojciec przechowywał kolekcję monet.
To nie były żadne stare graty.
Na ostatnim zdjęciu brat stał przy samochodzie z niewielką metalową kasetką. Rozpoznałam ją od razu. Mama trzymała w niej biżuterię oraz rodzinne dokumenty.
— Dlaczego fotografował pan wszystko? — zapytałam.
— Bo kiedy podszedłem i zapytałem, co robią, pani brat powiedział, żebym pilnował własnego domu. Wtedy zrozumiałem, że coś jest nie tak.
Mój klucz nie pasował do zamka.
Robert zdążył go wymienić.
Zadzwoniłam do niego ponownie.
— Jestem przed domem. Przyjedź i otwórz drzwi.
— Nie mam czasu.
— Jeśli nie przyjedziesz, wezwę ślusarza i policję.
Pojawił się po dwudziestu minutach. Był wściekły.
— Robisz przedstawienie przed sąsiadami.
— Zmieniłeś zamki we wspólnym domu.
— Stary zamek się zacinał.
Kiedy weszłam do środka, poczułam, jak uginają się pode mną nogi.
Salon był prawie pusty. Na ścianach pozostały jasne prostokąty po zdjętych obrazach. W kuchni brakowało kredensu i kompletu krzeseł. Szuflady w sypialni mamy zostały opróżnione.
Zniknęła również kasetka z biżuterią.
— Gdzie są rzeczy? — zapytałam.
— Zabrałem je do magazynu.
— Jakiego magazynu?
— Bezpiecznego.
— Pokaż mi adres.
Robert odwrócił wzrok.
W pokoju ojca zauważyłam wyrwane drzwiczki szafki. Na podłodze leżały puste pudełka po monetach.
— Sprzedałeś je?
— Ojciec powiedział kiedyś, że kolekcja będzie moja.
— Kiedy?
— Nie muszę ci się tłumaczyć.
Przypomniałam mu, że dom oraz jego wyposażenie należą do nas obojga, dopóki nie ustalimy podziału. Wtedy wybuchł.
— To ja zajmowałem się rodzicami! — krzyknął. — Ty przyjeżdżałaś raz na kilka tygodni i udawałaś dobrą córkę. Wszystko powinno być moje.
Zabolało mnie to, ponieważ przez ostatnie lata regularnie wysyłałam pieniądze, opłacałam leki mamy i brałam urlop, kiedy rodzice potrzebowali pomocy. Mieszkałam daleko, ale nigdy się od nich nie odwróciłam.
Robert rzeczywiście był bliżej. Robił zakupy i woził ojca do lekarza. Nie dawało mu to jednak prawa do nocnego opróżniania domu.
— Jeśli uważałeś, że należy ci się więcej, mogliśmy porozmawiać — powiedziałam. — Zamiast tego przyjechałeś ciężarówką po zmroku.
Brat kazał mi wyjść.
Nie zrobiłam tego.
Zadzwoniłam do prawnika i zabezpieczyłam zdjęcia sąsiada. Pan Stefan zapisał również numer rejestracyjny samochodu. Dzięki niemu dotarliśmy do firmy, która wykonywała transport.
Kierowca przyznał, że część rzeczy zawieziono do komisu, a pozostałe do domu teściów Roberta.
W internecie znalazłam ogłoszenia wystawione przez jego żonę. Sprzedawała zegar, obrazy i srebrne sztućce jako „prywatną kolekcję rodzinną”. Jedno z ogłoszeń dotyczyło maszyny do szycia mamy.
Nie zdążyli jeszcze sprzedać wszystkiego.
Najbardziej bolało mnie odkrycie, że kolekcja monet zniknęła. Robert sprzedał ją handlarzowi za gotówkę. Otrzymał znacznie mniej, niż była warta.
— Potrzebowałem pieniędzy — przyznał podczas kolejnej rozmowy. — Mam długi.
— Dlaczego nie poprosiłeś o pomoc?
— Bo zaczęłabyś zadawać pytania.
— A teraz nie zadaję?
Robert wyciągnął z kieszeni kopertę.
— Oddam ci połowę tego, co dostałem. Zakończmy sprawę.
W kopercie było kilka tysięcy złotych. Kolekcja ojca była warta wielokrotnie więcej.
— Nie chodzi tylko o pieniądze — powiedziałam. — Sprzedałeś rzecz, którą ojciec zbierał przez czterdzieści lat.
— Nie żyje. Jemu już nie jest potrzebna.
Wtedy zrozumiałam, że nie rozmawiam z bratem, którego znałam z dzieciństwa. Patrzyłam na człowieka, który potrafił zamienić wspomnienia rodziców na gotówkę, a potem nazwać to sprawiedliwością.
Sprawa trafiła do formalnego postępowania dotyczącego podziału majątku. Zdjęcia sąsiada, ogłoszenia oraz zeznania kierowcy pomogły ustalić, jakie przedmioty zostały wywiezione. Wartość sprzedanych rzeczy została uwzględniona przy rozliczeniu udziałów.
Robert musiał zwrócić przedmioty, które nadal znajdowały się u jego teściów. Odzyskałam zegar, srebrne sztućce, część obrazów oraz maszynę do szycia.
Biżuterii mamy nie zwrócił w całości. Twierdził, że nie pamięta, co znajdowało się w kasetce. Zniknął pierścionek zaręczynowy, który mama obiecała kiedyś mojej córce.
Dom sprzedaliśmy po kilku miesiącach. Pieniądze podzielono dopiero po odliczeniu wartości rzeczy zabranych przez Roberta.
W dniu podpisania dokumentów brat nawet na mnie nie spojrzał.
— Mam nadzieję, że jesteś zadowolona — powiedział. — Przez ciebie nie mam już siostry.
— Straciłeś siostrę wtedy, gdy zmieniłeś zamki i przyjechałeś po rodzinne rzeczy nocą.
Maszynę mamy postawiłam w salonie. Nie potrafię na niej szyć, ale czasem otwieram drewnianą pokrywę i przesuwam dłonią po metalowym kole. Nadal pamiętam mamę pochyloną nad materiałem.
Pan Stefan nie chciał ode mnie żadnego podziękowania.
— Sąsiedzi powinni patrzeć, co dzieje się obok — powiedział. — Zwłaszcza kiedy ktoś próbuje wywieźć czyjeś życie ciężarówką.
Brat dostał klucze, żeby przygotować dom do sprzedaży. Zamiast tego przygotował go do podziału, w którym sam chciał zabrać wszystko.
Gdyby nie zdjęcia zrobione przez sąsiada, zostałabym z pustymi pokojami i jego zapewnieniem, że w środku nigdy nie było niczego wartościowego.