Byliśmy małżeństwem od trzydziestu ośmiu lat. Nie przyszło mi do głowy, że do domu wróci już tylko po walizkę.
Po operacji kolana wymagał pomocy niemal przy każdej czynności. Zmieniałam mu opatrunki, podawałam leki i wstawałam w nocy, gdy bolała go noga. Cieszyłam się, że jedzie na rehabilitację. Wierzyłam, że zabiegi pozwolą mu odzyskać sprawność.
Początkowo dzwonił codziennie. Opowiadał o ćwiczeniach, posiłkach i wycieczkach. Coraz częściej wspominał też o Lidii.
— To wdowa z Poznania — mówił. — Zabawna kobieta. Dzięki niej cały turnus nie jest taki ponury.
Nie byłam zazdrosna. Przez tyle lat ufałam mężowi bezgranicznie.
Po powrocie Roman zachowywał się jednak inaczej. Pilnował telefonu, wychodził na balkon, aby rozmawiać, i po raz pierwszy od lat kupił sobie drogie perfumy. Gdy pytałam, co się dzieje, odpowiadał, że na rehabilitacji zrozumiał, jak szybko mija życie.
Dwa tygodnie później zastałam go w sypialni. Pakował koszule.
— Wyjeżdżasz? — zapytałam.
Nie spojrzał mi w oczy.
— Przeprowadzam się do Lidii.
Poczułam, jak uginają się pode mną nogi.
— Znasz ją od kilku tygodni.
— Przy niej znowu czuję się mężczyzną. Ty widzisz we mnie wyłącznie chorego, którym trzeba się opiekować.
Przypomniałam mu, że to ja myłam go po operacji, woziłam do lekarzy i spałam na krześle przy jego łóżku w szpitalu.
— Właśnie o tym mówię — odpowiedział. — Zostałaś moją pielęgniarką, a nie żoną.
Następnego dnia z naszego wspólnego konta zniknęło czterdzieści osiem tysięcy złotych. Roman oznajmił, że zabrał swoją część oszczędności. Miały to być pieniądze na remont dachu i zabezpieczenie na wypadek choroby.
Wyjechał nowym samochodem Lidii. Przez szybę zobaczyłam, jak siedzi obok niego w czerwonym płaszczu. Nawet nie odwrócił głowy.
Pierwsze tygodnie były najgorsze. Budziłam się nad ranem i przez kilka sekund zapominałam, że go nie ma. Potem widziałam pustą stronę łóżka i wszystko wracało.
Roman nie odbierał telefonów od dzieci. Kiedy córka napisała mu, że po jego odejściu trafiłam do szpitala z bardzo wysokim ciśnieniem, odpowiedział tylko: „Nie wciągajcie mnie w jej problemy. Zaczynam nowe życie”.
Po kilku miesiącach przestałam czekać. Złożyłam pozew rozwodowy, zapisałam się do klubu seniora i zaczęłam spotykać z koleżankami, które wcześniej zaniedbywałam. Po raz pierwszy od lat kupiłam coś wyłącznie dla siebie — granatowy płaszcz, na który Roman zawsze żałował pieniędzy.
Pół roku po jego wyprowadzce telefon zadzwonił późnym wieczorem.
— Jadwiga? — usłyszałam. — Możesz otworzyć drzwi?
Roman stał na klatce schodowej. Obok niego leżała walizka, a w dłoni trzymał reklamówkę z lekarstwami. Był nieogolony i wyraźnie schudł.
Wpuściłam go do przedpokoju, ale nie pozwoliłam zdjąć kurtki.
Okazało się, że niemal wszystkie pieniądze wydał na remont mieszkania Lidii, wyjazd nad morze i spłatę długu jej syna. Gdy oszczędności się skończyły, kobieta zaczęła domagać się, aby oddawał jej emeryturę.
Roman odmówił. Następnego dnia Lidia wymieniła zamki. Jego ubrania zostawiła w piwnicy.
— Nie mam dokąd pójść — powiedział. — Zostało mi sto siedemdziesiąt złotych. Możemy wycofać rozwód. Przecież tyle lat byliśmy razem.
Patrzyłam na człowieka, dla którego kiedyś zrobiłabym wszystko. Teraz widziałam w nim kogoś, kto nie wrócił z miłości. Wrócił, ponieważ inna kobieta przestała go potrzebować.
— Gdyby Lidia cię nie wyrzuciła, zadzwoniłbyś do mnie? — zapytałam.
Roman opuścił głowę.
Jego milczenie było jedyną odpowiedzią, jakiej potrzebowałam.
— Popełniłem błąd — wyszeptał. — Daj mi jeszcze jedną szansę.
— Kiedy leżałam w szpitalu, powiedziałeś dzieciom, że zaczynasz nowe życie. Teraz ja zaczęłam swoje.
Roman rozpłakał się. Powiedział, że nie mogę zostawić chorego męża bez dachu nad głową.
— Nie jestem twoją żoną tylko wtedy, gdy potrzebujesz pielęgniarki, pieniędzy albo mieszkania — odpowiedziałam. — Sam zrezygnowałeś z tej rodziny.
Zadzwoniłam do syna. Pomógł ojcu znaleźć tani pokój i pożyczył mu pieniądze na pierwszy miesiąc. Roman liczył, że dzieci przekonają mnie do jego powrotu, ale córka powiedziała mu jedno:
— Mama prawie umarła, a ty nie chciałeś, żeby przeszkadzała ci w nowym życiu. Nie możesz teraz żądać, by uratowała cię przed konsekwencjami własnych decyzji.
Rozwód odbył się dwa miesiące później. Roman próbował jeszcze przekonywać, że Lidia go wykorzystała. Być może miał rację. Nie zauważał jednak, że wcześniej sam wykorzystał moją troskę, wierność i przekonanie, że po tylu latach nigdy mnie nie porzuci.
Odszedł do kobiety, przy której znów czuł się młody. Wrócił dopiero wtedy, gdy został bez mieszkania i ostatniej złotówki.
Pół roku wcześniej patrzyłam przez okno, jak odjeżdża, i bałam się, że bez niego nie przeżyję. Kiedy ponownie stanął w moich drzwiach, zrozumiałam, że najbardziej nie bałam się samotności.
Bałam się chwili, w której przestanę na niego czekać.
Ta chwila już minęła.