Płakała tak mocno, że początkowo nie potrafiłam zrozumieć, co się wydarzyło.
— Pękła rura w łazience — powiedziała Alicja. — Całe mieszkanie jest zalane. Fachowcy twierdzą, że remont potrwa co najmniej dwa miesiące.
Mieszkałam sama w trzypokojowym mieszkaniu po rodzicach. Bez wahania zaproponowałam jej wolny pokój.
— Przyjeżdżaj. Jakoś się pomieścimy.
Alicja pojawiła się następnego dnia z kilkoma walizkami. Obiecywała, że nie będzie sprawiała kłopotu. Początkowo robiłyśmy razem zakupy i wieczorami piłyśmy herbatę. Cieszyłam się, że po śmierci męża nie zasypiam już w pustym mieszkaniu.
Po trzech tygodniach wyjechałam do sanatorium. Na ten pobyt czekałam niemal dwa lata. Zostawiłam siostrze klucze i pieniądze na rachunki.
— Nie martw się o nic — zapewniała. — Będę pilnować mieszkania jak własnego.
Dzwoniłam co kilka dni. Alicja mówiła, że u niej remont nadal trwa, ale fachowcy są już blisko końca. Nie wspomniała, że planuje jakiekolwiek zmiany w moim domu.
Po trzech tygodniach wróciłam wcześniej, niż zapowiadałam. Pociąg przyjechał rano. Z walizką podeszłam do drzwi i włożyłam klucz do zamka.
Nie pasował.
Zapukałam. Po chwili otworzyła mi Alicja. Miała na sobie mój szlafrok.
— Dlaczego zmieniłaś zamek? — zapytałam.
— Zacinał się. Chciałam zrobić ci niespodziankę.
Weszłam do środka i zamarłam. W salonie stały obce meble. Ze ścian zniknęły zdjęcia mojego męża. W sypialni, zamiast mojego łóżka, zobaczyłam rozkładaną kanapę oraz biurko należące do syna Alicji.
— Gdzie są moje rzeczy?
— W piwnicy. Nie były ci teraz potrzebne, a Krzysiek musi gdzieś pracować.
Zbiegłam po schodach. W wilgotnym pomieszczeniu stały kartony z moimi ubraniami, książkami i dokumentami. Materac oparto o brudną ścianę. Drewniana komoda po mamie była porysowana, a pudełko ze zdjęciami leżało na mokrej podłodze.
Na kilku fotografiach rozmazał się tusz.
— Jak mogłaś to zrobić? — krzyknęłam po powrocie do mieszkania.
Alicja wzruszyła ramionami.
— Przecież masz trzy pokoje, a mieszkasz sama. My z Krzyśkiem potrzebujemy więcej miejsca. Uzgodniliśmy, że zajmiesz mały pokój.
— Niczego ze mną nie uzgadniałaś.
— Jesteśmy siostrami. Nie wyrzucisz nas na ulicę.
Wtedy zadzwonił dzwonek. Przyszła sąsiadka z naprzeciwka. Kiedy zobaczyła mnie w korytarzu, wyraźnie się zdziwiła.
— Myślałam, że przeprowadziła się pani na stałe — powiedziała. — Siostra opowiadała, że oddała jej pani mieszkanie, bo wybrała dom seniora.
Alicja pobladła.
Jeszcze tego samego dnia dowiedziałam się czegoś gorszego. Jej zalane mieszkanie zostało wyremontowane ponad miesiąc wcześniej. Siostra wynajęła je młodemu małżeństwu i co miesiąc pobierała czynsz. Sama zamierzała mieszkać u mnie za darmo, a później przekonać mnie, żebym przepisała jej lokal.
— Przecież kiedyś i tak przypadnie komuś z rodziny — powiedziała. — Krzysiek bardziej go potrzebuje.
— To mieszkanie jest moim domem, a nie waszym przyszłym spadkiem.
Alicja odmówiła wyprowadzki. Następnego dnia skorzystałam z bezpłatnej pomocy prawnej. Wysłałam jej pisemne odwołanie zgody na bezpłatne zamieszkiwanie oraz wezwanie do opuszczenia lokalu. Zapowiedziałam również, że jeśli nie zwróci kluczy, skieruję sprawę do sądu.
Kiedy pozostali krewni dowiedzieli się, że Alicja wynajmuje własne mieszkanie, przestali jej bronić. Po dwóch tygodniach zabrała rzeczy. Na odchodne powiedziała, że wybrałam stare meble zamiast siostry.
Nie odpowiedziałam.
Zmieniłam zamek, odnowiłam sypialnię i uratowałam część rodzinnych fotografii. Komody po mamie nie udało się całkowicie naprawić. Rysy przypominają mi, jak łatwo pomoc może zostać uznana za słabość.
Pozwoliłam siostrze zamieszkać u siebie, ponieważ wierzyłam, że potrzebuje ratunku. Ona tymczasem wynajęła własne mieszkanie i zaczęła urządzać moje życie tak, jakby mnie już w nim nie było.
Z sanatorium wróciłam zdrowsza fizycznie, ale bez jednej iluzji. Zrozumiałam, że nawet najbliższa rodzina potrafi przenieść człowieka do piwnicy, zanim jeszcze odbierze mu dom.