Twierdziła, że zakochała się w moim charakterze, poczuciu humoru i sposobie, w jaki na nią patrzę.
Chciałem jej wierzyć.
Miałem sześćdziesiąt siedem lat i od czterdziestu dwóch lat byłem mężem Krystyny. Żona znała każdą moją wadę. Przypominała o lekach, martwiła się wynikami badań i pilnowała, żebym nie jadł zbyt tłusto. Z czasem zacząłem traktować jej troskę jak kontrolę.
Edytę poznałem w kawiarni niedaleko przychodni. Była dwanaście lat młodsza, zadbana i zawsze uśmiechnięta. Przy niej nie czułem się jak starzejący się emeryt.
Romans trwał ponad rok.
Spotykaliśmy się w mieszkaniu, które odziedziczyłem po ciotce. Lokal stał pusty, więc Krystyna nie miała powodów, żeby tam zaglądać. Edyta coraz częściej zostawiała w szafie ubrania i mówiła o nim jak o naszym domu.
W końcu zażądała, żebym wybrał.
— Nie chcę dłużej być kobietą na kilka godzin — powiedziała. — Jeśli mnie kochasz, odejdź od żony.
Powiedziałem Krystynie prawdę. Nie zrobiła awantury. Zdjęła obrączkę i położyła ją na stole.
— Kiedy zachorowałeś, przez trzy miesiące spałam na krześle przy twoim łóżku — powiedziała. — Teraz wiem, że człowiek może uratować komuś życie, ale nie uratuje go przed własną głupotą.
Wyprowadziłem się do odziedziczonego mieszkania. Edyta zamieszkała ze mną niemal od razu. Przez pierwsze tygodnie byłem szczęśliwy. Gotowała kolacje, kupowała świece i opowiadała, jak urządzimy salon.
Później zaczęła pytać, co stanie się z lokalem, jeśli umrę.
— Twoje córki mogą mnie wyrzucić następnego dnia — mówiła. — Zostanę bez dachu nad głową, chociaż poświęcam ci najlepsze lata.
Zaproponowałem, że zapiszę jej mieszkanie w testamencie. Pokręciła głową.
— Testament zawsze można zmienić. Poza tym mówiłeś, że naprawdę mi ufasz.
Obraziła się i przez kilka dni prawie się do mnie nie odzywała. Później rozpłakała się, tłumacząc, że poprzedni partner zostawił ją bez niczego.
— Nie chcę twoich pieniędzy — zapewniała. — Potrzebuję tylko pewności, że jestem dla ciebie kimś więcej niż kochanką.
Umówiłem wizytę u notariusza.
Przepisałem na Edytę mieszkanie warte ponad sześćset tysięcy złotych. Gdy podpisywałem dokumenty, trzymała mnie za rękę. Po wyjściu z kancelarii pocałowała mnie i powiedziała, że właśnie udowodniłem swoją miłość.
Zmiana nastąpiła niemal natychmiast.
Po kilku dniach Edyta oznajmiła, że wprowadzi się do nas jej trzydziestoletni syn Damian. Miał zostać na dwa tygodnie, ponieważ rozstał się z partnerką.
Zajął większy pokój, przyniósł komputer, telewizor oraz kilka walizek. Nie szukał pracy. Spał do południa, zapraszał znajomych i opróżniał lodówkę.
Kiedy poprosiłem Edytę, żeby z nim porozmawiała, spojrzała na mnie chłodno.
— To mieszkanie jest teraz moje. Mój syn może tu mieszkać tak długo, jak zechce.
Przestała gotować i nie chciała już ze mną wychodzić. Wieczorami zamykała się z Damianem w pokoju. Pewnego dnia usłyszałem ich rozmowę.
— Kiedy się wyprowadzi? — zapytał syn.
— Daj mu trochę czasu — odpowiedziała Edyta. — Musi zrozumieć, że już nie ma tu nic do powiedzenia.
Wszedłem do środka.
— Myślałem, że to ma być nasz dom.
Edyta nawet nie próbowała zaprzeczać.
— Był twój. Sam zdecydowałeś, że będzie mój.
Kilka tygodni później wróciłem z apteki i nie mogłem otworzyć drzwi. Zamek został wymieniony. Na klatce schodowej stały dwie torby z moimi ubraniami.
Zadzwoniłem do Edyty.
— Co mam teraz zrobić?
— Masz żonę, córki i emeryturę. Poradzisz sobie.
— Mówiłaś, że mnie kochasz.
— A ty mówiłeś żonie dokładnie to samo przez czterdzieści dwa lata.
Rozłączyła się.
Pojechałem do Krystyny. Otworzyła drzwi, lecz nie pozwoliła mi wejść.
— Edyta zabrała mi mieszkanie — powiedziałem. — Oszukała mnie.
— Nie zabrała — odpowiedziała. — Sam jej je podarowałeś. Tak samo jak sam podarowałeś jej nasze małżeństwo.
Prosiłem, żeby pozwoliła mi wrócić choć na kilka dni.
— Nie wracasz do mnie, bo mnie kochasz — powiedziała. — Wracasz, bo kobieta, dla której mnie zostawiłeś, wystawiła twoje walizki za drzwi.
Zatrzymałem się w tanim pensjonacie. Córki pomogły mi znaleźć wynajmowaną kawalerkę, ale jasno powiedziały, że nie zamierzają przekonywać matki do pojednania.
Prawnik poinformował mnie, że mogę próbować odwołać darowiznę z powodu rażącej niewdzięczności. Czekała mnie jednak długa i kosztowna walka. Edyta twierdziła, że mieszkanie przekazałem dobrowolnie i wyprowadziłem się z własnej woli.
Miała dokumenty. Ja miałem tylko walizki oraz wstyd.
Kochanka wielokrotnie zapewniała, że kocha mnie, a nie moje pieniądze. Uwierzyłem, ponieważ właśnie to chciałem usłyszeć.
Przestała udawać dzień po tym, gdy dostała wszystko, czego potrzebowała. Najboleśniejsze było jednak odkrycie, że zanim ona oszukała mnie dla mieszkania, ja oszukiwałem żonę dla kilku chwil młodości.
Straciłem nieruchomość wartą fortunę. Znacznie wcześniej straciłem jednak coś cenniejszego — kobietę, która kochała mnie, kiedy nie musiałem jej niczego przepisywać.