Zawody w fińskiej Ruce okazały się kolejnym bolesnym dowodem na to, że biało-czerwoni znaleźli się w jednym z najpoważniejszych kryzysów ostatniej dekady. Po raz kolejny jedynym zawodnikiem, który zdobył punkty, był najmłodszy z całej ekipy – 18-letni Kacper Tomasiak. Reszta drużyny zawiodła, i to w sposób, który nie pozostawił pola do usprawiedliwień.

Po tym, co wydarzyło się w sobotę, głos zabrał Adam Małysz. Jego reakcja była szybka, emocjonalna i bezprecedensowo szczera.

Ruce przyniosła więcej pytań niż odpowiedzi

To miał być moment odbicia. Po nieudanych zawodach w Lillehammer i Falun planowano, że skocznia w Ruce pozwoli zbudować stabilizację. Stało się odwrotnie. Pogoda nie ułatwiała zadania, ale inne reprezentacje potrafiły się odnaleźć. Polacy – nie.

Kamil Stoch po raz pierwszy w sezonie zakończył konkurs bez punktów, Dawid Kubacki i Piotr Żyła nie przeszli kwalifikacji, a Paweł Wąsek i Aleksander Zniszczoł znów znaleźli się poza trzydziestką. Ten obraz jest dziś symbolem problemów, które narastały od wielu miesięcy.

Jedyną iskierką był Tomasiak – młody, ambitny i odważny, udowadniający, że polskie skoki mają przyszłość. Ale na jednym nazwisku nie da się zbudować całej reprezentacji.

Adam Małysz nie kryje rozczarowania. "To wygląda fatalnie"

Prezes PZN w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” nie szukał dyplomatycznych odpowiedzi. Zaczął od jednego, bardzo mocnego słowa: fatalnie.

Nie mówił tego jako działacz, ale jako człowiek, który przez lata nosił polskie skoki na swoich barkach. Małysz nie ukrywał, że dotychczasowa wyrozumiałość się wyczerpała.

Podkreślił, że brak progresu jest niepokojący, zwłaszcza że trener kadry, Maciej Maciusiak, po inauguracji w Lillehammer wyrażał umiarkowany optymizm. W kolejnych zawodach jednak ten optymizm nie znalazł żadnego potwierdzenia.

Zapowiedziana rozmowa z trenerem. Nadchodzi czas decyzji

Małysz zapowiedział, że konieczna będzie szczera i konkretna rozmowa z Maciusiakiem. Nie po to, by szukać winnych, ale by wreszcie ustalić, skąd bierze się tak dramatyczny spadek formy.

To pierwszy raz, kiedy prezes PZN publicznie przyznał, że nie rozumie, dlaczego skoki całej drużyny wyglądają tak źle. To sygnał, że cierpliwość działaczy i kibiców jest na wyczerpaniu, a przed trenerem stoją teraz trudne tygodnie.

Wisła może być ostatnią okazją, by odwrócić losy sezonu

Niedzielny konkurs w Ruce stoi pod znakiem zapytania. Jeśli pogoda znów uniemożliwi rozegranie zawodów, kolejną areną rywalizacji będzie Wisła. Skocznia, którą Polacy znają jak własną kieszeń, może stać się przełomem – ale może też obnażyć, że problemy są dużo głębsze.

Jedno jest pewne: drużyna potrzebuje dziś nie tylko analizy, ale także impulsu, który pozwoli przerwać serię rozczarowań. Bo choć to dopiero początek sezonu, w skokach narciarskich czas ucieka szybciej, niż wszystkim się wydaje.